Amerykański General Electric włączy się do programu offsetowego dla Polski, jeśli nowy samolot wielozadaniowy zostanie wyposażony w produkowane przez GE silniki. W grę wchodzą inwestycje warte około 300 mln USD (ponad 1,2 mld zł).
W cieniu rywalizacji o to, kto wyposaży polską armię w samolot wielozadaniowy, toczy się jeszcze jedna batalia — w jakie silniki wyposażyć maszyny. Na polu walki stanęły dwie amerykańskie korporacje — General Electric i United Technologies Company. Specyfika oferty GE polega na tym, że koncern produkuje silniki zarówno dla F-16, jak też — wspólnie z Volvo — dla Gripenów. Jeśli wygra Gripen czy Mirage, nie będzie większego problemu. Jeśli natomiast polski rząd wybierze F-16, to może dojść do bratobójczej walki, a decyzja może skomplikować program offsetowy dla Polski.
General Electric przygotowuje już program inwestycyjny, który ma towarzyszyć ich ofercie. Bjorn Gidner, wiceprezes GE AE, szacuje, że wartość 48 silników, w które GE ewentualnie wyposażyłby polskie samoloty, wyniesie około 300 mln USD (ponad 1,2 mld zł).
Przy założeniu, że zgodnie z obowiązującą ustawą offsetową dostawca musi zainwestować równowartość kontraktu w polskim przemyśle, GE zobligowany byłby do zainwestowania w Polsce właśnie takiej sumy, pomniejszonej o wartość przyjętych dla inwestycji mnożników, mieszczących się w przedziale od 2-5.
Oznacza to jednocześnie, że General Eletric w przybliżeniu podwoiłby swoje dotychczasowe zaangażowanie inwestycyjne.
— Od 1992 roku zainwestowaliśmy w Polsce około 200 mln USD — deklaruje Bjorn Gidner.
Obecnie General Eletric ma swoje polskie przedstawicielstwa właściwie we wszystkich kluczowych działach, jakie ma na świecie. Koncern posiada m.in. trzy fabryki (GE Power Controls w Kłodzku, Apena w Bielsku Białej i Elester w Łodzi) oraz dwa banki (GE Capital Bank oraz GE Bank Mieszkaniowy). Inwestycje offsetowe popłynęłyby przede wszystkim do sektora zbrojeniowego.
— Nasza oferta offsetowa przewiduje ulokowanie w Polsce produkcji silników F-110 — mówi Bjorn Gidner.
Ten pomysł związany byłby z rozszerzeniem działalności joint ventures GE i PLL LOT (naprawa i serwis silników lotniczych) oraz spółki GE, LOT i WZL 4 (stanowisko do testowania silników lotniczych).
— Obecnie działamy w obszarze cywilnym, zajmując się obsługą silników komercyjnych. Nie ma problemu jednak, by poszerzyć zakres działalności o sektor militarny — uważa Bjorn Gidner.
Na znaczeniu zyskałoby także powołane, wspólnie z Instytutem Lotnictwa, Centrum Projektowe EDC, pracujące nad projektami nowych silników. Amerykanie nie wykluczają też udziału w prywatyzacji firm sektora zbrojeniowego.
Część offsetu miałaby być także ulokowana w sektorze cywilnym.
— Na razie jednak nie podam konkretnych projektów. Możemy rozszerzyć każdą z gałęzi reprezentowanych w Polsce, jak też wejść w dziedziny, w których dotychczas nie pracowaliśmy — mówi Gidner.
Jednym z możliwych projektów jest leasing zwrotny budynków administracji rządowej.
— Operacja polega na tym, że odkupujemy budynki rządowe, a następnie leasingujemy je ponownie administracji. Taka operacja odciąża zdecydowanie budżet — mówi Bjorn Gidner.
Podobne projekty GE realizuje już w Czechach.