Giełdy naszego regionu nadal radzą sobie najlepiej

Piotr Kuczyński
opublikowano: 2004-04-07 00:00

Jestem pełen podziwu dla amerykańskich byków. Poniedziałkowe dane makro były znakomite, bo indeks ISM w sektorze usług wzrósł do rekordowego poziomu. Co prawda było to dosyć łatwe, bo historia indeksu jest krótka (zaczęto go podawać w 1997 r.), ale mimo to dane musiały wywołać duże wrażenie. Dzięki nim rosły nie tylko indeksy, ale i rentowność obligacji, a to doprowadziło do wygenerowania technicznego sygnału zapowiadającego duży wzrost rynkowych stóp procentowych.

Pogarszało sytuację to, że gwałtownie wzrósł subindeks płaconych cen. To z kolei potwierdza sygnały dawane przez poprzednie dane — nadchodzi inflacja, a to zmusi Fed do szybszego działania. Inwestorzy to wszystko zlekceważyli. Tak jak i zupełnie zlekceważyli możliwość wybuchu szyickiego powstania w Iraku. Już tylko 40 proc. Amerykanów popiera iracką politykę prezydenta Busha. Szanse na reelekcję tak sprzyjającego wielkiemu biznesowi prezydenta szybko maleją. Jeśli USA nie wycofają się z Iraku, będzie to drogo kosztowało podatników, bo trzeba będzie wzmocnić obecność i siłę wojska w tym kraju.

To wszystko powinno niepokoić i sądząc po przebiegu sesji niepokoiło wielu inwestorów, ale byki były silniejsze. Rynek do góry prowadził sektor ubezpieczeniowy, po tym jak Cigna podniosła prognozy, a „Barron’s” zapowiedział, że akcje AIG w tym roku mocno wzrosną. Najważniejsze dla inwestorów było to, że zaczyna się już sezon wyników kwartalnych spó- łek. Inwestorzy lekceważą zagrożenia, bo liczą na to, że wyniki pomogą indeksom. Byki chwilowo mogą mieć rację, ale pojawiły się już pierwsze zalecenia biur maklerskich, by korzystając z dobrej sytuacji redukować ilość akcji w portfelach. Droga do ataku do bardzo ważnego poziomu 1160 pkt na S&P 500 jest otwarta, ale dziwiłbym się, gdyby padł on z marszu (o ile w ogóle padnie).

Poniedziałkowe zachowanie rynków amerykańskich nie pomagało wczoraj giełdom Eurolandu. Indeksy osuwały się. Negatywny wpływ miało wzmacniające się po ostatniej przecenia euro, słabe dane z niemieckiego rynku pracy, a przede wszystkim obniżenie prognoz przez Nokię. To ostatnie powinno było wczoraj wpłynąć negatywnie również na rynek amerykański. Te spadki były jednak na razie tylko słabą realizacją zysków. Nie ma poważnego zagrożenia do czasu, kiedy Amerykanie zaczną się bać wzrostu stóp procentowych. Na razie wszyscy czekają na dobre wyniki spółek. Dziś najważniejsze będą właśnie wyniki. Rynek może trochę reagować na wczorajszy raport Alcoa oraz na dzisiejsze wyniki dużych spółek europejskich. Najważniejsze dziś będą wyniki Yahoo, ale wpływ będą miały dopiero na czwartkową sesję.

Nasz rynek, mimo niepewnego zakończenia, zachowywał się wczoraj całkiem dobrze, a widoczna gołym okiem niepewność sygnalizowała, że przed nami są jeszcze wzrosty. Zacząłbym się poważnie niepokoić dopiero wtedy, gdyby pojawiła się euforia. Z całą pewnością ostatnie sesje potwierdzają tezę mówiącą o tym, że inwestorzy zagraniczni na razie lekceważą (albo udają, że lekceważą) sytuację polityczną. Coraz większa ilość obserwatorów i polityków mówi, że Marek Belka ma małe szanse na sukces, a trudno podejrzewać, by te opinie do inwestorów zagranicznych nie docierały.

Byki od dłuższego czasu spokojnie prowadzą rynek do góry, ale na razie nie widać uderzenia popytu na szeroki rynek. To prawda, że rozsądniej byłoby poczekać na przetestowanie przez S&P; 500 poziomu 1160 pkt. Poza tym przed świętami aktywność rynku jest zazwyczaj mała, więc logiczne będą nieznaczne zmiany indeksu. Wiadomo jednak, jak to jest z logiką na giełdzie. Wystarczy spojrzeć na indeks w Budapeszcie albo u nas — pada rekord za rekordem (rynek węgierski jest jednak dużo mocniejszy). Ważne jest jednak tylko to, że mocne sygnały kupna są nadal aktualne, trend wzrostowy ma się dobrze, a przełamanie szczytów otwiera indeksowi WIG20 drogę ku 1900 pkt.