Expander: W rytm rynków zagranicznych

opublikowano: 29-01-2008, 11:19

Warszawska giełda zgodnie z planem spadła wyraźnie, ale nie był to ruch przesądzający o zakończeniu odbicia. Było tak głównie ze względu na niewielką aktywność inwestorów. Widać było, że cofnął się zupełnie popyt, ale podaż była bierna. Tak nie zaczynają się mocniejsze ruchy spadkowe. Dlatego podtrzymujemy, że w najbliższych dniach powinniśmy mieć konsolidację notowań. Prawdopodobnie od góry ograniczać ją będzie ubiegłotygodniowa luka bessy. Jej zasłonięcie dawałoby nadzieję na trwalszą poprawę nastrojów. Jeśli przyjmiemy, że się to nie uda to miejsca na zwyżkę nie ma więc zbyt wiele. Poniedziałkowe notowania potwierdziły znów silną zbieżność przebiegu sesji u nas i w Europie. Zachowanie naszego WIG było wierną kopią zmian indeksów na Starym Kontynencie. Trudno więc doszukiwać się jakichkolwiek lokalnych czynników kształtujących koniunkturę. Jest kwestia odpływów kapitału z naszych funduszy inwestycyjnych, ale wiedza dotycząca tego czynnika jest raczej intuicyjna, oparta na relacjach w mediach, niż ściśle realistyczna. Zbliża się publikacja wyników finansowych przez nasze firmy, ale nie wydaje się, by wywołało to duże poruszenie. Inwestorzy od kilku tygodni zaczęli mocniej patrzeć w przyszłość i bardziej selektywnie wydawać pieniądze. Nie skupiają się natomiast na doniesieniach wspominających miniony czas.

To patrzenie w przyszłość jest wymogiem obecnego czasu. Więcej na horyzoncie czarnych chmur niż słońca. Potwierdził to wczorajszy dzień, który został zdominowany obawami o rozszerzanie się oddziaływania amerykańskiego spowolnienia na cały świat. To, że spowolnienie postępuje potwierdzały fatalne dane z rynku pierwotnego nieruchomości. To, że spada sprzedaż, nie powinno zaskakiwać, ale dynamika spadku cen, które znalazły się na najniższym poziomie od 2004 r. jest poważnym powodem do niepokoju. Do obaw przed rozprzestrzenianiem się spowolnienia w USA na cały świat skłaniały doniesienia o spadku dynamiki podaży pieniądza w strefie euro, kolejna obniżka cen domów w Wielkiej Brytanii oraz szacunku Godman Sachs mówiące, że japońska gospodarka już jest w recesji. Przeciwwagą dla tych wiadomości okazały się nadzieje na kolejne cięcie stóp procentowych przez Rezerwę Federalną. Wydaje się, że są one dość ryzykowne, bo koszt pieniądza stałby się ujemny w ujęciu realnym (inflacja byłaby wyższa niż stopy procentowe). Jednocześnie chyba nie takim celem było obniżenie stóp poza planowym posiedzeniem, by zaraz po nim jeszcze raz mocno je obniżać. W związku z tym również dla inwestorów podejmowanie decyzji w oparciu o nadzieje na kolejną obniżkę stóp wydaje się ryzykownym działaniem.

Naturalną konsekwencją przebiegu poniedziałkowej sesji oraz zwyżki w Ameryce jest powrót naszego rynku na poziomy z końca minionego tygodnia. Pytanie czy kupujący będą na tyle silny, by zaatakować lukę bessy z górną granicą przy 47,8 tys. pkt. Dopóki nie uda się jej zasłonić trzeba pod uwagę brać czarny scenariusz, w którym w kolejnych tygodniach notowania WIG będą kontynuowały ruch w stronę 36 tys. pkt.

Katarzyna Siwek, Expander

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane