Flirt wyprzedził darta

opublikowano: 22-01-2019, 22:00

Stadler chce sprzedać PKP Intercity pojazdy flirt za 1 mld zł. Darty z Pesy są droższe o około 150 mln zł .

Dzięki m.in. pieniądzom ze sprzedaży akcji PKP Energetyka funduszowi CVC, PKP Intercity planowały zainwestować do końca 2020 r. 2,5 mld zł w modernizację taboru. Politycy i branżowi eksperci zachęcali je także do kupna nowych składów zespolonych, na przykład skorzystania z opcji na zakup dartów z Pesy. Przewoźnik podążył innym torem. Z opcji nie skorzystał, ale zweryfikował plan inwestycji, zwiększając kwotę inwestycji do 7 mld zł i na listę projektów dopisując m.in. zakup 12 elektrycznych zespołów trakcyjnych (EZT). Przetarg toczy się ponad rok. Początkowo wydawało się, że pewnym zwycięzcą będzie Pesa. Jednak bydgoska spółka wyceniła swoje składy drożej niż szwajcarski Stadler, mający zakład w Siedlcach.

Obie firmy wczoraj złożyły oferty. W budżecie inwestora mieści się tylko propozycja Stadlera, który zaproponował wykonanie pociągów za 1,01 mld zł, przy kosztorysie na poziomie 1,02 mld zł. Pesa, z należącym do grupy zakładem z Mińska Mazowieckiego, wyceniła kontrakt na 1,17 mld zł.

— Nasza oferta zawiera cenę, która nie tylko pokrywa koszty wykonania umowy, ale także marże i ryzyko związane z jej realizacją. Pesa deklarowała, że będzie racjonalnie podchodzić do postępowań przetargowych i robi to, co obiecała — twierdzi Krzysztof Sędzikowski, prezes Pesy.

W poprzednich latach spółka pozyskiwała wiele kontraktów proponując niskie ceny. Omal nie doprowadziło jej to do bankructwa. Z pomocą przyszedł Polski Fundusz Rozwoju, który ją dokapitalizował. Przedstawiciele Pesy zadeklarowali, że będą ostrożnie podchodzić do nowych postępowań.

Pesa długo wahała się, czy brać udział w przetargu dla PKP Intercity. Ma bowiem wypełniony portfel zleceń i kłopoty z dotrzymaniem bieżących terminów dostaw. Ponadto oferowane przez nią pojazdy dalekobieżne dart wymagają dopracowania. W wersji eksploatowanej obecnie przez PKP Intetercity nie mają homologacji zgodnej z unijnymi wymogami TSI. Ich spełnienie jest niezbędne przy dopuszczeniu do ruchu nowych jednostek. To jednak wymaga przeprowadzenia czasochłonnych i kosztownych prac projektowych i wprowadzenia zmian konstrukcyjnych.

Sprawdzone pojazdy ma natomiast flirt. W barwach PKP Intercity przejechały one w ciągu ostatnich trzech lat 20 mln km. To tak, jakby okrążyły ziemię 500 razy. Marta Jarosińska, rzecznik Stadler Polska, zapewnia, że obecnie spółka czeka na ocenę ofert i deklaruje, że pierwsze dwa pojazdy może dostarczyć w 18 miesięcy od podpisania umowy.

Czarny koń nie wystartował

PKP Intercity wielokrotnie zmieniały termin składania ofert na 12 EZT, twierdząc, że przyczyną jest lawina pytań zadawanych przez potencjalnych dostawców. Autorem wielu był Newag, ale ostatecznie nie złożył oferty. Dostarcza on bowiem głównie składy dla przewoźników regionalnych, a nie dalekobieżnych. Józef Michalik, wiceprezes giełdowej spółki, informuje, że biorąc udział w przetargu musiałaby ona zaprojektować, wyprodukować i dopuścić do eksploatacji nowy pojazd w krótkim terminie i w niewielkiej serii. Podmioty realizujące już wcześniej dostawy składów podobnego typu miały nad nią przewagę. Newag zakłada też, że w końcówce perspektywy unijnej mogą nastąpić zmiany w podziale funduszy UE, skutkujące zwiększeniem kwoty na zakup taboru. Giełdowa spółka liczy, że wówczas pojawią się nowe postępowania przetargowe.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Kapczyńska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy