Spółki nie mogły się dogadać, jak ratować biuro podróży, więc stracą obie
Touroperator był w gorszej kondycji, niż zapewniał sprzedający — twierdzi fundusz. Orbis: Nie włożyliście w nią złotówki.
A miało być tak pięknie… W styczniu Orbis Travel, legenda polskiej turystyki, został kupiony przez Enterprise Investors (EI). Miał dołączyć do przejętego przez fundusz kilka lat wcześniej Novaturas, potentata w branży w krajach bałtyckich, i dzięki synergiom rozkwitnąć. Minęło dziewięć miesięcy i spółka złożyła wniosek o upadłość. Zarząd nie widział możliwości kontynuowania działalności. Co się stało?
— Jedną z głównych przyczyn upadku jest to, że spółka okazała się być w dużo gorszej kondycji, niż nam się wydawało w momencie zakupu. Chodzi m.in. o poziom aktywów netto i wynik finansowy z 2009 r. Przed zakupem przeprowadzaliśmy due diligence, ale ze względu na bałagan w spółce nie wszystko byliśmy w stanie sprawdzić. W tych obszarach oparliśmy się na oświadczeniu sprzedającego, ale stan faktyczny okazał się inny, niż wynikało z oświadczenia. Prawdopodobnie skorzystamy z uprawnień wynikających z umowy i będziemy dochodzić swoich praw — mówi Sebastian Król, partner Enterprise Investors (EI).
Orbis odpiera zarzuty
— Enterprise Investors w momencie zakupu spółki znał jej kondycję. Transakcję poprzedził intensywne badanie spółki przez nabywcę. Wykazało ono, że mimo nie najlepszej kondycji firmy działania naprawcze podjęte jeszcze przed transakcją wraz z zaangażowaniem obecnego właściciela stwarzały szansę na pozytywny wynik finansowy już w przyszłym roku — mówi Ireneusz Węgłowski, wiceprezes Orbisu.
Jego zdaniem, inwestor zakładał inwestowanie w spółkę nawet przy świadomości, że stan faktyczny mógłby być gorszy, niż zakładany.
— Ze względu na wykryte trudności i niejasności, o których inwestor wiedział od samego początku, cena była symboliczna. W związku z tym jakiekolwiek roszczenia ze strony Enterprise Investors i są nieuzasadnione, tym bardziej że inwestor nie zainwestował w spółkę ani złotówki —mówi wiceprezes Orbisu.
Szybkie wyjście
EI bardzo zależało na przejęciu spółki, do ostatniej chwili rywalizował z Rainbow Tours. Ostatecznie, według naszych informacji, fundusz kupił spółkę z około 8 mln zł długów za 1 zł. Ale szybko zaczął żałować, bo okazało się, że wiedzie jej się marnie, a trzeba w nią sporo zainwestować.
— Ten rok jest dla branży bardzo trudny ze względu na katastrofę w Smoleńsku, pył wulkaniczny, powodzie i gorące lato. Spółka nie realizowała celów biznesowych, a partnerzy biznesowi zażądali przedpłat w wysokości kilkudziesięciu milionów złotych. Firma nie była w stanie ich zrealizować i stąd wniosek o upadłość — mówi Sebastian Król.
I fundusz zaczął szukać drogi wyjścia.
— Próbowaliśmy pozyskać do spółki inwestora branżowego lub finansowego, ale ze względu na jej kondycję się nie udało — mówi Sebastian Król.
Według naszych informacji ofertę dostało m.in. Rainbow Tours. Sebastian Król mówi, że chciał, by w ratowanie spółki zaangażował się Orbis, ale ten poszedł "na minimalne ustępstwa". Hotelarska grupa twierdzi, że wykazała "maksimum dobrej woli".
— Zadeklarowaliśmy pomoc w postaci gotówki oraz umorzenia części zobowiązań w stosunku do nas, pod jednym warunkiem, że obecny właściciel — spółka zależna Enterprise Investors — również będzie inwestował. Tak się nie stało — mówi Ireneusz Węgłowski.
Eksperci nie mają wątpliwości, że bankructwo Orbisu uderzy w wizerunek biur podróży.
— Marka Orbis jest przecież bardzo rozpoznawalna. Orbisu ta upadłość dotyczy w mniejszym stopniu, choć będzie musiał zawiązać znaczne rezerwy. Wysokość ryzyka szacowana jest na 13,6 mln zł, a to dla tej spółki niemała kwota. Dlatego na wczorajszej sesji kurs zniżkował — mówi Michał Sztabler, analityk DM PKO BP.
To też gorzka pigułka dla EI, najaktywniejszego funduszu w Polsce. Do tej pory zainwestował w 121 spółek. Wyszedł z ponad 90 na ogół z sukcesem (średnio wyciągał trzy razy więcej, niż zainwestował). Orbis to czwarte potknięcie. Wcześniej klapą zakończyły się inwestycje m.in. w Nomi, sieć marketów budowlanych i Kinoplex, sieć kin.