Trudno się drogowcom dziwić, że po tym jak sprawa obwodnicy przez Rospudę stała się ogólnoeuropejska, starają się dmuchać na zimne i niemal przesadzać każdy kwiatek z terenu każdej przyszłej drogi. Można by tym poczynaniom przyklasnąć, bo każde nowe drzewko to powód do radości, ale zachodzi podejrzenie, że drogowcy wpadają w ekologiczny słomiany zapał.
Zamiast konsekwentnej egzekucji jasnego prawa, które pogodziłoby inwestycje z ochroną środowiska, mamy do czynienia z akcją ekologicznego uświadamiania inwestorów. Bo jak inaczej nazwać spotkania przed przetargami, w celu upewnienia się, że inwestorzy są świadomi stawianych im wymogów. Jeśli nie są świadomi to przegrywają przetarg. I po sprawie.
Konflikt o Rospudę zmroził nieco i tak wątły entuzjazm drogowców, ale przyznajmy sprawiedliwie, to nie tylko ich problem. Skoro premier rządu mówi, że ustępstwo ekologom w tym przypadku zablokuje budowę autostrad na lata, to znaczy, że jest bezradny wobec obowiązującego prawa. Premier przyznaje, że być w Polsce inwestorem to droga przez mękę, ale wydaje się bezsilny, by ten stan rzeczy zmienić. Może więc zamiast szukania sposobów na to, jak nie podpaść ekologom warto się zastanowić nad zmianą prawa, na przyjaźniejsze dla drogowców, ekologów i wszystkich pozostałych obywateli.
Adam Sofuł