Repolonizacja energetyki trwa — w piątek kontrolowana przez skarb państwa poznańska Enea ogłosiła, że złożyła ofertę na zakup 100 proc. Engie Energia Polska. Sprzedający, globalny koncern energetyczny Engie, jest w Polsce właścicielem elektrowni Połaniec o mocy ok. 1,9 GW, która odpowiada za 5 proc. produkcji energii w kraju i jest piątym co do wielkości graczem na tym rynku. Enea nie jest jednak jedynym chętnym. Ofertę złożyła też firma inwestycyjna Suningwell, prowadzona przez Marka Frydrycha, dotychczas specjalizującego się w doradzaniu inwestorom chińskim w Polsce.

— Złożyliśmy ofertę wraz z konsorcjum międzynarodowych funduszy private equity — mówi Marek Frydrych. Nie udało nam się ustalić, czy ofertę złożył czeski koncern energetyczny EPH, który uczestniczył wcześniej w badaniu spółki. EPH prowadzi w Polsce kopalnię PG Silesia w Czechowicach-Dziedzicach.
Atuty Enei
Większe szanse w tym starciu ma Enea. To jedna z czterech państwowych grup energetycznych, więc byłaby dla Połańca partnerem branżowym. Ma też silny argument w postaci właściciela, który wciągnął niedawno Engie Energia Polska na listę firm chronionych. To oznacza, że minister energii ma prawo wyrazić sprzeciw wobec ewentualnego kupującego. Suningwell jest natomiast niewielką firmą prywatną, która występuje raczej w roli pośrednika. Jest też skłonna do współpracy.
— Bylibyśmy zainteresowani współpracą z Eneą. Poważne międzynarodowe fundusze inwestycyjne mogą być ważne nie tylko dla przyszłości tego projektu, ale też dla realizacji planu Morawieckiego — mówi Marek Frydrych.
W przypadku Enei zastanawiać może zdolność firmy do sfinansowania transakcji. W ubiegłym roku kupiła za 1,48 mld zł kopalnię Bogdanka, a w perspektywie ma jeszcze wydanie 350 mln zł na dokapitalizowanie Katowickiego Holdingu Węglowego oraz udział w budowie bloku w elektrowni Ostrołęka. Z opublikowanej właśnie strategii Enei wynika jednak, że do 2025 r. grupa jest w stanie wydać 6,2 mld zł na rozwój, w tym na przejęcia. Motywacją dla firmy z Poznania jest też fakt, że Połaniec jest dużym odbiorcą węgla z Bogdanki i KHW.
— Daje to nam wiele możliwości uzyskania synergii oraz dalszej poprawy efektywności wytwarzania energii z własnego surowca. Ponadto nasze największe aktywo wytwórcze, elektrownia Kozienice, to zakład o podobnych parametrach technicznych — mówi, cytowany w komunikacie, Mirosław Kowalik, prezes Enei.
Państwo w grze
Oferta Enei na Połaniec została złożona ledwie dwa tygodnie po innej państwowej ofercie — na aktywa EDF. Francuski koncern energetyczny sprzedaje elektrownię Rybnik i grupę elektrociepłowni.
Proces, trwający od początku roku, jest zaawansowany, ale w połowie września zamieszanie wprowadziła wstępna oferta państwowego konsorcjum, w którego skład wchodzą PGE, Enea, Energa i PGNiG Termika. Polskie firmy pojawiły się mocno spóźnione i nadal nie jest jasne, czy Francuzi w ogóle dopuszczą je do postępowania. Na razie opóźnili termin składania ofert wiążących. Sprzedający jest w kłopotliwej sytuacji, ponieważ EDF, podobnie jak Engie, został wpisany na listę firm chronionych.
Gdyba Enea przejęła elektrownię Połaniec, jej konwencjonalne moce wytwórcze wzrosłyby skokowo — o 1,8 GW wobec dzisiejszych 3,2 GW. Taki skok został przewidziany w strategii grupy, ogłoszonej w czwartek. Według planu, moc konwencjonalnych źródeł Enei ma sięgnąć 5,8–6,3 GW w 2025 r. Z Połańcem Enea miałaby już 5 GW, a w kolejce jest jeszcze projekt budowy, wspólnie z państwową Energą, bloku węglowego w Ostrołęce, o mocy 1 GW. Ponadto 1,77 GW mocy ma elektrownia Rybnik, po którą Enea wystartowała w ramach państwowego konsorcjum (z PGE, Energą i PGNiG Termiką).