Ożywienie gospodarcze w strefie euro nastąpi jeszcze w drugiej połowie tego roku, a będzie się umacniać w 2004 — wynika z miesięcznego raportu opublikowanego przez Europejski Bank Centralny.
Powiało optymizmem z Europejskiego Banku Centralnego (ECB). Już w drugiej połowie roku do strefy euro powinno zawitać długo wyczekiwane ożywienie. Kolejny rok będzie zaś czasem umacniania się gospodarek europejskich — ocenia ECB w comiesięcznym raporcie.
Jednak z danych, opublikowanych przez instytut Economist Intelligence Unit (EIU), wynika, że wskaźniki strefy euro w tym i przyszłym roku mogą mocno rozczarować.
W lipcu, po raz pierwszy od grudnia ubiegłego roku, sektor usług, który jest jednym z ważniejszych w strefie, odczuł oznaki ożywienia. Wzrastające realne zyski powinny, zdaniem ECB, spowodować wzrost konsumpcji i obniżenie stóp procentowych. To pozwoli przynajmniej minimalnie zwiększyć inwestycje w dwunastu krajach strefy. Również poziom zaufania w tym regionie stabilizuje się i coraz więcej jest sygnałów, że rośnie popyt zagranicznych inwestorów na rynkach strefy euro.
Przeciwnego zdania jest EIU, który nie widzi oznak zwiększenia zaufania konsumentów ani też wzrostu inwestycji. Zdaniem specjalistów, wiele firm wciąż ma kłopoty z płynnością lub próbuje ratować się przed bankructwem. Ten, ani przyszły rok nie przyniosą, ich zdaniem, widocznej zmiany.
— Słaby popyt wewnętrzny, silna waluta i niestabilna polityka fiskalna powodują, że gospodarka strefy euro trzeci rok z rzędu będzie się rozwijać w tempie zaledwie 0,6 proc., czyli wciąż poniżej oczekiwań — czytamy w raporcie.
ECB ocenia również, że inflacja w drugim kwartale i w następnym powinna oscylować wokół 2 proc. — o ile stopniowemu rozwojowi gospodarczemu będzie towarzyszyć umiarkowany wzrost płac.
Polskę, zdaniem EIU, osłabia niski poziom płac i duże bezrobocie. Co prawda, widać pewne oznaki stopniowej poprawy sytuacji firm, jednak wciąż dużym problemem pozostaje nieustabilizowana polityka fiskalna. Prognoza wzrostu na ten rok dla naszego kraju wynosi 2,8 proc. Jednak wiele będzie zależało od tempa rozwoju — zarówno gospodarki światowej, jak i europejskiej.