Wadliwy produkt to poważne ryzyko firmy, która go wyprodukowała. Taki przypadek może ją słono kosztować. A jeśli dystrybuuje swoje produkty do różnych krajów, pojawia się dodatkowo niepewność, skąd przyjdzie ewentualne roszczenie.
W jednym miejscu
Takich wątpliwości nie ma, jeżeli siedziba producenta znajduje się w jednym kraju, produkt zostaje tam wyprodukowany oraz wprowadzony do obrotu, w tym właśnie kraju konsument go nabywa i tutaj przydarza mu się szkoda. Wtedy z pewnością z roszczeniem zwróci się do sądu w miejscu, w którym siedzibę ma również producent. Obu stronom będzie wygodnie prowadzić sprawę w rodzimym sądzie. Podobnie, kiedy konsumentowi przydarzy się szkoda w innym kraju, w którym na przykład spędza wakacje — i ma przy sobie wspominany, wadliwy produkt. Wtedy ma prawo dochodzić odpowiedzialności w sądzie miejsca, w którym zdarzyła się szkoda, albo w sądzie kraju, w którym nastąpiło zdarzenie powodujące powstanie szkody — zgodnie z utrwalonym orzecznictwem, o którym przypomina Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) w swoim wyroku z 16 stycznia 2014 r. Najpewniej jednak nie zdecyduje się na skomplikowanie sobie życia, czyli na dochodzenie roszczenia w sądzie kraju, w którym zdarzyła się szkoda. Raczej zwróci się do rodzimego sądu, który w tym przypadku znajduje się w kraju, gdzie siedzibę ma również producent.
Gorzej, jeśli produkt został wytworzony w miejscu siedziby producenta, ale wprowadzony do obrotu w innym kraju, gdzie nabył go konsument i gdzie zdarzyła się szkoda. Jeśli tylko jest to kraj, w którym konsument mieszka na stałe, najprawdopodobniej zwróci się z roszczeniem do sądu w tymże kraju. I ma do tego prawo. Producent będzie się musiał zmagać z jurysdykcją zagranicznego sądu.
Przypadek Kainza
Może się jednak także zdarzyć, że produkt został wyprodukowany w jednym kraju, wprowadzony do obrotu w innym, nabyty w tym samym, w którym został wprowadzony do obrotu, a szkoda zdarzyła się w kraju producenta. Co wtedy? Taka sytuacja przydarzyła się Andreasowi Kainz, obywatelowi Austrii, który nabył rower niemieckiego producenta Pantherwerke, ale w Austrii u sprzedawcy detalicznego. Natomiast wypadek przydarzył mu się w Niemczech. Powództwo złożył jednak we własnym kraju, czyli w Austrii, powołując się na art. 5 pkt 3 rozporządzenia nr 44/2001 z 22 grudnia 2000 r. w sprawie jurysdykcji i uznawania orzeczeń sądowych oraz ich wykonywania w sprawach cywilnych i handlowych, które mówi o tym, że jeżeli przedmiotem postępowania jest czyn niedozwolony albo czyn podobny do niedozwolonego, albo roszczenia wynikające z takiego czynu, to pozywać daną osobę można przez sąd miejsca, gdzie nastąpiło albo może nastąpić zdarzenie wywołujące szkodę. Za takie miejsce Andreas Kainz uznał Austrię, ponieważ tam rower został udostępniony końcowemu użytkownikowi w ramach dystrybucji handlowej. Nie zgodził się z tym Pantherwerke, stwierdzając, że zdarzenie powodujące powstanie szkody nastąpiło w Niemczech, gdzie miał miejsce proces produkcyjny roweru. Sąd zwrócił się więc do TSUE z pytaniem, jak należy rozumiećpojęcie „miejsca, gdzie nastąpiło albo może nastąpić zdarzenie wywołujące szkodę”. Trybunał w wyroku z 16 stycznia 2014 r. stwierdził, że miejscem, w którym nastąpiło zdarzenie powodujące powstanie szkody, jest miejsce wytworzenia produktu.
Dwie możliwości
Ewa Rutkowska, adwokat, wspólnik w kancelarii Kieszkowska Rutkowska Kolasiński, zauważa, że Trybunał zwrócił jednak także uwagę na to, iż „miejsce, gdzie nastąpiło zdarzenie wywołujące szkodę”, obejmuje swoim zakresem zarówno miejsce wystąpienia szkody, jak i miejsce zdarzenia powodującego powstanie tej szkody.
— Podejście TSUE kończy się tym, że niezależnie od tego, gdzie mieszka poszkodowany i gdzie nabył on produkt, powództwo z tytułu odpowiedzialności za produkt może wytoczyć albo w kraju, gdzie wystąpiła szkoda (np. wybuchła butelka z napojem), albo w kraju, gdzie produkt został wytworzony, bądź też zawsze na zasadach ogólnych tam, gdzie ma siedzibę producent — tłumaczy Ewa Rutkowska.
Jej zdaniem, wyrok TSUE to dobra wiadomość dla producentów, ponieważ producentom łatwiej jest przewidzieć, w jakim miejscu zostaną pozwani.
— Dla producentów oznacza to ograniczenie ryzyka sporów przed zagranicznym sądem — stwierdza Maria Tomaszewska-Pestka z Labrisk. Jej zdaniem, trudno dyskutować z argumentami TSUE na poparcie tezy, że w wypadku odpowiedzialności za wadliwy produkt miejsce zdarzenia wywołującego szkodę znajduje się tam, gdzie nastąpiło zdarzenie, w wyniku którego został uszkodzony sam produkt (zwykle jest to miejsce wytworzenia produktu). Po pierwsze, bliskie położenie miejsca zdarzenia, w wyniku którego został uszkodzony sam produkt, ułatwia sprawną organizację postępowania i w rezultacie prawidłowy wymiar sprawiedliwości. Po drugie, taki sąd będzie w stanie najlepiej orzec w przedmiocie sporu wymagającego m.in. stwierdzenia wady wspomnianego produktu. Po trzecie, interpretacja, że miejscem, w którym nastąpiło zdarzenie powodujące powstanie szkody, jest to, w którym dany produkt został przekazany końcowemu konsumentowi albo dalszemu sprzedawcy, wcale nie gwarantuje, że konsument będzie mógł w każdym wypadku wnieść pozew do sądu swojego miejsca zamieszkania, ponieważ równie dobrze może się ono znajdować w innym państwie.
Nie zawsze miejsce produkcji
Zdaniem Michała Molędy, dyrektora underwrittingu w Leadenhall, nie w każdym jednak przypadku możliwe będzie przyjęcie, że zdarzenie powodujące szkodę jest miejscem wytworzenia danego produktu.
— Wystarczy nieco skomplikować stan faktyczny, na podstawie którego orzekamy i możemy dojść do zupełnie odmiennych wniosków. Przykładowo, wadliwość produktu powodująca szkody może być spowodowana błędem projektowym, błędem wykonawczym lub błędem instrukcyjnym. Szkoda może też powstawać przez długi czas, w związku z używaniem wielu produktów, gdzie uchwycenie konkretnej partii, która wyrządziła szkodę, nie zawsze będzie jednoznacznie możliwa, a miejsce produkcji może być różne. Dlatego radziłbym zachować ostrożność przed definitywnym przyjęciem, że o jurysdykcji w każdym przypadku będzie decydowało miejsce wytworzenia produktu, gdyż może być to uwarunkowane okolicznościami dotyczącymi konkretnego stanu faktycznego — tłumaczy Michał Molęda. Każdy przypadek należy więc rozpatrywać indywidualnie.