Giełdy w Europie zamknęły się na czerwono

WST
opublikowano: 2009-05-28 18:08

Zapatrzeni w wydarzenia za Oceanem, gdzie w środę doszło na Wall Street do relatywnie silnych spadków, gracze na Starym Kontynencie przez większą część czwartkowej sesji pozbywali się akcji.

Wszystko przez obawy, że rosnące koszty kredytów opóźnią odżycie światowej gospodarki. Inwestorzy z niepokojem śledzą też rozwój wypadków na amerykańskim rynku obligacji, gdzie ostatnio doszło do znaczącego wzrostu liczby zleceń ich sprzedaży i wzrostu oprocentowania do najwyższego poziomu od stycznia. Nastrojów nie poprawił tym razem wyższy niż oczekiwano wzrost wskaźnika nastrojów w gospodarce eurolandu. Dopiero optymistyczniejsze dane z USA o wzroście zamówień na dobra trwałego użytku i dodatnie otwarcie na NYSE zachęciły popyt do kontrataku, co zmniejszyło skalę strat.

Ciągle niepewna przyszłość sektora finansowego i kolejne spekulacje związane z kolejką nowych instytucji żebrzących ponoć o państwową pomoc wymusiły silną podaż akcji banków i ubezpieczycieli.
Na wartości traciły m.in. udziały Deutsche Banku, Barclays, Credit Suisse oraz RSB.

Znów powody do narzekania mieli akcjonariusze spółek wydobywczych. Sprzeczne sygnały napływające z rynku surowcowego (a to o wzroście, a to o spadku popytu na miedź, ropę czy złoto) powodują, że wyceny akcji czołowych koncernów górniczych poddają się już od dłuższego czasu sporym wahaniom. Nie inaczej było w czwartek. Tym razem kursy spadały. W przypadku BHP Billiton czy Antofagasta przecena sięgała ponad 2 proc.

Momentami o ponad 14 proc. zniżkował kurs Wolseley. Brytyjski potentat sektora hydrauliczno-grzewczego przedstawił pesymistyczną prognozę, zakładając aż 80 proc. spadku zysku netto w bieżącym roku.

Po doniesieniach gazety Financial Times Deutchland mocno tracił Infineon Technologies. Niemiecki producent mikroprocesorów poprosił rząd o gwarancję 500 mln EUR pożyczki.