Przyczyn słabej kondycji cargo lotniczego w Polsce jest kilka — recesja na światowym rynku lotniczym, zaostrzenie procedur, wzrost cen paliwa.
Zdaniem światowych analityków rynku lotniczych przewozów cargo, najszybszy wzrost w tym sektorze nastąpi w regionach Azji i Pacyfiku — do 2010 r. ma wzrosnąć o 8,3 proc. W tym okresie europejskie przewozy cargo prawdopodobnie utrzymają się na dotychczasowym poziomie, natomiast udział w przewozach między Europą a Ameryką Północną nieznacznie się zmniejszy: z 32,8 proc. do 31,4 proc. W Polsce lotniczy transport towarów od lat kuleje.
Stare grzechy
— Przed 1 maja 2004 r. klienci nie mogli zrozumieć, że czas transportu od nadawcy poza granicami kraju do portu lotniczego w Polsce, liczył się w godzinach, a dostawa do finalnego odbiorcy — w dniach. Zbyt dużo czasu zajmowała obsługa towarów po przylocie. Myślę, że do dziś panuje przekonanie, że lotnisk trzeba unikać. Szczególnie lotniska w Warszawie, które jest przecież głównym portem lotniczym w Polsce — mówi Grzegorz Ciągarlak, dyrektor spedycji lotniczej Frans Maas Polska.
Inne powody kiepskiej kondycji cargo to nadal skomplikowane procedury odpraw celnych frachtu, przestarzałe technologie oraz niedostatecznie rozwinięte połączenia intermodalne polskich portów z sieciami transportowymi w Polsce i krajach UE.
Ponadto wielu uczestników tego rynku uważa, że w znacznym stopniu winę za kiepską kondycję cargo ponosi największy opearator w branży, LOT Cargo.
— Rynek nie rozwija się, bo dominuje jeden podmiot udostępniający infrastrukturę do obsługi towarów. LOT Cargo nie ma konkurencji, więc nie inwestuje w rozwój technologii i dyktuje wysokie ceny. W tym względzie Warszawę na dalszy plan spycha np. Praga czy Budapeszt — mówi Paweł Łatacz, w latach 2000-02 zastępca naczelnego dyrektora ds. planowania strategicznego Przedsiębiorstwa Państwowego Porty Lotnicze.
Paweł Łatacz podaje przykład: kilka lat temu pewna firma przewoziła z Podkarpacia do Izraela zwierzęta gospodarskie (bydło, trzoda chlewna). Zamiast wysyłać je drogą lotniczą z Warszawy lub nawet bezpośrednio z Rzeszowa, drogą lądową przewoziła zwierzęta do Holandii i stamtąd samolotami transportowała do Izraela. Ten sposób był znacznie tańszy niż najprostsze rozwiązanie — transport lotniczy ze stolicy Polski.
Zdaniem największego gracza
Jednakże najsilniejszy uczestnik rynku, źródła niepowodzeń upatruje gdzie indziej.
— Na rynku światowym branża lotniczych przewozów towarowych boryka się ostatnio z wieloma istotnymi problemami. Jest to np. ryzyko wojny czy terroryzmu, epidemie i inne zagrożenia biochemiczne, silne wahania cen paliwa lotniczego, słabnąca koniunktura gospodarcza, czy też sytuacja na światowych giełdach — mówi Iwona Korpalska, dyrektor Biura Cargo i Poczty PLL LOT.
Ponadto LOT Cargo wskazuje na brak regularnego ruchu lotniczego wyłącznie towarowego z i do Polski. Dodatkowo rynek psują małe samoloty, np. Embraer czy ATR, nieprzystosowane do przewozów ładunków o dużych gabarytach czy przesyłek ciężkich.
Drogowo-lotnicza alternatywa
Istnieją pewne ograniczenia techniczne zdefiniowane przez producentów samolotów, jak np. wymiary luków bagażowych, dopuszczalna ładowność, dopuszczalne jednostkowe naciski na powierzchnię podłogi maszyny. Do tych wymagań trzeba się bezwzględnie stosować.
— Mimo to dla niektórych grup towarów transport lotniczy jest jedynym rozwiązaniem. Są to na przykład ładunki terminowe (ekspresowe), ratujące życie (organy do transplantacji) towary łatwopsujące się czy towary wartościowe. Dla tych grup towarów transport lotniczy to najbezpieczniejszy sposób przewozu. Biorąc pod uwagę kryterium czasu, transport drogowy z pewnością nie może konkurować z lotniczym — mówi Iwona Korpalska.
Perspektywy
— Wejście do Unii wymusiło zmiany na lepsze. Dla towarów europejskich nie ma już odpraw, skrócił się łączny czas transportu. Dziś także u nas dostawa liczy się w godzinach. To kusi klienta. Ponadto dla linii lotniczych przewozy cargo mają również znaczenie ekonomiczne — towar wypełnia wolne miejsce i rezerwę udźwigu w samolotach. W ten sposób wzrasta konkurencyjność i można znaleźć naprawdę przyzwoite ceny. Naturalnie, trzeba wiedzieć gdzie i jak szukać, ale jest to możliwe — mówi Grzegorz Ciągarlak.
W Polsce, kraju gdzie stan dróg i autostrad przyprawia o ból zębów każdego kierowcę, transport lotniczy jest jednym z rozwiązań. Przewozy pasażerskie rozwijają się u nas świetnie, transport towarów także powinien zacząć się rozwijać.
— Poprawa sytuacji jest nieunikniona. Jestem przekonany, że można zdynamizować rozwój rynku przez stworzenie konkurencyjnych warunków przewozów frachtu. Wtedy rosnące wymagania rynku cargo wymuszą rozwój połączeń intermodalnych portów lotniczych z sieciami transportowymi — uważa Paweł Łatacz.