Dwóch pesymistów i dwóch optymistów o GPW

AB
opublikowano: 2009-04-17 17:01

Koniec tygodnia na GPW nie zaimponował. A co będzie dalej? "PB" zapytał czterech ekspertów. Ich zdania są podzielone.

Maciej Bombol, wiceprezes i zarządzający Millennium TFI: Wrócimy do testu dołków z lutego

Za wcześnie na stwierdzenie, że bessa minęła. WIG20 zyskał w kilka tygodni 40 proc., a to jest tempo zawrotne, nawet w hossie. Wtedy to była najwyżej roczna skala wzrostów. Euforia zakupów nie może za długo potrwać, ale jej geneza jest prosta do wytłumaczenia. OFE miały niedoważone portfele akcyjne, poprawiły się globalne nastroje, a przy umacniającym się złotym na rynek wkroczyli inwestorzy zagraniczni. Tymczasem otoczenie makroekonomiczne pogarsza się. Dlatego powrócimy do testowania dołków z połowy lutego.

Otwarte pozostaje jednak pytanie, kiedy to nastąpi i czy przełamiemy lutowe minima. Nie chcę zgadywać. Czas pokaże. Fundamenty gospodarki i spółek pogarszają się, co nie potwierdza wzrostu indeksów. Można myśleć, że giełda wyprzedza ożywienie w realnej gospodarce. Dziś wydaje mi się to jednak mniej prawdopodobne niż to, że ruch wzrostowy ma podłoże emocjonalne. Być może będziemy mieli do czynienia z sytuacją podobnej do tej w 2001 r., kiedy rozpoczął się dwuletni okres przejściowy miedzy bessą a hossą. Tego jednak nikt nie może być pewny.

Wojciech Olszewski, zarządzający OFE Polsat: Dno? Było w październiku

Wiele spółek mocno zwiększyło już swoją kapitalizację i dołki ma daleko za sobą. Popatrzmy choćby na HTL-Strefę, która dno wyznaczyła w marcu 2008 r. Wówczas zwiększyliśmy nasze zaangażowanie w spółce, kupując akcje poniżej 5 zł (teraz kosztują 11 zł). Mocno zaangażowaliśmy się w akcje  KGHM, gdy kosztowały poniżej 30 zł (dziś blisko 60 zł). Wiele spółek osiągnęło minima swojej wyceny w październiku 2008 r., a ludzie jeszcze zastanawiają się, czy dno już było. Kursy wielu spółek są powyżej swoich długich średnich kroczących, które do tego zaczęły rosnąć. To znak, że sporo walorów zakończyło już fazę akumulacji poprzedzającą wzrosty kursów.

Można dostrzec sygnały, że rynek zaczyna budowanie nowego trendu. Na wielu papierach rynkowe dno zostało wyznaczone kilka miesięcy temu. Jak zawsze kluczem do osiągnięcia wysokich stóp zwrotu będzie właściwy dobór spółek. Jedne mocno już zdrożały, podczas gdy inne jeszcze nie rozpoczęły zwyżek. Kapitał ustawicznie szuka niedowartościowanych spółek. Dlatego liderzy wzrostów się zmieniają. Jeśli inwestor chce to wykorzystać, musi dynamicznie zarządzać portfelem. Uważam, że najlepsze decyzje inwestycyjne podejmuje się w osamotnieniu. Gdy coraz więcej osób zacznie mówić o nowej hossie, zastanowię się nad zmniejszeniem zaangażowania na rynku akcji.

Mariusz Staniszewski, prezes Noble Funds TFI: Jeszcze możemy się zdziwić

Chciałbym być optymistą, ale to jeszcze nie czas. Za wcześnie, by mówić, że bessa już minęła. Zachowanie rynku może jeszcze wielu zdziwić. Analitycy, zarządzający i ekonomiści popełnili tyle błędów, że obecnie śmiałe prognozy obarczone są dużym błędem. Skoro spółki pokazują bardzo kiepskie wyniki, jeśli rynek zobaczy jeszcze tąpnięcie wyników banków, to nie wierzę, że już nie będzie tąpnięcia na giełdzie.

Ostatnie wzrosty dały optymizm. Im rynek wyżej, tym chętniej ludzie przyjmują, że najgorsze jest już za nami. Popatrzmy jednak na fakty. Dane makroekonomiczne z USA wciąż wychodzą złe, podobnie jak ze strefy  euro i z Polski. Banki będą miały bardzo ciężki pierwszy i drugi kwartał, a kiedy one mają trudności, to duszą gospodarkę. Ciężko więc zgodzić się, że bessa jest już za nami. Będziemy mieli zmienny rynek, a najgorsze wcale nie musi być już za nami. Choć z drugiej strony, taka fala pesymizmu jak z końca 2008 r. pewnie nie powróci. Obecnie rynek dostał oczekiwaną korektę, ale nie oznacza to, że trend się odwrócił.

Grzegorz Mielcarek, członek zarządu Investors TFI: Najgorsze jest już za nami

Podzielam zdanie, że dołek raczej mamy już za sobą. WIG20 dotknął 1250 pkt w atmosferze bankructwa banków, więc bardzo trudno tam znów dojść. Zazwyczaj bessa kończy się paniczną wyprzedażą na rynkach lub długotrwałym, np. rocznym, uklepywaniem dołków. Być może jednak dziś jest inaczej.

Lutowa panika mogła być jedynie emocjonalnym wyłamaniem się z testowania wcześniejszych dołków. W trendzie horyzontalnym były wzrosty i spadki, a nagle to tąpnięcie. Jeśli potraktujemy je jako wyłom w trendzie bocznym, bo jesteśmy już blisko zmiany całego trendu, to teraz jest dobry czas do akumulowania akcji. Niewiadomą pozostaje jednak czas trwania tego uklepywania dołków. Problem polega na tym, że większość ekonomistów spodziewa się cyklu gospodarczego w kształcie litery "L", czyli gwałtownego upadku i stagnacji. Dlatego wyceny spółek wcale nie muszą odbiegać od obecnej kapitalizacji. Osiąganie zysków stanie się w takim scenariuszu kłopotliwe, a koszty finansowania wysokie. Tymczasem miniona hossa była wywołana niespotykaną dotąd dostępnością i niską ceną pieniądza. Obecna fala wzrostowa zostanie w dużej części zniesiona przez korektę (w 50-60 proc.), ale w USA sytuacja może być znacznie gorsza. Euforia wynika z tego, że wcześniej rynek mocno przereagował, a dzięki interwencji rządów nie doszło do krachu bankowego.

Tyle zarządzający, a co Wy na to?