Ekologiczna żywność wciąż czeka na swoją szansę

Małgorzata Ciechanowska
opublikowano: 2013-03-29 00:00

Trudno dotrzeć do konsumenta — przyznaje branża ekożywności. Same dopłaty unijne nie pomogą w rozwoju tego biznesu.

Przez ostatnie sześć lat kończącej się właśnie unijnej perspektywy budżetowej (2007-13) polscy rolnicy ekologiczni dostali ponad 1 mld zł z funduszy UE. Na koniec 2011 r. według danych Inspektoratu Jakości Handlowej Artykułów Rolno- -Spożywczych liczba ekologicznych gospodarstw przekraczała 23,4 tys., co oznacza wzrost o ponad 90 proc. w porównaniu z 2007 r. W tym czasie o ponad 210 proc. zwiększyła się powierzchnia upraw ekologicznych, do 605 tys. hektarów — przede wszystkim są to zboża, rośliny na paszę, łąki i pastwiska oraz sady. — W ostatnich kilku latach liczba gospodarstw ekologicznych rosła średnio o kilkanaście procent rocznie. Szacuje się, że ta korzystna tendencja może się utrzymać przez następnych kilka lat. Niemniej na dalszy rozwój rolnictwa ekologicznego będzie miało wpływ wiele czynników, np. wysokość dopłat dla rolnictwa ekologicznego czy też rozwój rynku konsumenta, w tym świadomości konsumenckiej, oraz koniunktura gospodarcza w kraju i Unii Europejskiej — informuje biuro prasowe Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Ile rolnicy dostaną w kolejnych latach, jeszcze nie wiadomo. Państwa członkowskie UE będą musiały przeznaczać nie mniej niż 25 proc. limitu pieniędzy z Europejskiego Funduszu Rolnego Rozwoju Obszarów Wiejskich na rzecz działań związanych z łagodzeniem zmiany klimatu i adaptacją do nich, różnorodnością biologiczną, oszczędnym gospodarowaniem zasobami i zarządzaniem glebą, wodą i gruntami, w tym właśnie na rolnictwo ekologiczne. Praktycy rolnictwa ekologicznego przekonują jednak, że to niekoniecznie wysokość dopłat ma decydującą rolę w rozwoju ekologicznego biznesu. — Dopłata do hektara w dużych gospodarstwach stanowi do 4 proc. dochodu z hektara, więc nie decyduje o podjęciu produkcji — twierdzi Marian Szałda ze Świętokrzyskiego Ośrodka Doradztwa Rolniczego. Świętokrzyskie chwali się, że to z jego terenów pochodzi co druga ekologiczna papryka i ponad 80 proc. czosnku, a gospodarstwa regionu produkują 19,5 proc. krajowych warzyw ekologicznych. — Dzisiaj biznes idzie dobrze tym, którzy zaczęli go jeszcze przed dopłatami unijnymi. Na rozwinięcie go potrzeba co najmniej 5 lat. W tym czasie rolnik uczy się roślin i zarządzania glebą. O ile bowiem w konwencjonalnej produkcji chodzi o jak największe dochody, więc jak najwięcej plonów z hektara, to w ekologii kluczowa jest żyzność gleby — tłumaczy Marian Szałda. Zdaniem Mirosława Maliszewskiego, prezesa Związku Sadowników RP, sytuacja upraw ekologicznych w Polsce jest zupełnie inna niż w krajach zachodnich. — Normy bezpieczeństwa również dla nieekologicznej żywności są bardzo wysokie.

Nie ma na niej pozostałości ani nawozów, ani środków ochrony roślin, więc trudniej wyróżnić się rolnictwu ekologicznemu — mówi Mirosław Maliszewski. Polacy wciąż, jego zdaniem, wolą żywność bezpieczną, ale tradycyjną. — Szacuje się, że w Polsce jest 3-4 proc. konsumentów, którzy chcą kupować, czyli płacić więcej za ekologiczne owoce i warzywa. W Niemczech to 10 proc. — dodaje Mirosław Maliszewski. Z tym, że cena sklepowa może odstraszać konsumentów zgadza się Joanna Żuchlińska z BioBazaru — warszawskiego bazaru z żywnością ekologiczną (działa tylko w soboty). — Co tydzień odwiedza nas 2,5 tys. osób. Zaczynaliśmy w 2010 r. od jednej hali, a dzisiaj działamy w trzech. Produkty ekologiczne rzeczywiście bywają droższe, ale cena na bazarze jest znacznie niższa niż w sklepie. My nie płacimy ogromnych czynszów w galeriach handlowych. Ponadto u nas producenci sami nawiązują relację z klientami i tłumaczą, z czego wynika cena konkretnego produktu — opowiada Joanna Żuchlińska. BioBazar powstał, bo ekologiczni producenci sami zgłaszali, że nie są w stanie dotrzeć do klientów. To właśnie, zdaniem Mirosława Maliszewskiego, jest jedną z największych barier rozwoju ekologicznego rynku. — Jest to rynek rozwijający się i bardzo mały, a klienci są rozproszeni. Pojedynczemu rolnikowi trudno znaleźć odbiorcę. Nie jest w stanie też sprzedawać sam bezpośrednio do sieci. Rozwiązaniem jest tu produkcja na konkretne potrzeby przetwórców, czyli soki czy odżywki — dodaje prezes Sadowników RP. W Polsce wciąż część ekorynku żywnościowego pozostaje nieodkryta. — Nie ma praktycznie odbiorców na ekologiczne produkty pochodzenia zwierzęcego (oprócz jaj). Ekomleko czy ekomięso jeszcze nie znalazło swoich zwolenników — mówi Marian Szałda.

Kiedy rolnik jest eko

Gospodarstwa ekologiczne nie mogą stosować nawozów sztucznych i chemicznych środków ochrony roślin. Owoce i warzywa przez nie produkowane są cyklicznie badane przez instytucje certyfikujące żywność ekologiczną. [PAP]

85162 Tyle ton ekologicznych zbóż wyprodukowano w Polsce w 2011 r według danych Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi według danych Eurostat za 2011.

97350 …a tyle ton ekożywności pochodziło z upraw sadowniczych.

17372 Tyle ton warzyw pochodziło z upraw ekologicznych.