W dwa tygodnie po rozpoczęciu nowego, 2004 roku, według kalendarza gregoriańskiego, wprowadzonego w 1582 roku z inicjatywy papieża Grzegorza XIII; w dzień po Nowym Roku według kalendarza juliańskiego (wprowadzonego w 46 roku p.n.e. przez Juliusza Cezara), który jest w użyciu — kalendarz nie Juliusz — do dziś w rosyjskiej cerkwi prawosławnej, doczekaliśmy inauguracji 14 roku giełdowego, według kalendarza zainicjowanego przez Wiesława Rozłuckiego, prezesa Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie, w pamiętnym roku 1991.
Trzynaście lat minęło jak jeden dzień, chciałoby się napisać, trawestując już klasyka. I można by tak napisać, gdyby... była to choć trochę prawda. Bo te trzynaście lat to przecież cała historia polskiego rynku kapitałowego, nie licząc sentymentalno-historycznych odniesień, to kawał nowoczesnej historii gospodarczej Polski. I nic już nie jest takie samo jak w kwietniu 1991 roku. To był prawdziwy początek rzeczy, powijaki giełdy, wytyczanie pionierskich szlaków po bezdrożach młodego kapitalizmu. Dzisiaj mamy dojrzały rynek kapitałowy, nowoczesną platformę obrotu, praktycznie wszystkie instrumenty pochodne, szeroką ofertę. I oceny tej nie zmienią narzekania na... koniunkturę. Bo tak naprawdę koniunktura jest praktycznie jedyną, a z pewnością dominującą, perspektywą, przez którą patrzy się na rynek. Jeżeli ona jest dobra, żadne niedomagania nie są straszne i wszyscy są zadowoleni, jak jest słaba — wszystko uwiera i przeszkadza.
Trzymając się więc tej perspektywy należałoby życzyć wszystkim uczestnikom giełdowych zmagań, by nadchodzący rok przynajmniej nie był gorszy od mijającego, szczególnie jego drugiej połowy. Po trzech latach chudych przyszedł czas na wzrosty indeksów, które zbliżyły się nawet do historycznych rekordów. Czy jest realna szansa, by te historyczne rekordy padły w tym roku? To naprawdę nie zależy od samej giełdy, która jest aż, i tylko, rynkiem, platformą obrotu. Ona ma ułatwiać pracę, z jednej strony rzeszom inwestorów, z drugiej emitentom poszukującym kapitału. I im mniej ją widać, im mniej się o niej mówi jako o samym przedsiębiorstwie, tym bardziej profesjonalnie i bezproblemowo działa.
Wszystko inne, łącznie z niezwykle istotnymi aliansami, Agendą Warsaw City 2010, wspominaniem o rychłym przystąpieniu do prywatyzacji, które niewątpliwie zdecydują w jakiejś mierze o pozycji i obliczu naszej giełdy, to jednak imponderabilia.