Dwutlenek na kartki

Andrzej Nierychło
opublikowano: 12-07-2007, 00:00

Grupa Atlas zaplanowała sobie wybudować cementownię i zderzyła się ze ścianą. Cementownia to piece, spalanie i dym, dym to dwutlenek węgla, a ilość emisji dwutlenku podlega ścisłym rygorom dozorowanym przez Unię Europejską. Polska miała ongiś nadzieje na limit tak wielki, że przekraczający zapotrzebowanie, i już cieszono się, że będzie można nadwyżkę sprzedać i zamienić na brzęczącą monetę. Były to jednak rachunki na wyrost, bo ostatecznie przyznano Polsce limit wydatnie mniejszy, wręcz niewystarczający dzisiejszym emitentom CO2.

Część z nich musi wprawdzie unowocześnić technologie, by zmniejszyć emisję, ale to potrwa, a zmniejszone limity wchodzą w życie w przyszłym roku. Gdzie jest rezerwa dla ewentualnych przyszłych uczestników rynku? Polska podjęła i prawną, i biurokratyczną walkę o większy limit, ale jej wynik trudno dziś przesądzić.

W dodatku wszystkie związane z limitem emisji CO2planowania i rozliczenia dokonywane są w zamkniętych okresach. Jeśli klamka zapadnie, to na kilka lat. Być może urzędnicy UE ułatwili sobie pracę, a być może rzeczywiście nie da się prowadzić rachunku limitów w sposób ciągły. Ale uchylanie furtki do systemu raz na kilka lat wydaje się nieżyciowe w epoce zglobalizowanej gospodarki, satelitów i internetu.

Najłatwiej powiedzieć, że Atlas ma pecha, bo obmyślił sobie biznes w złym czasie i w złym miejscu. Można też, zgodnie z dzisiejszą modą, zapytać, czy są winni złego potraktowania Polski przy dzieleniu limitów? Czyli — miało być wspaniale, a wyszło, jak zawsze.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Andrzej Nierychło

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy