Zabezpieczenie biznesu jest dla firm coraz większym wyzwaniem. Eksperci sygnalizują, że stawki polis w wielu obszarach rosną, ubezpieczyciele wymagają coraz więcej zabezpieczeń, a epidemia koronawirusa lada chwila może spowodować gwałtowne cięcia limitów kredytowych w ochronie należności. To główne wnioski ze spotkania zorganizowanego przez firmę brokerską Marsh Polska.

Limity zagrożone
Jeżeli koronawirus nie zostanie szybko opanowany, jego konsekwencje mogą być poważne — podkreśla Artur Grześkowiak, prezes zarządu Marsh Polska. Co prawda obecnie trudno przewidzieć, w jakim stopniu wzrośnie skala niewypłacalności przedsiębiorstw w związku z epidemią.
— Szacuję, że będzie to kilkanaście procent. Już teraz mamy wiele branż, które zostały mocno dotknięte koronawirusem, a gdy tylko pojawi się rzeczywisty wzrost niewypłacalności, to ubezpieczyciele będą dostosowywać limity kredytowe udzielane klientom do rosnącego ryzyka. To oczywiście skończy się ich cięciem — mówi Maciej Kalbus, zastępca dyrektora departamentu ryzyk kredytowych i politycznych w Marsh Polska.
Tomasz Ślagórski, wiceprezes Korporacji Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych (KUKE), mówi, że jeszcze nie widać na rynku takich ruchów, choć w każdej chwili może się to zmienić.
— My na razie nie tniemy limitów, ale nie wiadomo, jak zachowają się ubezpieczyciele międzynarodowi, w przypadku których decyzje zapadają w centralach. Doświadczenia z kryzysowego 2008 r. pokazują jednak, że ich działania mogą być gwałtowne. W tamtym czasie, kiedy tylko pojawił się wzrost bankructw, równocześnie zaczęło się gwałtowne cięcie limitów kredytowych, co dodatkowo pogorszyło sytuację wielu firm — opowiada Tomasz Ślagórski.
Będzie drożej w majątku
Firmom coraz trudniej zdobyć ubezpieczenia majątkowe.
— Dzisiaj rynek zmaga się z problemem rentowności w zakresie polis dla przedsiębiorstw, więc przez najbliższe kilka lat stawki w tym segmencie będą rosły — mówi Piotr Podleśny, wiceprezes Marsh Polska.
— Rzeczywiście w ubezpieczeniach korporacyjnych mamy do czynienia z walką o rentowność. Rynek zdecydowanieza mało odkłada na większe szkody, więc gdy tylko pojawi się jeden duży pożar, to może się okazać, że nie będzie możliwości pokrycia strat z nim związanych. Dlatego stawki muszą rosnąć — mówi Piotr Nettik, dyrektor ds. uderwritingu ubezpieczeń pozakomunikacyjnych w PZU.
— Teraz ceny ubezpieczeń majątkowych dla firm nie są adekwatne do poziomu ryzyka. Trudno pokryć nimi niewielkie szkody, więc co będzie, gdy wydarzy się wielka katastrofa? — wtóruje mu Marcin Dębicki, dyrektor biura ubezpieczeń podmiotów gospodarczych w Ergo Hestii.
Przy tym, o ile jeszcze kilka lat temu nie brakowało chętnych do ubezpieczania biznesu działającego w trudnych branżach, takiego jak spółki związane z drewnem, przemysłem spożywczym czy sortowaniem śmieci, to obecnie takie podmioty w ogóle nie mogą znaleźć ochrony albo dostają ją w mocno ograniczonym zakresie. W efekcie są firmy, które pozostają bez ubezpieczenia.
— Obecnie znalezienie ochrony dla spółek działających w tak ryzykownych branżach to nie lada wyzwanie — przyznaje Agnieszka Michałowska, dyrektor działu klienta strategicznego w Marsh Polska.
Jej zdaniem aby było to możliwe, trzeba przykładać niezwykle dużą wagę do jakości ryzyka i zabezpieczeń. W tym zakresie w coraz większym stopniu pomagają nowe technologie.
— Mamy już na przykład start-upy, które pracują nad tym, żeby przewidzieć awarię maszyny dużo wcześniej, zanim się ona wydarzy — mówi Jakub Sajkowski, dyrektor biura analiz i oceny ryzyka ubezpieczeń korporacyjnych w PZU.
Zaawansowane taryfy
Niełatwy będzie także rynek ubezpieczeń komunikacyjnych.
— Po dwóch latach wzrostu cen, mniej więcej od 2019 r. stawki w polisach komunikacyjnych spadają przy jednoczesnym wzroście kosztów szkód, który jest pochodną tego, że materiały i części są coraz droższe, a dodatkowo za roboczogodzinę też trzeba płacić coraz więcej — tłumaczy Jakub Sajkowski.
Jego zdaniem skutek może być taki, że znów możemy mieć do czynienia z wojną cenową.
— Jednak konkurowanie ceną to nie jest dobry kierunek, bo wtedy trudno o rentowność, a trwały brak zysku wpływa na obniżanie jakości i prowadzi do praktyk związanych z zaniżaniem odszkodowań w celu ratowania wyniku. Ponadto wychodzenie z cenowego dołka może wiązać się z drastycznymi podwyżkami dla klientów albo wycofywaniem się kolejnych graczy z rynku — tłumaczy Jakub Sajkowski.
Zdaniem Marcina Dębickiego w tym segmencie ubezpieczeń należy jednak spodziewać się większej stabilizacji.
— Myślę, że branża pójdzie w kierunku zaawansowanych taryf. Kiedyś w ubezpieczeniach komunikacyjnych dla przedsiębiorców mieliśmy do dyspozycji osiem zmiennych, na podstawie których szacowaliśmy ryzyko. Dzisiaj korzystamy z aż 84. Przy tym, aby zdobyć pełne informacje o kliencie na podstawie tych zmiennych, potrzebujemy jedynie jego NIP-u i REGON-u. To wystarczy, żebyśmy mogli przewidzieć, jak się zachowywał w przeszłości i jak będzie zachowywał się w przyszłości — tłumaczy Maciej Dębicki.
Michał Talarski, dyrektor pionu klientów strategicznych w Marsh Polska, dodaje, że coraz więcej czynników wchodzi również do oceny ryzyka w ubezpieczeniach majątkowych dla firm. Co więcej, o ile wcześniej szczegółowa ocena i specjalne wymagania dotyczyły dużych przedsiębiorstw, to teraz muszą im się podporządkować również mniejsze firmy. Efektem zmiany w podejściu do oceny ryzyka może być duże rozwarstwienie składek.
— Klienci, którzy potrafią dbać o ryzyko, będą mogli liczyć na zupełnie inne stawki niż ci, którzy nie będą się o to troszczyć. Przy tym różnica w cenach może się pogłębiać i w efekcie wykształci się grupa klientów, którym będzie bardzo trudno kupić jakąkolwiek ochronę — tłumaczy Marcin Dębicki.
D&O i cyberpolisy
Eksperci zwracali uwagę także na wzrost stawek w D&O, czyli ubezpieczeniach odpowiedzialności cywilnej członków władz spółek. Coraz więcej firm dostrzega potrzebę zabezpieczenia takiego ryzyka. Podobnie w przypadku cyberpolis.
— W ubiegłym roku mieliśmy do czynienia z rekordowo dużym zainteresowaniem takimi zabezpieczeniami. Widzimy, że klienci są coraz bardziej świadomi zagrożeń związanych z cyberprzestrzenią. Ponadto w związku z tym, że rośnie liczba takich polis na rynku, ubezpieczycielom łatwiej wyceniać ryzyko i proponować klientom adekwatne zabezpieczenia — mówi Włodzimierz Pyszczek, dyrektor ds. kluczowych klientów w Marsh Polska.