Wojciech Moskwa
WARSZAWA (Reuters) - Na rozpoczynającym się w czwartek szczycie Unii Europejskiej w Kopenhadze kraje Europy Środkowej zrobią zapewne milowy krok na drodze do Wspólnoty, ale mało kto oczekuje, że to historyczne wydarzenie przełoży się na gwałtowny wzrost regionalnych indeksów giełdowych.
Zachodzący w regionie proces konwergencji, w ramach którego rentowności obligacji w krajach Europy Środkowej zbliżają się do poziomu obowiązującego w strefie euro, pozwoliły w tym roku osiągnąć inwestorom godziwe zyski na rynku papierów dłużnych.
Jeżeli chodzi o akcje będą oni jednak zapewne bardziej wybredni i skoncentrują się na najbardziej bezpiecznych walorach, takich na przykład jak akcje spółek finansowych.
W przeciwieństwie do wielu innych sektorów banki, z pomocą swoich zagranicznych inwestorów, przeszły proces restrukturyzacji i przekształciły się w nowoczesne instytucje.
Inne płynne i legitymujące się stosunkowo dużą kapitalizacją sektory - takie jak telekomunikacja czy firmy paliwowe - postrzegane są jako zbyt niestabilne, ponieważ borykają się z problemami przerostów zatrudnienia, niskiej wydajności pracy i słabej jakości zarządzania.
W sytuacji gdy firmy te są w coraz większym stopniu wystawione na konkurencję w ramach UE, trudno oczekiwać, by pozyskały one zaufanie zbyt wielu inwestorów.
"Wszystko, czego możemy spodziewać się po Kopenhadze, to potwierdzenia tego, co rynek i tak już wie" - powiedział na temat giełd w Warszawie, Pradze i Budapeszcie Roger Monson, analityk ds. rynków środkowoeuropejskich w banku CAIB w Londynie.
Na szczycie w Kopenhadze 10 krajów kandydackich dostanie zapewne zielone światło dla wstąpienia do UE w maju 2004 roku.
Ta dobra wiadomość została już jednak w dużej mierze zdyskontowana przez rynek. Od początku października regionalne indeksy zyskały od 13 do 16 procent.
SPADAJĄCE RENTOWNOŚCI
W Polsce i Czechach rentowności obligacji spadły w tym roku o ponad jedną trzecią. Inwestorzy kupowali papiery dłużne tych krajów wychodząc z założenia, że w sytuacji gdy spada inflacja i stopy procentowe, rentowności w regionie będą nieuchronnie zmierzały do poziomu obowiązującego w strefie euro.
Jednak podejście inwestorów do regionalnych giełd wydaje się bardziej sceptyczne. Firmy z Europy Środkowej pozostaną nimi także po wejściu do UE - będą więc mniej wydajne, mniej płynne i obarczone większym ryzykiem wynikającym z błędnego nadzoru właścicielskiego niż ich zachodni konkurenci.
Jeżeli dodamy do tego rosnącą konkurencję na wspólnym unijnym rynku i niską inflację, która uniemożliwia podnoszenie cen swoich produktów to okaże się, że regionalne akcje są drogie, chyba że gospodarka w regionie przyspieszy i będzie utrzymywała wysokie tempo rozwoju na drodze do strefy euro.
"Jeżeli, tak jak się tego oczekuje, region będzie się rozwijał od półtora do dwóch razy szybciej niż UE i będzie temu towarzyszy prawidłowy rozwój giełd, to także w tym segmencie będziemy mieli do czynienia ze zjawiskiem konwergencji" - powiedział Monson.
Według prognozy Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju (EBOiR) wzrost gospodarczy w regionie wyniesie w przyszłym roku 3,7 procent wobec 2,2 procent przewidywanych na ten rok. Z kolei w strefie euro wzrost ma wynieść 0,8 w tym i 1,8 procent w przyszłym roku.
"Niemal wszystkie spółki skorzystają z niższych stóp procentowych i czytelniejszych uregulowań prawnych, ale pytanie brzmi, czy ich zarządy będą potrafiły wykorzystać te zmiany by zwiększyć mizerne obecnie zyski" - powiedział Steffen Gruschka, zarządzający w funduszu spółek wschodnio-europejskich DWS w Frankfurcie.
Za najlepiej zarządzane w regionie uważane są firmy węgierskie, a w drugiej kolejności czeskie. Polska wyraźnie odstaje od tej dwójki.
ULUBIONE BANKI
Jako najlepszą inwestycję w regionie wymienia się posiadający w większości zagranicznych właścicieli sektor finansowy. Inwestorzy duże nadzieje wiążą między innymi z rynkiem hipotecznym, który powinien się dynamicznie rozwijać z powodu spadających kosztów kredytu i dużego, a niezaspokojonego popytu.
Wśród inwestycji, które mogą przynieść większe zyski niż średnio cały rynek wymienia się Pekao SA - największy polski bank notowany na giełdzie, węgierski OTP i czeski Komercni Banka.
"Zainteresowanie klientów procesem konwergencji na środkowoeuropejskich giełdach rośnie, więc możliwy jest napływ kapitału do regionu. Rynek jest jednak drogi i brakuje pewniaków" - powiedziała Benita Mikołajewicz, analityk z ING Securities w Londynie.
Ryzykowne pozostają inwestycje w regionalne firmy telekomunikacyjne, które mają problemy utrzymywać zyski z rynku połączeń stacjonarnych, który pozostaje ich głównym źródłem przychodów. Dodatkowo, w ramach postępującej deregulacji firmy te będą musiały radzić sobie z coraz większą konkurencją.
Firmy paliwowe zdane są z kolei na łaskę światowych cen ropy i ich sytuacji nie można rozpatrywać w oderwaniu od konfliktu bliskowschodniego. Z kolei sektor hi-tech może mieć nadzieję na duże kontrakty finansowane ze środków UE, ale ich wycena i tak już jest bardzo wysoka.
Według raportu Schroder Salomon Smith Barney akcje polskich firm hi-tech są obecnie sprzedawane z 23 procentowym dyskontem w porównaniu z ich odpowiednikami w Europie, jeżeli za podstawę wyceny weźmiemy prognozowany na 2003 roku stosunek EV/EBITDA (wartości przedsiębiorstwa do zysku operacyjnego powiększonego o amortyzację).
Wycena polskich spółek hi-tech jest już jednak równa wycenie ich odpowiedników w Wielkiej Brytanii.
"Zasadne byłoby wycenianie polskich spółek z 15-procentowym dyskontem do średniego EV/EBITDA w Europie, co pozostawia pewne pole do wzrostu cen" - powiedział Andrzej Kasperek, analityk warszawskiego oddziału SSSB.
Faworytem Kasperka w sektorze hi-tech jest Prokom Software, któremu bank wystawił rekomendację "ponad rynkiem, wysokie ryzyko".
((Reuters Serwis Polski, tel +48 22 653 9700, fax +48 22 653 9780, [email protected]))