E-szkoły dają zarobić

Anna Pronińska
opublikowano: 2013-09-12 00:00

Mimo że szkolnictwo boryka się z niżem demograficznym, perspektywy dla branży oprogramowania oświaty są obiecujące.

Poczynając od szkolnej e-księgowości, przez usługi w chmurze i e-learning, na e-dziennikach kończąc — tak powinna wyglądać współczesna szkoła. Rynek e-oświaty w Polsce wciąż jednak jest niszowy. Firmy wiedzą, jak na nim zarobić, a największa bolączka oświaty ich nie dotyka.

— Niż demograficzny nie jest problemem dla tego biznesu. W Anglii jest raptem 6,5 tys. szkół na 63 mln ludzi. Wobec niżu i groźby zamykania jednostek oświatowych szkoły, które potrafią wyróżnić się efektywnością, mają większą szansę na utrzymanie pozycji — mówi Krzysztof Kuźniak, wiceprezes Vulcan (spółka z grupy Nowa Era), jednej z największych firm w branży. Vulcan, który działa już od 25 lat, dostarczył usługi dla 17 tys. z 27 tys. szkół publicznych.

Wszystko inteligentne

Zdaniem Krzysztofa Kuźniaka, spadek liczby placówek oświatowych może być zagrożeniem, ale równocześnie szansą dla spółki.

— Odsetek szkół korzystających z oprogramowania wzrasta wraz z wielkością szkoły. Jeżeli na bazie kilku małych szkół będzie powstawała jedna duża, będzie to szansa — uważa wiceprezes Vulcana. Także start-upowa spółka Primeon, która sprzedaje elektroniczne dzienniki głównie w Polsce (rynek zapewnia 70 proc. przychodów), ale też w Niemczech, Austrii, Kenii i Ugandzie, nie widzi zagrożenia w niżu demograficznym.

— Ten problem nam nie grozi i nas nie dotyczy. Podobnie jak innych producentów e-dzienników. Działamy w niszy. Nasz rynek dopiero się rodzi. Mamy wdrożonych 3-4 tys. dzienników, a potencjał jest na 25-27 tys. szkół. W dużej mierze problem tkwi w mentalności dzisiejszej szkoły, a nie w dostępności do produktu. Cena też nie jest barierą — twierdzi Patryk Chmielewski, prezes Primeona.

Ceny rozmaitych oprogramowań wahają się od tysiąca do kilku tysięcy złotych. — Niż demograficzny nie ma aż tak dużego znaczenia dla stopnia informatyzacji szkół. To raczej wynik rosnącej potrzeby stałego, szybkiego i łatwego dostępu do informacji, która jest cechą charakteryzującą nowoczesne e-społeczeństwa — mówi Dariusz Śliwowski, wiceprezes ds. sprzedaży pionu public Sygnity, które wdraża system e- edukacji dla urzędu miasta we Wrocławiu. Systemem zarządza samorząd, a informacje udostępniane są w chmurze. W ten sposób łączy się placówki, instytucje i urzędy, które podlegają wrocławskiemu wydziałowi oświaty, umożliwiając stały przesył danych między nimi.

Potencjał jest

Roczne wydatki na edukację w Polsce wynoszą ogółem 58 mld zł z subwencji oświatowej i budżetów samorządów.

— Sytuacja szkół jest uzależniona od samorządów i wykorzystania dotacji. Jeśli z każdym rokiem wydatki na edukację w Polsce rosną mimo niżu demograficznego, to można zakładać, że na rynku będzie więcej pieniędzy. W przyszłości rynek [Vulcan szacuje wartość rynku systemów do zarządzania branżą oświatową na wszystkich poziomach na kilkaset mln zł — przyp. red.] ma potencjał zwiększania wartości wraz z postępem technologicznym w wielu dziedzinach: aplikacji mobilnych, usług w chmurze, tworzenia zaawansowanych platform wymiany informacji czy e-learningu. W Polsce to wciąż rozwijająca się branża, choć rynek jest już dojrzały — mówi Krzysztof Kuźniak. Vulcan udowadnia, że na tym biznesie da się zarobić. I to tylko w Polsce.

— W 2012 r. mieliśmy 4,5 mln zł zysku netto przy 40 mln zł przychodów. Zakładamy, że ten rok nie będzie gorszy od poprzedniego — mówi wiceprezes Vulcana. Szacuje, że 80 proc. polskich szkół i gmin już korzysta z oprogramowania usprawniającego procesy zarządcze w oświacie, takie jak planowanie organizacji, nabór do szkół, zarządzanie budżetem.

— Rynek jest w trakcie wielkiej zmiany. Jeszcze do niedawna był to rynek szkół, teraz staje się rynkiem samorządów. Niewątpliwie jest perspektywiczny dla firm, które oferują autorskie rozwiązania ułatwiające komunikację na styku samorządu i placówek oświatowych, w tym także szkół. Rozpoczęta na szeroką skalę publiczna debata o inteligentnych gminach i miastach sprawia, że zaczyna się wyścig samorządów o prymat w tym obszarze. To także pozytywny sygnał dla wyspecjalizowanych firm, że być może pula funduszy przeznaczonych na e-edukację zostanie częściowo wzbogacona o pieniądze płynące z samorządów — sumuje Dariusz Śliwowski.