Wszystko przez obawy, że rosnące koszty kredytów opóźnią odżycie światowej gospodarki. Inwestorzy z niepokojem śledzą też rozwój wypadków na amerykańskim rynku obligacji, gdzie ostatnio doszło do znaczącego wzrostu liczby zleceń ich sprzedaży i wzrostu oprocentowania do najwyższego poziomu od stycznia. Nastrojów nie poprawił tym razem wyższy niż oczekiwano wzrost wskaźnika nastrojów w gospodarce eurolandu. Dopiero optymistyczniejsze dane z USA o wzroście zamówień na dobra trwałego użytku i dodatnie otwarcie na NYSE zachęciły popyt do kontrataku, co zmniejszyło skalę strat.
Ciągle niepewna przyszłość sektora finansowego i kolejne spekulacje związane
z kolejką nowych instytucji żebrzących ponoć o państwową pomoc wymusiły silną
podaż akcji banków i ubezpieczycieli.
Na wartości traciły m.in. udziały
Deutsche Banku, Barclays, Credit Suisse oraz RSB.
Znów powody do narzekania mieli akcjonariusze spółek wydobywczych. Sprzeczne sygnały napływające z rynku surowcowego (a to o wzroście, a to o spadku popytu na miedź, ropę czy złoto) powodują, że wyceny akcji czołowych koncernów górniczych poddają się już od dłuższego czasu sporym wahaniom. Nie inaczej było w czwartek. Tym razem kursy spadały. W przypadku BHP Billiton czy Antofagasta przecena sięgała ponad 2 proc.
Momentami o ponad 14 proc. zniżkował kurs Wolseley. Brytyjski potentat sektora hydrauliczno-grzewczego przedstawił pesymistyczną prognozę, zakładając aż 80 proc. spadku zysku netto w bieżącym roku.
Po doniesieniach gazety Financial Times Deutchland mocno tracił Infineon
Technologies. Niemiecki producent mikroprocesorów poprosił rząd o gwarancję 500
mln EUR pożyczki.