Globalna histeria ciągnie nas na dno

Adrian Boczkowski
opublikowano: 2008-10-13 00:00

Przeżyliśmy jeden z najgorszych tygodni w historii wszystkich giełd. Główne światowe indeksy osunęły się o ponad 20 proc., a piątkowa sesja ustanowiła na wielu rynkach nowy rekord dziennych spadków. Na GPW, gdzie w ciągu dnia WIG20 spadał ponad 13 proc., większe zniżki były jedynie w 1992 r. Wtedy jednak giełda nad Wisłą dopiero raczkowała i można było jej wybaczyć tak dużą zmienność.

W środę optymiści mogli świętować obronę 2100 pkt na WIG20 i wybicie do ponad 2200 pkt, ale to niedźwiedzie wciąż są górą. W ciągu rocznej bessy indeksy wielokrotnie odbijały się od ważnych wsparć, by potem z hukiem je przebić. Tak też stało się teraz, a fundamenty przestały się liczyć. W piątek WIG20 i WIG tąpnęły o 8,1 proc. Indeks blue chipów zakończył do tego tydzień poniżej 2 tys. pkt, choć amerykański DJIA i SP500 spadały pod koniec naszej sesji o 1 proc., a żaden nowy trup nie wypadł z szafy.

Tak fatalny tydzień dla posiadaczy akcji to skutek globalnych obaw o recesję i pogłębienie się kryzysu instytucji finansowych. Zdrowy polski sektor bankowy i wciąż szybko rosnąca nasza gospodarka nie miały tu nic do rzeczy. Po zachowaniu graczy widać, że mamy głęboką bessę. Dobre informacje są pomijane, a strach osiąga apogeum. Zatwierdzenie planu ratunkowego przez amerykański Kongres i wspólne działania głównych banków centralnych świata, które miały przywrócić płynność rynkom finansowym, nie poskutkowały. Brakuje zaufania. Paraliż rynku międzybankowego, którym rządzi strach, uderzył w wyceny polskich instytucji. Problemy z finansowaniem, mniej klientów i ogólnie negatywne nastawienie do branży to powody, dla których WIG-Banki zanurkował w tydzień o 17 proc. Podobnie ucierpiały notowania firm budowlanych i deweloperów, których perspektywy zysków wciąż się kurczą (mniejszy popyt przez droższe kredyty i zwalniającą gospodarkę).

Największy wpływ na spadek kursów miał odpływ zagranicznego kapitału, który dotknął wszystkie kraje z naszego regionu. Wyceny porównawcze naszych spółek spadają, co jeszcze bardziej nakręca wyprzedaż rodzimych papierów. Marnym pocieszeniem jest tu osłabiający się złoty, który nieco zwiększa atrakcyjność polskich walorów. Niestety, w USA dopiero rozkręca się spirala umorzeń jednostek funduszy akcyjnych, co może wywołać kolejne fale spadkowe.