Urząd Patentowy miał rację, odmawiając rejestracji marki Autohelios koncernowi La Roche-Pasay. Bułgarzy górą.
Tocząca się od sześciu lat sprawa o międzynarodową rejestrację marki Autohelios koncernu La Roche-Pasay została wczoraj zakończona prawomocnym wyrokiem Naczelnego Sądu Administracyjnego (NSA). Sąd uznał, że Urząd Patentowy (UP) słusznie odmówił zastrzeżenia znaku. Jest on bowiem zbyt podobny do zarejestrowanej wcześniej marki Helios bułgarskiej firmy Aroma.
Znaki obu firm są przeznaczone do oznaczania kosmetyków do opalania i ochrony przeciwsłonecznej. UP uważa, że w sytuacji gdyby wyroby obu firm stały w drogerii w tym samym dziale na tej samej półce, klienci mogliby zostać łatwo wprowadzeni w błąd co do producenta. Ryzyko wprowadzenia odbiorcy w błąd jest główną przesłanką odmowy rejestracji.
La Roche argumentował, że jego produkty są sprzedawane w aptekach, a Aromy — w supermarketach, trudno więc je pomylić. Na rozprawie przed NSA koncern wytoczył jeszcze jeden argument — posiadanie wcześniejszej marki, również zawierającej człon „helios”.
— W 1996 r. zarejestrowaliśmy znak „Anthelios”. „Helios” Aromy zastrzeżono później. UP sam sobie przeczy, bo skoro „Helios” nie jest podobny do „Antheliosa”, to nie może być też podobny do „Autoheliosa” — przekonywał Paweł Kulikowski, rzecznik patentowy La Roche.
NSA jednak nie wziął pod uwagę tego aspektu sprawy z przyczyn proceduralnych — La Roche powinien go poruszyć wcześniej: w UP i w sądzie administracyjnym pierwszej instancji. Według NSA, obie te instytucje oceniły sprawę prawidłowo. To „helios” jest elementem, na który klienci zwracają uwagę, i marka La Roche nie powinna zostać zarejestrowana jako zbyt podobna do marki Aromy.