Energetyka bez ideologii. Miks ma rozkładać ryzyko

Publikacja powstała we współpracy z Polenergią S.A., partnerem cyklu „Energia Biznesu”
opublikowano: 2026-11-02 00:01

Co może łączyć brytyjską flotę sprzed ponad stu lat z dzisiejszym sporem o atom, węgiel, wiatraki i fotowoltaikę? Odpowiedź Winstona Churchilla była zaskakująco prosta. I wciąż jest aktualna.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

„Bezpieczeństwo i pewność zaopatrzenia w ropę zależą od różnorodności i tylko od różnorodności” – przekonywał Winston Churchill w Izbie Gmin w lipcu 1913 r. Jako pierwszy lord Admiralicji przygotowywał brytyjską flotę do przejścia z węgla na ropę. Wiedział, że nowe paliwo daje przewagę, ale tworzy też nowe uzależnienie. Dlatego ostrzegał przed stawianiem wszystkiego na jeden kraj, jedną firmę czy jeden szlak transportowy.

Spieramy się o węgiel, atom, wiatraki, fotowoltaikę i gaz, jakby trzeba było wybrać zwycięzcę. Tymczasem bezpieczeństwo systemu zaczyna się od pytania, co zrobimy, gdy któraś technologia zawiedzie, podrożeje albo przestanie być dostępna.

– Miks jest dobry z prostego powodu – rozkłada ryzyko. Lepiej mieć kilka opcji niż uzależniać się od jednego rozwiązania – podkreśla Paweł Stapf, ekspert transformacji biznesowej i technologicznej.

Tacy znawcy tematu jak Fatih Birol, dyrektor wykonawczy Międzynarodowej Agencji Energetycznej, mówią podobnie: nie ma jednego prostego rozwiązania, potrzebne są różne technologie.

Atom i OZE po tej samej stronie

W Polsce często przeciwstawiamy energetykę jądrową odnawialnym źródłom energii. Jakby poparcie dla atomu wymagało nieufności wobec wiatraków i fotowoltaiki, a rozwój OZE oznaczał rezygnację z reaktorów. Tymczasem oba kierunki mogą odpowiadać na różne potrzeby tego samego systemu.

Atom ma dostarczać stabilną energię niezależnie od pory dnia i pogody. OZE korzystają ze słońca i wiatru, ale ich produkcja jest zmienna. Jedne źródła mogą więc uzupełniać drugie.

– Bardzo dobrym przykładem przenikania się tych źródeł była sytuacja w bieżącym roku, gdy w związku z niskim poziomem wód w wielu krajach Europy jednostki konwencjonalne musiały ograniczać swoją pracę, a część z nich była okresowo wyłączana. W tym samym czasie aktywa OZE oraz wymiana transgraniczna wspierały bilansowanie systemów elektroenergetycznych. W tym kontekście nasuwają się dwa istotne wnioski. Po pierwsze, dywersyfikacja źródeł wytwarzania oraz elastyczność systemu elektroenergetycznego są fundamentem bezpieczeństwa energetycznego. Po drugie, coraz wyraźniej widać, że również jednostki konwencjonalne, w tym elektrownie węglowe i jądrowe, są w pewnym stopniu zależne od warunków pogodowych. Ich funkcjonowanie może być ograniczane nie tylko przez dostępność paliwa czy kwestie techniczne, ale również przez warunki hydrologiczne i temperaturę wody niezbędnej do chłodzenia bloków wytwórczych. W efekcie zależność energetyki od pogody nie jest wyłącznie domeną źródeł odnawialnych, dotyczy w różnym stopniu całego systemu elektroenergetycznego – mówi Andrzej Brożek, dyrektor Działu Analiz w Polenergii.

Taką logikę przyjmuje również Komisja Europejska. Dan Jørgensen, unijny komisarz ds. energii i mieszkalnictwa, mówił w kwietniu 2025 r., że Europa powinna rozwijać OZE, ale jednocześnie podkreślił: „Energia jądrowa odegra również ważną rolę w elektryfikacji i dekarbonizacji systemu energetycznego UE”. Przypomniał przy tym, że państwa członkowskie mają prawo wybierać własny miks.

Celem jest energia bezpieczna, możliwie tania i coraz mniej emisyjna. Technologia ma pomagać ten cel osiągnąć.

– Możemy mieć bardzo szlachetne cele ekologiczne, ale na końcu pojawia się rachunek. Pieniądz nie ma uczuć ani poglądów – wskazuje Paweł Stapf.

Najtańsza megawatogodzina nie załatwia sprawy

Aleksander Naumann, ekspert ds. technologii wodorowych w spółce Hynfra, zwraca uwagę, że OZE zbyt często stają się w Polsce chłopcem do bicia. Za fotowoltaiką i wiatrem stoi jednak nie tylko polityka klimatyczna Unii Europejskiej, lecz także ekonomia. Liderem światowego wzrostu OZE są dziś Chiny.

– Energia z OZE jest najtańsza w przeliczeniu na wyprodukowaną MWh energii, ale nie musi taka być, jeśli uwzględnimy koszty bilansowania, sieciowe i inne, wynikające z konieczności dostosowania systemu energetycznego do takiego charakteru pracy OZE – zaznacza Aleksander Naumann.

I tu argumenty obu ekspertów zaczynają się spotykać. Sama cena wytworzenia megawatogodziny nie wystarczy do oceny źródła energii. Trzeba doliczyć sieci, magazynowanie, rezerwy i bilansowanie.

Na koniec 2025 r. OZE odpowiadały za 48 proc. mocy zainstalowanej w Polsce. W całym roku ich udział w energii wytworzonej i wprowadzonej do sieci wyniósł 30,42 proc. To opis charakteru zielonej energetyki, nie zarzut wobec niej.

Fotowoltaika produkuje przede wszystkim w dzień, kiedy pracują biura i fabryki. Wiatr może dostarczać dużo energii przez wiele godzin, ale jego siły nie da się zaplanować na wtorek o 17.00. System potrzebuje więc źródeł o różnych właściwościach oraz sieci, które potrafią nimi zarządzać.

Węgiel też ma rachunek

A co z polskim czarnym złotem, bez którego wielu z nas nie wyobraża sobie miksu energetycznego, a nawet twierdzi, że ten surowiec powinien dominować?

– Powrót do hasła „mamy węgiel, więc go spalajmy” może być atrakcyjny politycznie, ale nie rozwiązuje problemów polskiej energetyki. Koszt energii przenosi się później na przedsiębiorstwa, usługi, transport, a ostatecznie na ceny produktów – argumentuje Paweł Stapf.

Kiedy paliwo drożeje, pytamy, co stanie się z transportem, żywnością i usługami. Z prądem jest podobnie, tylko jego koszt łatwiej ukrywa się w cenie gotowego towaru.

Dlatego monokultura energetyczna jest ryzykowna niezależnie od tego, jaki ma znak firmowy. Atom daje stabilną produkcję, ale wymaga ogromnego kapitału i wielu lat budowy. OZE są niskoemisyjne i szybko przyrastają, lecz zależą od pogody i jakości sieci. Gaz pozwala elastycznie reagować na zapotrzebowanie, ale pozostaje paliwem kopalnym i może uzależniać od importu. Każde rozwiązanie coś daje. Każde też wystawia rachunek.

– Energetyka jest więc dobrym przykładem tego, że ryzyka w systemie nie można całkowicie wyeliminować, można jednak nim zarządzać w taki sposób, aby je ograniczać. Nie ma źródła energii całkowicie wolnego od ograniczeń – niektóre źródła zależą od pogody, inne od paliwa, jeszcze inne od infrastruktury, kapitału czy czasu potrzebnego na ich budowę. Pytanie nie brzmi zatem, które źródło wybrać, ale jak połączyć je w taki sposób, aby ryzyko związane z jednym elementem systemu nie przekładało się na zagrożenie dla stabilności całości – wskazuje Andrzej Brożek.

Wyciśnijmy z paliwa, ile się da

Liczy się również, ile pożytku potrafimy wyciągnąć z każdej zużytej jednostki paliwa. Paweł Stapf tłumaczy to przykładem ogniska. Człowiek, który z trudem rozpalił ogień, nie ogrzewał przy nim wyłącznie rąk. Podgrzewał wodę, gotował jedzenie, ogrzewał schronienie.

Podobnie działa kogeneracja. W jednym procesie powstają energia elektryczna i ciepło. W trigeneracji można dodatkowo uzyskać chłód, wykorzystywany choćby w klimatyzacji. Skoro już zużywamy paliwo, wyciśnijmy z niego jak najwięcej użytecznej energii.

Takie podejście odbiera sporowi część ideologicznego napięcia. Zamiast pytać, która technologia jest „nasza”, można pytać, co w konkretnym miejscu daje najlepszy efekt ekonomiczny i techniczny.

Ścieżka rowerowa donikąd

Problem pojawia się wtedy, gdy technologia staje się symbolem nowoczesności. Inwestycję można zrealizować dlatego, że są na nią pieniądze, dobrze wygląda w strategii albo pozwala odhaczyć wymagany wskaźnik.

Paweł Stapf porównuje takie myślenie do ścieżek rowerowych. Sam jeździ na rowerze i widzi odcinki, które pojawiają się przy remontowanej drodze, a kilometr dalej nagle się kończą. Formalnie wszystko się zgadza. Powstała infrastruktura, wydano środki, można zrobić zdjęcie. Tylko rowerzysta nadal nie może sensownie dojechać do celu.

– Z energetyką może być podobnie. Można spełnić warunek, wydać pieniądze i postawić instalację. Tylko jeszcze warto zapytać, jaki problem ona właściwie rozwiązuje – podpowiada Paweł Stapf.

To pytanie powinno poprzedzać wybór technologii. Inaczej źle przygotowany projekt może stać się argumentem przeciwko całej transformacji.

– W energetyce, podobnie jak w każdym innym obszarze biznesu, technologia jest narzędziem, a nie celem samym w sobie, przez co jej wartość zależy od tego, czy odpowiada na rzeczywiste potrzeby systemu i przedsiębiorstwa. Takie podejście znajduje odzwierciedlenie również w ustawie – Prawo energetyczne, która definiuje bezpieczeństwo energetyczne jako stan gospodarki umożliwiający pokrycie bieżącego i perspektywicznego zapotrzebowania odbiorców na paliwa i energię w sposób technicznie i ekonomicznie uzasadniony, przy zachowaniu wymagań ochrony środowiska. Oznacza to, że o wartości danego rozwiązania nie decyduje sama technologia, lecz to, czy pozwala ona w sposób uzasadniony technicznie, ekonomicznie i środowiskowo odpowiadać na rzeczywiste potrzeby systemu – dodaje Andrzej Brożek.

Kadencja trwa cztery lata. Co dalej? Energetyka wymaga myślenia na dekady, polityka i samorząd działają w rytmie kadencji. Koszt dużej inwestycji trzeba ponieść dziś. Efekt może zobaczyć ktoś, kto obejmie urząd wiele lat później.

– Dzisiaj wydajesz pieniądze, a efekt zobaczy ktoś, kto przyjdzie po tobie. To nie sprzyja strategicznemu myśleniu – podkreśla Paweł Stapf.

Samorząd może patrzeć na inwestycję przez pryzmat dotacji, miejsc pracy albo wpływów podatkowych. Tymczasem pytanie brzmi szerzej: czy za dziesięć albo dwadzieścia lat mieszkańcy nadal będą mieli pewny dostęp do energii w cenie, którą da się udźwignąć?

Pół miliona pralek

Miks nie kończy się na elektrowniach. Drugą stroną systemu jesteśmy my – odbiorcy.

W gniazdku przez całą dobę widzimy te same 230 woltów. Z punktu widzenia systemu każda godzina wygląda jednak inaczej. Zmienia się zapotrzebowanie, produkcja z wiatru i słońca, dostępność elektrowni oraz cena energii.

Nie oznacza to, że każdy ma śledzić wykresy Polskich Sieci Elektroenergetycznych. Coraz ważniejsza będzie jednak umiejętność przesuwania części zużycia na godziny, w których prądu jest dużo.

– Jedna pralka nie robi różnicy. Pół miliona pralek włączonych w tym samym czasie – już tak. Energetyka działa skalą – uzmysławia Paweł Stapf.

Dlatego wiedza o energii powinna wyjść poza ministerstwa, koncerny i branżowe konferencje. Przydałaby się również w szkołach. Wystarczy, żeby przyszły odbiorca rozumiał, że prąd nie bierze się z gniazdka, a bezpieczeństwa nie zapewnia jedno magiczne źródło pozbawione wad.

– W tym ujęciu odbiorca przestaje być wyłącznie końcowym ogniwem systemu. Jego sposób korzystania z energii może mieć znaczenie dla tego, jak system radzi sobie ze zmiennością produkcji i zapotrzebowania. To kolejny argument za tym, aby o bezpieczeństwie i miksie energetycznym myśleć nie tylko przez pryzmat tego, jakie źródła energii posiadamy, ale również tego, jak potrafimy korzystać z możliwości, które daje cały system – dodaje Andrzej Brożek.

Winston Churchill nie znał fotowoltaiki, energetyki jądrowej ani magazynów energii w dzisiejszym znaczeniu. Rozumiał jednak mechanizm, który się nie zestarzał. Kiedy stawką jest bezpieczeństwo państwa, zależność od jednego rozwiązania staje się słabością.

W 1913 r. Winston Churchill mówił o ropie dla brytyjskiej floty: bezpieczeństwo leży w różnorodności. Ponad sto lat później Polska ma dokładnie ten sam problem do rozwiązania – tylko zamiast jednego paliwa wybiera cały system.

KOMENTARZE

dodaj komentarz
Wczytywanie...
Ikona komentarza
Dodaj odpowiedź