Euroobligacje odniosły sukces
MF zdecydowało się zwiększyć wartość emisji do 750 mln EUR
Polskie euroobligacje są poszukiwanym instrumentem przez inwestorów z Europy Zachodniej. Duże zainteresowanie emisją sprawiło, że Ministerstwo Finansów sprzedało papiery o łącznym nominale o 250 mln EUR wyższym niż planowano. Być może to ostatnia emisja w tym roku.
Cenę emisyjną jednego papieru ustalono na 98,95 EUR, a uzyskany przez inwestorów spread wynosi 80 punktów bazowych powyżej rentowności benchmarkowych 10-letnich obligacji niemieckich o wykupie w styczniu 2011 r. i oprocentowaniu 5,25 proc. Oprocentowanie polskich euroobligacji wynosi 5,5 proc., a termin ich zapadalności upływa 14 lutego 2011 r. Do tego czasu polskie papiery dłużne notowane będą na rynkach w Luksemburgu.
Wysoki rating
Trzy czołowe światowe agencje ratingowe oceniły emisję polskich euroobligacji na Baa1 (Moody’s), BBB+ (S&P) oraz BBB+ (FitchIBCA). Agencja FitchIBCA poinformowała ponadto wczoraj o utrzymaniu dotychczasowych ratingów kredytowych Polski: długoterminowego w złotych na poziomie A+ i krótkoterminowego w walutach obcych F2. W uzasadnieniu stwierdzono, że za utrzymaniem stosunkowo wysokiego ratingu przemawiają reformy strukturalne, dzięki którym Polska jest czołowym kandydatem do wejścia do UE.
Godni zaufania
Według analityków, powodzenie polskich euroobligacji na rynkach zagranicznych świadczy o dużym zaufaniu inwestorów do polskiej gospodarki.
— Emisję euroobligacji należy uznać za duży sukces, tym bardziej że inwestorzy mogli być zaniepokojeni po ostatnich wypowiedziach szefa SLD Leszka Millera o możliwej renegocjacji warunków spłaty zadłużenia zagranicznego — uważa Krzysztof Rybiński z ING Barings.
Sukcesem, zdaniem specjalistów, jest także uzyskanie spreadu na poziomie zbliżonym do dotychczasowych obligacji.
Wartość emisji euroobligacji w porównaniu z wartością papierów skarbowych emitowanych w kraju jest niewielka, ale polscy analitycy nie uważają tego za wadę.
— Niewielka wartość emisji papierów dłużnych denominowanych w walutach obcych pozwala uniknąć ryzyka walutowego i jest bezpieczna. Emisje euroobligacji generalnie nie służą uzyskiwaniu środków, ale promowaniu Polski na rynkach zagranicznych i ustalaniu benchmarku dla obligacji korporacyjnych — mówi Witold Chuść, analityk Citibank Polska.
Projekt budżetu na 2001 rok pozwala na emisję euroobligacji wysokości 1 mld USD. Jarosław Bauc, minister finansów, twierdzi jednak, że może to być ostatnia emisja euroobligacji w tym roku.
Okiem eksperta
Emisja była potrzebna
Zwiększenie wartości emisji mogło być podyktowane dwoma czynnikami: większymi potrzebami budżetowymi oraz większym apetytem zagranicznych instytucji na polskie ryzyko. Bardziej prawdopodobnym powodem wydaje się drugi czynnik — banki i inwestorzy zagraniczni chcą po prostu mieć polskie obligacje w swoich portfelach inwestycyjnych.
Sprzedaż euroobligacji jest dobrym krokiem w kierunku budowania przez Polskę krzywej rentowności papierów rządowych. Od 2003 r. do 2008 r. potrwa spłata zadłużenia wobec Klubu Paryskiego i roczne raty pod koniec tego okresu wynosić będą ponad 4 mld dolarów. Kwoty te w niewielkiej części pochodzić będą z podatków — większa ich część uzyskiwana będzie z rolowania poszczególnych emisji euroobligacji — dlatego budowanie efektywnej krzywej rentowności jest potrzebne.
Krzysztof Rybiński
główny ekonomista