Wojciech Moskwa
WARSZAWA (Reuters) - Ekonomiści skrytykowali trzy miesiące rządów obecnego lewicowego gabinetu, który według nich dokonał jedynie tymczasowych reform budżetu.
Ostrzegają, że jeśli nie zostaną dokonane głębokie strukturalne reformy gospodarcze w 2003 roku Polskę mogą czekać kolejne kłopoty.
Rząd przygotował wiarygodny projekt budżetu na 2002 rok, ale nadal nie są do końca znane szczegóły dotyczące średnioterminowej strategii powrotu na ścieżkę ożywienia w gospodarce.
"Wydaje się, że rząd raczej odwleka problemy, a nie je rozwiązuje" - powiedział w poniedziałek podczas seminarium na temat sytuacji w gospodarce Marek Dąbrowski, członek Rady Polityki Pieniężnej (RPP).
Analitycy uważają, że plany ministra finansów wydają się mało realne, jeśli nie zostaną przeprowadzone niepopularne reformy na rynku pracy i nie będzie utrzymywana dyscyplina budżetowa.
Marek Belka zakłada, iż tempo wzrostu gospodarczego wyniesie w tym roku jeden procent, w 2003 roku trzy procent, a w 2004 pięć procent.
"Może to być odpowiednio 1,0, 1,3 i 1,5 procent wzrostu" - powiedział Krzysztof Rybiński, główny ekonomista Banku Zachodniego WBK.
Według szacunków tempo wzrostu PKB w 2001 roku spadło do 1,2 procent ze średnio 5,2 procent rocznie w latach 1996-2000.
DYSCYPLINA W DRODZE DO UE
Ponadto, niektórzy ekonomiści i analitycy mają wątpliwości, czy rządząca lewica będzie utrzymywała w ryzach wydatki budżetu w 2003 roku.
Analitycy uważają też, że rząd może mieć trudności z przekonaniem społeczeństwa do poparcia przystąpienia do Unii Europejskiej w 2004 roku.
"Ciężko jest sobie wyobrazić, że w 2003 roku, czyli w roku w którym będzie przeprowadzone referendum na temat wejścia do Unii, rząd przygotuje kolejny bolesny budżet" - powiedział Rybiński.
Jeremi Mordasewicz, członek Komisji Trójstronnej powiedział, że trwające w niej obecnie prace nad nowelizacją Kodeksu Pracy dają niewielką nadzieję, że zostanie przeprowadzona głęboka liberalizacja rynku pracy.
"Widzę, że jest mała wola przeprowadzenia najtrudniejszych zmian" - powiedział podczas seminarium Mordasewicz.
Obecnie główna stopa procentowa wynosi 11,5 procent i jest to jeden z najwyższych poziomów w Europie. Stopy są prawie osiem procent powyżej inflacji.
Jednak ekonomiści ostrzegają, że ich gwałtowna redukcja może wywołać szybki wzrost konsumpcji i importu, co ponownie spowoduje wzrost deficytu na rachunku obrotów bieżących, który był hamowany przez politykę wysokich stóp procentowych.
"Musimy sobie zadać pytanie, czy lepiej jest zwiększać tempo wzrostu gospodarki poprzez wzrost popytu, żeby za parę lat ten wzrost ponownie zahamować, czy też lepiej jest przeprowadzać reformy instytucjonalne" - powiedział Dariusz Filar, główny ekonomista Pekao SA.
((Reuters Serwis Polski, tel +48 22 653 9700, fax +48 22 653 9780, [email protected]))