Galaktyki i IV RP

Aleksander Krawczuk
opublikowano: 2006-09-29 00:00

Warto oderwać się od spraw bieżących i spojrzeć ku gwiazdom. W pogodne noce czyste niebo nad Gorcami jarzy się gwiazdami. Widok — olśniewający. Nie dozna się niczego podobnego w miastach i na równinach.

Takie wrażenie, choć jeszcze mocniejsze, wywiera niebo nad pustyniami Bliskiego Wschodu. Nic dziwnego, że tam zrodziły się astronomia i astrologia. Ale i tu, u nas, pełen światła obłok Drogi Mlecznej jawi się w całym majestacie jako szlak bogów.

Przez wieki i tysiąclecia Droga Mleczna uchodziła za wszechświat. Uważano za oczywiste, że — patrząc na nią — ogarniamy spojrzeniem niemal cały kosmos. Tylko nieliczni (pośród nich Immanuel Kant) ośmielali się przypuszczać, że małe obłoczki, ledwie dostrzegalne na jej obrzeżach, to w istocie „odrębne wyspy”. Dowodów wszak nie było.

Przedstawiono je dopiero w latach 20. XX wieku — czyli zaledwie 80 lat temu. Owe obłoczki, czy też mgławice, okazały się galaktykami. Ich liczba rosła — wraz z doskonaleniem instrumentów i technik badań astronomicznych. Miliardy, setki miliardów! Galaktyki różnych kształtów i wielkości; dokładnie opisano zaledwie kilka tysięcy. Ich gromady i supergromady to cegiełki budowy kosmosu. Nasza Droga Mleczna, a nawet Układ Lokalny, w skład którego wchodzi, wcale nie należą do imponująco wielkich. Są przeciętne.

Dopiero te odkrycia uświadomiły nam niewyobrażalny bezmiar kosmosu. Mawiano jeszcze nie tak dawno, że Ziemia i Układ Słoneczny to tylko drobina w ogromie Drogi Mlecznej. I oto ona cała stała się pyłkiem wśród miliardów galaktyk. Przewrót porównywalny chyba tylko z kopernikańskim. I nowa lekcja pokory.

A pod koniec tychże lat 20. dokonano jednego z najważniejszych, zdaniem wielu, odkryć naukowych: stwierdzono, że galaktyki uciekają od siebie, wszechświat się rozszerza. Powstała teoria Wielkiego Wybuchu.

Przypominam fakty powszechnie znane. Z trzech istotnych dla mnie, laika, powodów. Po pierwsze, zauważyłem, że choć wiedza o galaktykach, a także o Wielkim Wybuchu, jest akceptowana, mało kto — poza fachowcami — zdaje sobie sprawę, jak niedawno odkryto kosmos galaktyk. I jeszcze mniej osób uświadamia sobie, że dopiero 80 lat temu Droga Mleczna została zdegradowana do mało znaczącej drobiny. Znamienne. Rewolucyjne dzieło Kopernika długo nie wzbudzało powszechnego zainteresowania, potem zaś spotkało się z oporem ze strony fundamentalistów — katolickich i protestanckich. Przecież sprawa Galileusza rozegrała się w 90 lat po opublikowaniu dzieła polskiego astronoma (l543-1633). Odkrycie miliardów galaktyk przyjęto we wszystkich krajach szybko i bez sprzeciwu. Może dlatego, że wielość galaktyk w niczym nie narusza twierdzeń Biblii. A teoria Wielkiego Wybuchu — zdaniem niektórych — nawet mogłaby je pośrednio potwierdzać.

Właśnie te odkrycia zadały ostateczny cios ludzkiej megalomanii. Nasza Droga Mleczna niemal się nie liczy w strukturze wszechświata! Ziemia krąży wokół Słońca — to jesteśmy w stanie pojąć i unaocznić sobie na przykładzie prostego modelu. A jak odtworzyć przestrzeń niemal bez granic, jak ustawić obok siebie w odpowiednich odległościach dziesiątki miliardów ziarenek piasku?

Druga przyczyna, dla której te kwestie poruszam, ma charakter poniekąd osobisty. Przecież czas odkrycia galaktyk, wyjścia poza Drogę Mleczną, to lata dzieciństwa mego i sporej jeszcze grupy równieśników — dziś osiemdziesięciolatków. Oczywiście i wtedy, i wiele lat potem nie mieliśmy pojęcia, że oto dokonał się w naszej wiedzy o świecie przełom niewiarygodnie doniosły. Obecnie wszakże miło sobie uświadomić, że — w pewnym sensie — wzrastaliśmy wraz z tak rewolucyjnym postępem badań nad wielkością i dziejami kosmosu. I że to właśnie za naszego życia otwarło się okno na wszechświat galaktyk.

I wreszcie powód trzeci, dla mnie najistotniejszy. Myślę o tym i piszę dla pokrzepienia serca, dla pociechy. Zamieszkujemy nie największą planetę krążącą wokół nie największej gwiazdy w nie największej galaktyce. Cóż więc wobec ogromu owych światów i przestrzeni znaczą wszelkie doznania i przygody, jakie spotkały nas, osiemdziesięciolatków, i mogą jeszcze spotkać w niewielkim kraju na zaledwie dostrzegalnym pyłku materii? A zdarzyło się ich sporo. Przeżyliśmy II RP, wojnę, okupację, stalinizm, wszystkie etapy PRL, stan wojenny, przeróżne transformacje i rządy. Zbliża się, głoszą niektórzy, IV RP. Większość z nas zdołała zachować poprzez te przemiany i wstrząsy spokój wewnętrzny, zdrowy rozsądek, pogodę ducha.

Może właśnie to nas ratowało i pozwoliło dożyć wieku w pełni dojrzałego? Choć katastrofy i wydarzenia, jakich byliśmy świadkami i ofiarami, wydawały się niejednokrotnie przekraczać wytrzymałość ludzką. Obecnie wielu z nas ma prawo czuć się tak, jakbyśmy z bardzo odległej galaktyki przybyli do dziwnego kraju, w którym władają upiory przeszłości. Warto zatem niekiedy oderwać się od spraw bieżących, tylko pozornie bardzo ważnych i spojrzeć w niebo, ku galaktykom Nie dostrzeżemy ich — poza Drogą Mleczną — gołym okiem, ale przecież istnieją. Warto przypomnieć sobie, że odkryto je, gdy byliśmy dziećmi. To naprawdę przynosi spokój i ustawia w „galaktycznym” dystansie od rzeczywistości. Zwłaszcza politycznej.