Janusz Śniadek, przewodniczący Komisji Krajowej NSZZ Solidarność, twierdzi, że związek wcale nie jest przeciwny zmianom w prawie pracy. Muszą one jednak iść w parze ze zmniejszeniem fiskalizmu i odbiurokratyzowaniem gospodarki. Tymczasem rząd, wbrew obietnicom, nie prowadzi takich działań.
„PB”: Kiedy wybuchną kolejne petardy pod Kancelarią Premiera?
Janusz Śniadek, szef Komisji Krajowej NSZZ Solidarność: Nie chcę określać daty, ale prawdopodobnie do tego dojdzie. Nie jest jednak celem związku kreowanie takich sytuacji. Petardy pod Kancelarią Premiera to raczej owoc niespełnionych oczekiwań, a przede wszystkim lęków i obaw o miejsca pracy.
Jakie są wobec tego postulaty Solidarności wobec rządu?
Manifestacje odbywają się pod hasłami branżowymi. Większość z nich jest niczym innym jak żądaniem spełnienia obietnic złożonych w kampanii przed wyborami parlamentarnymi czy już w trakcie sprawowania rządów. Muszę przy tym odnieść się do dyskusji przy wprowadzaniu zmian do kodeksu pracy. Przylepiano nam gębę, że związki były im przeciwne. To nieprawda. Mówiliśmy: kodeks na końcu. Będziemy o tym rozmawiali, zaakceptujemy zmiany, ale zróbmy to na końcu. Cały czas podejrzewaliśmy, że możemy paść ofiarą oszustwa. I tak się stało.
Na czym polega to oszustwo?
Wprowadzono zmiany w kodeksie pracy, a zapowiadane dalsze ruchy, czyli zmniejszenie fiskalizmu czy odbiurokratyzowanie gospodarki, pozostały w sferze obietnic. Działania wokół kodeksu były ruchami politycznymi, które pozwalają rządowi uchylić się od innych posunięć. Dialog społeczny staje pod znakiem zapytania, skoro jeden z rozmówców jest nierzetelny.
Czy Solidarność uważa, iż podwyżka podatku dochodowego od osób prawnych w 2003 r. z 24 do 27 proc. była zła?
Odeszliśmy od formuły, w której wskazujemy konkretne rzeczy. Chcemy poruszać się na większym szczeblu ogólności. To pracodawcy sformułowali pakiet działań, które będą sprzyjać ożywieniu gospodarczemu, i na pewno mają w związkach sojusznika. W niektórych sprawach marnujemy jednak dużą szansę. W Polsce istnieją obszary patologii i nieuczciwej konkurencji. Zalicza się do nich szara strefa zatrudnienia, w szczególności pracy pozakodeksowej. Dane opublikowane wiosną są jednoznaczne. Spośród 1,5 mln ludzi funkcjonujących na zasadzie samozatrudnienia 95 proc. płaci składki ZUS na poziomie minimalnego ryczałtu. Partycypują oni w kosztach systemu w relatywnie mniejszym stopniu niż inni płatnicy. Jest jeszcze element nieuczciwej konkurencji. Firmy, które stosują formułę samozatrudnienia, mają niższe koszty. Inne przedsiębiorstwa z nimi przegrywają i bankrutują. Oznacza to złamanie konstytucyjnej zasady równości praw podmiotów gospodarczych. Nie rozumiem postawy organizacji pracodawców, którzy to tolerują. Razem powinniśmy walczyć o równe prawa dla podmiotów gospodarczych.
Pełny wywiad z nowym szefem związku znajduje się we wtorkowym "Pulsie Biznesu". Zapraszamy do lektury!