Ewidentny konflikt interesów

Beata Chomątowska, TB
opublikowano: 08-06-2006, 00:00

Paweł Szałamacha nie widzi nic złego w tym, że nadzorując farmację jest akcjonariuszem spółki z branży. Eksperci: albo stołek, albo akcje.

981 akcji Polskiej Grupy Farmaceutycznej (PGF), notowanego na giełdzie dystrybutora leków, który ma 20-procentowy udział w rynku, należy do Pawła Szałamachy, obecnie sekretarza stanu w resorcie skarbu. Tak wynika z oświadczenia majątkowego wiceministra, zamieszczonego na stronie internetowej resortu. Paweł Szałamacha od początku czerwca odpowiada za branżę farmaceutyczną. Przejął te obowiązki po Macieju Heydelu, który w maju złożył dymisję.

Oświadczenie majątkowe Pawła Szałamachy datowane jest na 16 grudnia 2005 r. W e-mailu, wysłanym bezpośrednio na adres wiceministra, zapytaliśmy, czy nadal jest właścicielem akcji PGF. A jeśli tak, czy nie dostrzega nic zdrożnego w byciu akcjonariuszem spółki z sektora, który nadzoruje. Nie doczekaliśmy się jasnej deklaracji.

„Zgodnie z prawem minister nie może posiadać powyżej 10 proc. akcji, tak więc posiadanie akcji PGF jest zgodne z prawem” — napisał Paweł Szałamacha.

Dodał, że jego zdaniem w tym przypadku nie występuje żaden konflikt interesów. Posiadanie udziałów w giełdowych spółkach z sektora farmaceutycznego — czy to PGF, Jelfy, Sanitasu czy Farmacolu, przez urzędnika państwowego, któremu podlega dana branża, nie jest więc według wiceministra niczym niestosownym.

Przepisy, na które powołuje się wiceminister, to ustawa o ograniczeniu prawa prowadzenia działalności gospodarczej przez osoby pełniące funkcje publiczne. Jest w niej zapis, że pracownicy urzędów państwowych, którzy posiadają w spółkach prawa handlowego więcej niż 10 proc. akcji, muszą je sprzedać w terminie 3 miesięcy od wejścia w życie ustawy (obowiązuje ona od sierpnia 1997 r.) Paweł Szałamacha ma znacznie mniej — w obrocie znajduje się 13 mln akcji spółki, więc jego udział jest wręcz minimalny.

Jak żona Cezara

Jednak przedstawiciele branży i eksperci, nie mówiąc o opozycji, są zgodni: minister powinien zrezygnować z akcji. Niezależnie bowiem od dobrej woli ministra, zawsze może istnieć prawdopodobieństwo, że prędzej czy później będzie decydował o firmie, w której ma udziały. Zgodnie ze starym powiedzeniem: żona Cezara powinna być poza wszelkimi podejrzeniami.

— To ewidentny konflikt interesów. Funkcjonariusz państwowy, obejmując stanowisko, powinien od razu pozbyć się wszystkich posiadanych udziałów. Dla własnego dobra: po co narażać się na publiczną krytykę i posądzenia o wykorzystywanie w ten sposób politycznej pozycji do własnych celów? Szkoda, że w Polsce nie są praktykowane rozwiązania typu amerykańskiego, gdzie urzędnicy na czas sprawowania kadencji powierzają swoje aktywa tzw. ślepym funduszom. Do czasu pełnienia funkcji nie wiedzą, co się z tym majątkiem dzieje. W naszym kraju też działają już firmy świadczące podobne usługi. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby z nich skorzystać — mówi Andrzej Sadowski z Centrum im. Adama Smitha.

— Ewidentnie mamy w tym przypadku do czynienia z konfliktem interesów. Aby z niego wyjść, wiceminister Szałamacha powinien wycofać się z inwestycji na rynku kapitałowym sprzedając posiadany pakiet akcji bądź też zrezygnować z nadzoru i regulowania branży farmaceutycznej — uważa Jeremi Mordasewicz, ekspert PKPP Lewiatan.

Zaniepokojeni są też konkurenci PGF.

— Niezależnie od tego, czy byłoby to 10 proc. akcji czy jedna akcja, zawsze można mieć zastrzeżenia, jeśli osoba mająca wpływ na strategiczne decyzje dotyczące branży jest jednocześnie udziałowcem działających w niej firm i może czerpać z tego faktu profity. Dotyczy to zarówno firm państwowych, jak i spółek giełdowych. Czasem 1 proc. udziałów w dużej korporacji znaczy więcej niż 50 proc. udziałów w mniejszej spółce. Minister powinien skupić się na pracy merytorycznej, a nie ważyć decyzje pod presją, czy ktoś może mu zarzucić sprzyjanie jakimś podmiotom — twierdzi Krzysztof Gadzała, dyrektor biura zarządu Farmacolu.

PGF nie udzielił nam wczoraj komentarza w tej sprawie.

Bez suchej nitki

Wiesław Kaczmarek, były minister skarbu, ma natomiast propozycję dla Wojciecha Jasińskiego, obecnego szefa resortu.

— Gdyby to się przydarzyło w czasach, gdy byłem ministrem, rozważałbym zmiany personalne. Wiceminister Szałamacha powinien zdecydować: sprzedaje akcje albo składa urząd. W takich sprawach konieczna jest przejrzystość — mówi Wiesław Kaczmarek.

Opozycja nie zostawia suchej nitki na wiceministrze.

— To nieetyczne i podobna sytuacja absolutnie nie powinna się zdarzyć. Rozumiem, że prawo nie zabrania posiadania 10 proc. akcji, ale urzędnik państwowy powinien kierować się wyższymi standardami etycznymi, a nie zasłaniać przepisem. Tym bardziej dziwi to i szokuje, że dotyczy posła Prawa i Sprawiedliwości, ugrupowania, które stawiało podobne zarzuty swoim kolegom z SLD — mówi Zbigniew Chlebowski (PO) z komisji finansów publicznych.

Konrad Ciesiołkiewicz, rzecznik prasowy rządu, był wczoraj na urlopie. Jarosław Krajewski, jego asystent, nie odpowiedział na nasze pytania i odesłał nas do ministra Jasińskiego. Przekazaliśmy mu naszą prośbę o komentarz, ale go wczoraj nie uzyskaliśmy. Artur Zawisza (PiS), szef sejmowej komisji gospodarki, studzi emocje.

— Nie widzę tutaj żadnego przestępstwa ani złej woli ministra. Jednak radziłbym mu, żeby dla uniknięcia spekulacji akcje sprzedał — mówi Artur Zawisza.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Beata Chomątowska, TB

Polecane