Exposé z głowy

Adam Sofuł
20-07-2006, 00:00

Mamy za sobą przedstawienie przez kolejnego premiera programu kolejnego rządu i towarzyszący temu rytuał — wielkie słowa, parę obietnic, mało konkretów, pochwały koalicji i ataki opozycji, okraszone paroma przerwami w obradach i sporami proceduralnymi. Można powiedzieć, że takich exposé, wiele wysłuchaliśmy w polskim Sejmie. Była tylko jedna różnica — premier nie wygłaszał przemówienia z kartki, lecz z głowy. Być może to właśnie sprawiło, że było ono nieco bardziej emocjonalne niż wiele poprzednich, ale z drugiej strony — bardziej ogólnikowe. Nowością było też to, że podczas exposé loża prezydencka w Sejmie świeciła pustkami. To wspólna decyzja braci Kaczyńskich. Obawiali się, że pojawienie się obu braci bliźniaków w Sejmie, mogłoby stać się sensacją odwracającą uwagę od treści wystąpienia. To jednak zły sygnał, bo — było nie było — obaj sprawują swoje funkcje z woli wyborców i powinni się pogodzić, że czasem wspólne publiczne wystąpienia są koniecznością. Nieobecność jednego z braci może stać się większą sensacją niż pojawienie się obu.

Przemówienie nie przyniosło, bo i nie mogło przynieść, sensacji, choć nie zabrakło paru miłych niespodzianek i drobnych rozczarowań. Zacznijmy od tych pierwszych — jeśli chodzi o gospodarkę premier odrobił lekcje — w wystąpieniu znalazły się elementy, które miały uspokoić inwestorów, że rząd nie dopuści w gospodarce do eksperymentów. Stąd słowa o mocnym złotym, trzymaniu deficytu budżetowego w ryzach i reformie finansów publicznych. To niewiele, ale patrząc na reakcję (a raczej jej brak), wygląda na to, że ten program minimum wystarczył. Przynajmniej na razie. Dla równowagi nie zabrakło też wątków niepokojących, jak oddalenie perspektywy wejścia Polski do strefy euro i cierpkie słowa o prywatyzacji.

Pozytywnie zaskoczył ton wystąpienia premiera, jakże różny od bojowych wystąpień Jarosława Kaczyńskiego jako szefa partii. Przy pewnej dozie dobrej woli można się doszukać nawet dość zawoalowanej oferty rozejmu z opozycją. Zaskakująco zabrzmiały w ustach Jarosława Kaczyńskiego słowa, żeby spory o przeszłość pozostawić historykom.

Inna sprawa, że Jarosław Kaczyński mówił raczej o wizji państwa, do jakiej będzie dążył jego rząd niż o szczegółowych zamierzeniach. Stąd skąpe zapowiedzi o złożeniu konkretnych ustaw, a częste słowa o odnowie moralnej, walce z korupcją, staniu na straży wartości rodzinnych. To ważne deklaracje, bo wykraczające poza doraźne gry polityczne, ale trudno z nich będzie rząd Jarosława Kaczyńskiego rozliczać. Można za parę lat wypomnieć temu rządowi brak obiecanych mieszkań i autostrad (oby nie), ale znacznie trudniej — niewystarczającą odnowę moralną. To, że premier wolał mówić o wizji państwa, a nie o konkretnych rozwiązaniach, budzi obawy, że ma jeszcze dość mgliste pojęcie, jakich instrumentów potrzebuje do realizacji tej wizji. Kaczyński ma opinię mistrza politycznej diagnozy (nieco przesadzoną), ale teraz musi zastosować odpowiednią terapię. Exposé jeszcze jej nie daje.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Sofuł

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Nieruchomości / Exposé z głowy