Fed nie zaszkodził walutom wschodzącym

Przemysław Kwiecień
opublikowano: 2014-04-11 00:00

W tym tygodniu poznaliśmy protokół z marcowego posiedzenia Fedu, na którym po raz trzeci ograniczony został program zakupu obligacji skarbowych i hipotecznych.

W ubiegłym roku, kiedy czekaliśmy na pierwszą taką decyzję, było sporo obaw, że ograniczenie tego programu uderzy w rynki wschodzące. Czy faktycznie tak się stało?

Komitet Rezerwy Federalnej na pierwsze ograniczenie programu zdecydował się w grudniu, kiedy większość ekonomistów i analityków przewidywała taki ruch dopiero na marzec, a pojawiały się nawet głosy, iż może to nastąpić dopiero w czerwcu. Także decyzja była zaskoczeniem i jeśli miało to doprowadzić do przeceny walut z rynków wschodzących, warunki były ku temu — teoretycznie — sprzyjające. Od 17 grudnia 2013 r. względem dolara wyraźnie osłabiły się jednak tylko dwie liczące się waluty segmentu: rubel oraz turecka lira. Rubel stracił ponad 7 proc. i powodów tego ruchu nie trzeba chyba tłumaczyć. Jeśli chodzi o lirę, powody były również bardziej lokalne niż globalne i słowo „były” jest tu adekwatne, gdyż po wygranych przez rząd wyborach Turcja powróciła do łask inwestorów i lira dużą część strat odrobiła. Złoty, rand, won, peso — te ważne waluty segmentu znajdują się w przedziale +/— 1 proc. względem dolara we wspomnianym okresie. Indyjska rupia zyskała ponad 3 proc., zaś brazylijskie peso niemal 6 proc. W międzyczasie faktycznie mieliśmy chwilową obawę o odpływ kapitału z rynków wschodzących, ale nałożyły się na to zaskakujące dla wielu słabe dane z Chin i wydaje się, że to mogło mieć większy wpływ na omawiane waluty niż proces ograniczania QE.

Skoro cyfry nie potwierdzają, że ograniczanie QE powoduje osłabienie walut rynków wschodzących, to warto odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego tak się nie dzieje, a jednocześnie, czy takie zagrożenie jest wciąż realne?

Przede wszystkim trzeba zwrócić uwagę na fakt, że ostatnie miesiące są ogólnie słabe dla dolara. Po części wynikało to z faktu, iż trudna zima przełożyła się na gorsze dane z amerykańskiej gospodarki i inwestorzy nadal nie mają pewności, czy dynamiczne ożywienie z jesieni wkrótce powróci. Po drugie, inne waluty trzymają się względnie mocno z różnych przyczyn. Euro pozostaje nadzwyczaj mocne, gdyż pomimo spekulacji co do QE w Europie krótkoterminowe stopy procentowe są cały czas wyższe niż w USA. Jen wchodził w ten rok mocno wyprzedany i wobec chwilowo pasywnej postawy Banku Japonii inwestorom brakuje argumentów za dalszą przeceną japońskiej waluty. Funtowi pomaga ożywienie brytyjskiej gospodarki, w wyniku czego Bank Anglii może podnieść stopy jeszcze w tym roku. Wreszcie, warto zwrócić uwagę, że napływ kapitału na rynki wschodzące od 2011 r. nie umocnił lokalnych walut w stopniu jakkolwiek porównywalnym do lat 2006-08, dlatego też jego ucieczka jest znacznie mniej groźna.

Podsumowując, oczekujemy, że okres umocnienia dolara związanego ze zmianą polityki pieniężnej jeszcze przed nami, ale nie będzie on powodował gwałtownej wyprzedaży walut z rynków wschodzących, w tym polskiego złotego.

„Kupuj” dolara
Wykorzystywanie przejściowych zniżek notowań dolara do zakupów amerykańskiej waluty zaleca James Malcolm, strateg walutowy Deutsche Banku. Choć ostatnie kilka miesięcy było dla dolara trudnym okresem, a wielu inwestorów obstawiających wcześniej zwyżki tej waluty dało za wygraną, to jednak zdaniem specjalisty perspektywy dolara są korzystne. — „Najlepsze okazje do kupna są zwykle w trudnych momentach” — napisał w notce do klientów James Malcolm. Więcej na pulsinwestora.pl