Przed laty na szlaki wielu polskich miast trafiały tramwaje z chorzowskiego zakładu grupy Alstom. Warszawiacy natomiast kojarzą firmę np. z pojazdami metra. Najbardziej popularnym jej produktem w Polsce są jednak pociągi pendolino, które zaczęły kursować w 2014 r. i mogą jeździć z prędkością do 250 km/h.
Obecnie grupa Alstom dostarcza działającym na krajowym rynku przewoźnikom lokomotywy Traxx oraz systemy sterowania ruchem kolejowym. Urządzenia sygnalizacyjne sprzedaje także wykonawcom modernizującym krajową sieć kolejową. Lwia część produkcji zakładów Alstomu trafia na eksport, np. do Holandii i Dubaju. Sławomir Cyza, nowy szef Alstomu na Polskę, Ukrainę i Kraje Bałtyckie, planuje kontynuować zagraniczną ekspansję, ale równocześnie poszerzyć wachlarz produktów nad Wisłą.
- Priorytetem jest dokończenie integracji z Bombardierem. Pierwszy etap wdrażamy z sukcesem, o czym świadczy uzyskanie trzeci rok z rzędu certyfikatu Top Employer, w tym roku już dla połączonej organizacji. Planujemy także dynamiczniej rozwijać się na rynku kolejowym i biznesowym. Zatrudniamy 4 tys. ludzi w 11 lokalizacjach, produkując na eksport i na potrzeby lokalnych klientów. Oprócz produktów sprzedawanych obecnie zamierzamy zaoferować na polskim rynku nowe pojazdy – mówi Sławomir Cyza.
Coradia na polskich torach
Spółka planuje ekspansję w segmencie transportu miejskiego, a także na rynku kolei regionalnych i dalekobieżnych.
- Prowadzimy prace związane z uzyskaniem homologacji dla pociągów Coradia na polskim rynku. Pociągi tego typu są produkowane w zakładzie w Chorzowie. Sprzedawaliśmy je np. na rynek holenderski, ale zamierzamy zaoferować także w Polsce – mówi Sławomir Cyza.
To elektryczne zespoły trakcyjne (EZT), służące zarówno do obsługi dalekobieżnego ruchu międzymiastowego, jak i regionalnego. W wersji na rynek holenderski mogą rozwijać prędkość do 200 km/h. Dotychczas Alstom w Polsce nie sprzedawał tego typu pociągów, jednak ETZ cieszą się u nas coraz większą popularnością.
Składy Coradia po homologacji w Polsce będą stanowiły konkurencję dla pojazdów produkowanych przez Pesę czy Newag. Największe szanse jednak Alstom będzie miał w przetargach na pociągi dalekobieżne. PKP Intercity wymieniły lub przynajmniej zmodernizowały najstarszy tabor i spodziewam się, że w nowych postępowaniach coraz większą wagę będą przywiązywać już nie tylko do ceny, ale także do jakości, kosztów eksploatacji itp. To zaś powinno zwiększyć zainteresowanie produktami firm takich jak Alstom. Pociągi producentów z polskim kapitałem kiedyś były znacznie tańsze niż produkowane przez firmy z kapitałem zagranicznym, ale teraz różnice są niewielkie. Wynika to z tego, że przewoźnicy wymagają od kontrahentów wieloletniego serwisowania pojazdów, więc producenci krajowi często kupują części i podzespoły od tych samych dostawców co firmy z zagranicznym kapitałem.
- Jako jedyni możemy także zaoferować sprawdzony już w ruchu pasażerskim pociąg napędzany wodorem, czyli Coradię iLint. Pudła tych pojazdów są produkowane w Chorzowie, a malowane we Wrocławiu – mówi Sławomir Cyza.
Liczy, że zaczną pojawiać się także na polskich torach.
- W Polsce mamy wiele niezelektryfikowanych linii, obsługiwanych pociągami z silnikiem diesla. Na zakup takich pojazdów coraz trudniej będzie jednak pozyskać finansowanie, ponieważ kwestie ochrony środowiska zaczynają odgrywać coraz większą rolę. Elektryfikacja linii jest kosztowna i czasochłonna. Dlatego kursujące po nich pociągi będą stopniowo zastępowane pojazdami wodorowymi lub akumulatorowymi – mówi Sławomir Cyza.
Podaje przekład niezelektryfikowanych linii na Mazurach, gdzie kiedyś zlikwidowano połączenia, a teraz - w związku z wykluczeniem komunikacyjnym - potrzebne jest ich przywrócenie. Na tych liniach dobrze sprawdziłyby się pociągi napędzane wodorem, eliminując konieczność inwestycji związanych z budową i utrzymaniem trakcji elektrycznej. Zastąpienie jednego regionalnego pociągu spalinowego składem wodorowym powoduje takie ograniczenie emisji CO2, jak wyeliminowanie z dróg 350 samochodów.
Sławomir Cyza ma również nadzieję, że w najbliższych latach wagony metra z Chorzowa znowu trafią do stolicy. Do 2005 r. zakład produkował je dla Warszawy wraz z fabryką w Barcelonie. Obecnie chorzowska fabryka wytwarza pojazdy metra w wersji bezobsługowej - w tym roku finalizuje dostawy dla Dubaju. Alstom liczy, że w Polsce ta technologia także się zadomowi.
Francuski standard szybkiej kolei
Grupa przygotowuje się też do zdobycia nad Wisłą kontraktów związanych z budową kolei dużych prędkości oraz kursujących po nich pociągów. Sławomir Cyza informuje, że tego typu składy nie są produkowane w Polsce, ale jeśli uda się pozyskać w kraju zamówienie, to część produkcji może być realizowana lokalnie.
- Na razie nie wiemy, czy zamawiane będą pojazdy rozwijające prędkość do 250 km/h, czy większą. Możemy znowu zaoferować pendolino, ale szybsze pojazdy także mamy w ofercie. Od 1981 r. produkujemy i serwisujemy przecież francuskie TGV – mówi menedżer z Alstomu.
Podkreśla, że doradcą spółki CPK, która ma budować centralny hub lotniczy i prowadzącą do niego sieć szybkiej kolei, jest SNCF, dla którego Alstom skonstruował TGV.

Groźba wojny utrudnia rozwój na Ukrainie
Alstom planuje nadal rozwijać działalność w segmencie sterowania ruchem kolejowym w Polsce, zerka jednak także za granicę.
- Tzw. sygnaling i automatyka to sztandarowe produkty z rynku polskiego. Planujemy wejść z nimi do innych krajów – mówi Sławomir Cyza.
Grupa ma także spółki w Charkowie i Rydze. Za ich pośrednictwem, przy udziale zakładów z Polski, obsługuje dostawy do 20 krajów, m.in. naszego regionu.
- W Chorzowie zatrudniamy ponad 400 inżynierów i projektantów, a w Katowicach ponad 150. Obecnie w naszej części Europy planujemy zatrudnić 800 osób, połowę w Polsce, by zarówno w kraju, jak i za granicą wdrażały nowe projekty – twierdzi prezes Alstomu.
Ciekawy projekt grupa planuje np. na Ukrainie.
- Chcemy wspierać transformację kolei na Ukrainie, gdzie pracujemy m.in. nad projektem dotyczącym dostawy 130 lokomotyw. Taki kontrakt miałby duży wpływ na rozwój ukraińskiego przemysłu kolejowego i pozwoliłby utworzyć lub utrzymać 7 tys. miejsc pracy w firmach dostawców i podwykonawców – wyjaśnia Sławomir Cyza.
Przyznaje jednak, że niestabilna sytuacja geopolityczna może utrudnić prace na Ukrainie.