Firmy nie widzą metod obrony

Magdalena Kot
opublikowano: 2001-06-12 00:00

Firmy nie widzą metod obrony

Polscy przedsiębiorcy narzekają, iż prawo nie zapewnia skutecznych zabezpieczeń przed niesolidnymi lub nieuczciwymi dłużnikami. Jednak realia rynkowe zmuszają ich do zawierania kontraktów z nieznanymi firmami. Nierzadko kończy się to sporymi stratami.

Irena Makowska

członek zarządu firmy Develey

- Bardzo często jesteśmy zmuszani do akceptacji umów, których warunki przewidują 50-proc. umorzenie naszych wierzytelności. Chcąc zachować klientów, musimy się na to godzić. Dłużników ewidentnie unikających zapłaty pozywamy do sądów. Jednak mamy świadomość, że w takich sytuacjach szansa na odzyskanie pieniędzy jest znikoma. Jeżeli ma się do czynienia z nieuczciwym kontrahentem, to praktycznie nie ma skutecznej obrony. Nawet przedstawianie w postępowaniu nakazowym odpowiednich dowodów np. blankietów wekslowych, umów ustanawiających hipotekę kaucyjną, faktur, może nie pomóc, kiedy okaże się, że dana firma nie ma już żadnego majątku. Uważam, że jedynym wyjściem z takiej sytuacji byłaby ustawowa regulacja stanowiąca, iż zwrot VAT będzie możliwy tylko wtedy, gdy firma terminowo spłaca swoje długi.

Jacek Dębiński

członek zarządu firmy Eurogips

- Myślę, że nie ma skutecznego sposobu obrony przed nieuczciwością fałszywych bankrutów. Może nie pomóc także skrupulatne zbieranie informacji o kontrahencie czy też korzystanie z pomocy prawników. Trudno też zmusić klienta, aby zgodził się na ustanowienie hipoteki lub podpisał deklarację wekslową. Istnieje więc duże ryzyko nieotrzymania zapłaty. Uważam, że ta dramatyczna sytuacja wynika z katastrofalnej kondycji i nieskuteczności sądów oraz opieszałości komorników.

Jadwiga Cegłowska

członek zarządu firmy Tombea

- Wymuszanie przez klientów umorzenia dużych części wierzytelności wraz z odsetkami jest zjawiskiem, które dotknęło nas szczególnie boleśnie. Jest sporo firm, które zawierając kontrakt, już z góry zakładają, że zapłacą najwyżej 35-45 proc. ustalonej ceny. Przed takimi metodami nie ma praktycznie szans obrony. Jeżeli nie przyjmie się propozycji częściowej, sporo mniejszej zapłaty, to po ogłoszeniu upadłości kontrahenta można już nic nie odzyskać. Nie pomogą wieloletnie zmagania w sądzie. Nawet wygrana w sądzie niewiele pomoże, bo egzekucja komornicza też może potrwać parę lat. Najgorzej jest w sądach warszawskich. Unikamy drogi sądowej, jako zbyt kosztownej i w gruncie rzeczy nieskutecznej.

Anonimowy przedstawiciel firmy Norgips

- Bierzemy udział w postępowaniu układowym. Zazwyczaj jest tak, że 40 proc. firma traci. Myślę, że i w tym przypadku tak będzie.

Robert Węch

firma Cementex

- Oczywiście mamy do czynienia z niesolidnymi dłużnikami. Odbiorca materiałów budowlanych przestał nam płacić. Dwa lata zalegał. Następnie poinformowano nas, że w stosunku do dłużnika prowadzone jest postępowanie układowo-upadłościowe. Odbyła się sprawa w sądzie. Sąd umorzył 40 proc. naszej należności głównej plus odsetki.

Grzegorz Dmowski

wiceprezes zarządu firmy windykacyjnej Intrum Justitia

- Większość przedsiębiorców finansuje się zalegając ze spłatami zobowiązań. Trudno jest się przed takimi praktykami zabezpieczyć. Polecam dokładne sprawdzanie swoich partnerów handlowych. Korzystne jest uzyskanie poręczenia dobrego banku. Rynek wymusza udzielanie coraz dłuższych kredytów kupieckich. Trudno jest nadzorować proces przepływu pieniędzy. Jest to szczególnie widoczne w branży budowlanej, gdzie powstaje łańcuch firm od siebie zależnych: dostawca, pośrednik, wykonawca, inwestor. Niepłacenie przez jednego z nich powoduje problemy płatnicze pozostałych.

Anonimowy przedstawiciel firmy Kwapisz i S-ka

- Wielokrotnie mieliśmy do czynienia z niesolidnymi kontrahentami. Nie ma przed nimi metod obrony. Korzystamy z usług firm windykacyjnych. Oddajemy sprawy do sądu. Jednak jeśli ktoś nie chce zapłacić, to raczej nie ma sposobu zmuszenia go do wywiązania się z zobowiązania.

Anonimowy przedstawiciel firmy Bitupol

- Staramy się unikać współpracy z nowymi, nieznanymi firmami. Pielęgnujemy kontakty z zaufanymi kontrahentami. Z naszego doświadczenia wynika, że najlepszym zabezpieczeniem zapłaty jest współpraca z podmiotami Skarbu Państwa.

Lidia Kochanowicz-Mańk

dyrektor ds. finansowowych firmy Polkombi

- Tego typu problemy mamy z firmą BNS ze Szczecina, produkującej kontenery. BNS została wyposażona w kapitał wysokości 100 tys. zł przez firmę norweską, która jest jej jedynym udziałowcem. BNS nie otrzymała jednak kapitału obrotowego. Z tego powodu firma ta zaczęła zaciągać bardzo wysokie pożyczki od swoich kontrahentów. Jednak nie płaciła za towary i usługi. Po pewnym czasie BNS złożył w sądzie rejestrowym oświadczenie o podwyższeniu kapitału zakładowego wysokości prawie 24 mln zł. Okazało się, że kapitał został podniesiony zobowiązaniami, jakie BNS miała wobec swego norweskiego właściciela. Tym samym BNS zadziałał na szkodę swoich wierzycieli. Następnie firma norweska sprzedała BNS. Nabywca wniósł sprawę do sądu o wszczęcie względem BNS postępowania układowego. Zażądał umorzenia 70 proc. długów BNS. Pozostała kwota miałaby być spłacana w ciągu 3 lat. Firma Polkombi, jeden z wierzycieli, wystąpiła z wnioskiem o ogłoszenie upadłości BNS i spłatę całości długów.

Sprawdzaliśmy sytuację finansową BNS. Okazało się, że ta firma nie przedstawiała sprawozdań finansowych za poszczególne okresy. Jednak wtedy, gdy podwyższono kapitał gotówką, pozory wskazywały na to, że BNS jest firmą bezpieczną. Korzystaliśmy też z pomocy wywiadowni gospodarczych. Jak się okazało, zapobiegliwość nic nie pomogła. Wierzyciel nie ma niestety wglądu w wewnętrzne sprawy spółki. Uważam, że jedynym sposobem na przeciwdziałanie nieuczciwym działaniom dłużników wobec wierzycieli jest wprowadzenie przepisu, że firma może uznać za koszt uzyskania przychodu tylko należności spłacone.