Ford broni się przed kryzysem

PJ
opublikowano: 05-03-2009, 00:00

Sprzedaż i zyski zmaleją. Firma zamraża więc pensje kierownictwa, tnie budżet marketingowy oraz wyjazdy zagraniczne.

Sprzedaż i zyski zmaleją. Firma zamraża więc pensje kierownictwa, tnie budżet marketingowy oraz wyjazdy zagraniczne.

Spowolnienie gospodarcze ograniczyło apetyt na nowe auta, silnie uderzając w importerów i producentów. Także w Forda Polska. Nic dziwnego, że zarząd ostrożnie podchodzi do prognoz na ten rok. Pewne jest tylko jedno: sprzedaż i zyski zmaleją.

— Mamy sprecyzowane plany do połowy roku. Chcemy sprzedać około 15 tys. samochodów osobowych i dostawczych, czyli o około tysiąc mniej niż w pierwszej połowie 2008 r. Rynek jest rozchwiany, a niewiadomych tak dużo, że trudno prognozować, co będzie dalej. Na pewno bardzo trudne dla dilerów będzie lato — mówi Adam Kołodziejczyk, prezes Ford Polska.

Zadyszka flot

Jedną z wielkich niewiadomych jest kurs złotego. Osłabienie polskiej waluty już zmusiło importerów do podniesienia cen, ale według prezesa, tylko kosmetycznego.

— Gdyby wszyscy w pełni uwzględnili zmianę kursu, to rynek nowych aut w Polsce by się załamał. W kryzysie jesteśmy zmuszeni ograniczać zarobki do minimum, a czas wykorzystać na zwiększanie udziałów w rynku — tłumaczy szef polskiego Forda.

Walka o klienta będzie odbywała się w niekorzystnych warunkach. Adam Kołodziejczyk przyznaje, że zmalał — z 65 do 50 proc. — udział klientów flotowych w sprzedaży. A właśnie oni zawsze byli dla producentów i importerów podstawą planowanej sprzedaży.

Ford szykuje się na gorsze czasy. Co prawda zwolnień obecnie nie ma w planach, ale będzie ciął koszty.

— Do minimum ograniczamy wyjazdy zagraniczne, okrojone zostaną też (o około 20 proc.) wydatki marketingowe. Na pewno nie będzie podwyżek pensji dla wyższego kierownictwa. Decyzje w sprawie pozostałych pracowników nie zostały jeszcze podjęte — ujawnia prezes Ford Polska.

Firma rozpoczęła też starania o ochronę sieci dilerskiej przed bankructwem. Chodzi o to, że dilerzy kupują samochody od importera, a zakup zwykle finansują banki. Skoro klientów w salonach mniej, zakupy są dla dilerów wyjątkowo kosztowną i ryzykowną inwestycją. Dlatego szef Forda obiecuje, że na słabszym rynku nie będzie zmuszał dilerów do kupowania zbyt dużej liczby aut. Ale bezpośredniej kroplówki finansowej nie przewiduje.

Było nieźle

Początek roku — dzięki wyprzedażom oraz nowym modelom — był dla Forda niezły.

— Zdążyliśmy przed kryzysem z wprowadzaniem dwóch nowych aut: Fiesty i produkowanego w Tychach Ka. Oba dobrze się sprzedają — chwali się prezes.

Ford podaje, że w lutym sprzedał w Polsce ponad 2400 samochodów osobowych i dostawczych. Wszyscy producenci i importerzy znaleźli nabywców na 33 tys. pojazdów.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: PJ

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu