Euro padnie ofiarą wzbierającej w Europie fali sprzeciwu wobec elit, zapowiedział w rozmowie z Bloombergiem Jim Mellon, prezes brytyjskiej firmy inwestycyjnej Burnbrae Group. Według inwestora notowania wspólnej waluty spadną w przyszłym roku poniżej parytetu z dolarem, jednak obecnie nie inwestuje on pod pogłębienie jej przeceny ze względu na możliwość krótkoterminowego odbicia. Zamiast tego specjalista obstawia zniżki notowań obligacji skarbowych rządów strefy euro, a zwłaszcza Włoch, tym bardziej, że w tym kraju zbliża się referendum konstytucyjne.
- Od początku roku sprzedawałem znaczące ilości obligacji skarbowych z wielu krajów, a moim faworytem do krótkich pozycji były obligacje Włoch. Wszyscy inwestujący na tym popapranym rynku obligacji powinni zdawać sobie sprawę z ryzyka wzrostu stóp procentowych. Jeśli kupuje się papiery o zerowej rentowności z długim terminem zapadalności, to podkłada się głowę pod topór – zauważał Jim Mellon.
Prezes Burnbrae Group, który jako jeden z niewielu przedstawicieli brytyjskiej branży finansowej publicznie poprał brexit, zadeklarował, że od początku roku zarobił 25 proc., a pierwsza sesja po brytyjskim referendum była dla niego „dobra”. Przed referendum specjalista trafnie zapowiadał, że w przypadku zwycięstwa zwolenników brexitu funt osłabi się do 1,32 USD, jednak teraz według niego przed brytyjską walutą rysują się dobre perspektywy.
- Należy zawierać pozycje w obie strony, nie można cały czas grać na zniżki, po jakimś czasie trzeba zacząć kupować – powiedział Jim Mellon.
