Głowy lassem łowi

Rafał Kerger
opublikowano: 2007-08-14 00:00

Kłus, cwał. Turek. Ewa. Najbardziej znana bizneswoman-kowboj na nadwiślańskiej prerii.

Ewa Turek, łowca głów, partner zarządzający Novelty Consulting, rekrutującego specjalistów i menedżerów m.in. dla grup AXA, Nordea SEB TFI, IBM i Oki, na swoim Gringo pokonuje kolejną przeszkodę w drodze do finału mistrzostw Polski w westernowej jeździe konnej. Biznesmen jeżdżący konno nikogo nie dziwi. Bizneswoman-kowbojka w Polsce? Niewątpliwie coś.

Przygoda z końmi Ewy Turek, synowej aktora Jerzego Turka, popularnego Jarząbka z „Misia”, zaczęła się sześć lat temu.

— Po pierwszych lekcjach jazdy myślałam, że brakuje mi podejścia do koni. Jeden mnie nawet podgryzł — wspomina nasza bohaterka.

Po pewnym czasie okazało się, że jej obawy wynikały z niewiedzy.

— Stopniowo poznawałam konie. Dowiedziałam się między innymi, że te, na których się uczyłam, ze stajni rekreacyjnych, i na których jeździ wielu początkujących, są bardzo cwane. Kiedy wyczuwają żółtodzioba, wyprawiają z nim cuda, że hej. Droczą się. Potrzeba zdecydowania i spokoju, pokazania, kto tu rządzi. Wtedy pokornieją — opowiada Ewa Turek, która jest też instruktorem fitness i sternikiem jachtowym.

Mamo, to jest mustang

Kiedy konie stały się jej największą pasją, zdecydowała się kupić własnego.

— Gringo kupiłam od księdza z parafii w wiosce na ścianie wschodniej, skąd pochodzą moi rodzice — uśmiecha się Ewa Turek.

Na księdza koniuszego kowbojka trafiła przez znajomych. Skupował on po prostu zbędne okolicznym rolnikom źrebaki i konie. Uwielbiał patrzeć, jak wolne biegają po łące za oknem parafii.

— Żyły u niego niemal jak na wolności. Nie miały obowiązków. Gringo (tak go później nazwałam), gdy go odbierałam, wydawał się strasznie dziki. Nie chciał wejść do przyczepy. Wierzgał. Jego charakter od razu poznała moja córka Ola. Kiedy go zobaczyła, powiedziała: Mamo, to jest mustang — opowiada Ewa Turek.

Kawowemu Gringo, który wspólnie ze swoimi amazonkami (jeździ na nim także córka pani Ewy) jest gwiazdą klubu Rancho w Kozerkach pod Grodziskiem Mazowieckim, do mustanga wiele brakuje, ale nie musi nim być. Właściwymi końmi do stylu western i rodeo są american quarter horse. Rasa koni bardziej masywnych od startujących na normalnym parkurze. Rasę stworzono z myślą o wyścigach sprinterskich na krótkich dystansach, przede wszystkim dla potrzeb rywalizacji na ćwierć mili lub krótszej. Biegają nawet 55 mil na godzinę. Nazywane są również końmi Ameryki i tworzą najliczniejszą grupę na świecie. Zarejestrowanych jest ponad 3,2 mln sztuk.

— Gringo jest mieszańcem ras małopolskiej i fiord, bardzo podobnym do rasy quarter horse, dominującej w stylu western — tłumaczy Ewa Turek.

Kowbojki, dzwoniące ostrogi, pas z piekielnie bijącą po oczach srebrno-złotą klamrą (pośrodku koń w galopie), jednolite brązowe czapsy. Biała koszula w stylu country, z czerwonymi wstawkami, czerwony kapelusz. Gringo też w pełnym rynsztunku z westernowym siodłem z hormem.

— Czemu się uśmiechacie?

— Jesteśmy pod wrażeniem. Dziewczyna wprost z Teksasu.

— Styl western polega nie tylko na jeździe, lecz także na sposobie ubierania się. Nawet mój mąż się zaangażował, chociaż twierdzi, że na konia nie wsiądzie, bo mu za wysoko. Prowadzi konferansjerkę na zawodach i dobiera muzykę do przejazdów.

Przeszkody na farmie

Ewę Turek do westernowej jazdy przekonała trenerka Ewelina Zoń, u której trenuje wraz z córką od kilku lat. Po dwóch latach wspólnych treningów kowbojka i Gringo mają za sobą siódme miejsce w finale Mistrzostw Polskiej Ligi Western i Rodeo — 2006. Ubiegłoroczną podwójną mistrzynią Polski PLWiR w swojej kategorii wiekowej została córka naszej bohaterki.

Oficjalnych konkurencji mistrzostw Polski jest osiemnaście. Ewa Turek startuje w western trailu — punktowanej konkurencji technicznej. Jeździec pokonuje przeszkody, które może spotkać na co dzień na farmie. Na torze musi być ich minimum sześć. Trzy przeszkody są obowiązkowe: pokonanie bramki, cofanie między markerami i przejazd przez drągi (mogą one być ułożone w prostej linii, w zygzak lub podniesione). Reszta to przeszkody z listy przeszkód dowolnych, na przykład: woda, przenoszenie przedmiotów czy przejazd przez drewniany mostek.

Oprócz trailu do ciekawszych konkurencji należą także team penning, gdzie w 150 sekund trzyosobowy zespół musi odciąć od stada i zapędzić do zagrody trzy cielaki, czy calf roping — jeździec startuje po wypuszczeniu cielęcia z ogrodzenia i chwyta je na lasso (zwierzę w momencie rzutu musi być w ruchu). Są też starty szybkościowe, m.in. wyścig wokół trzech beczek (barrel racing) oraz slalom wokół tyczek (pole bending).

Wynik się liczy

W tym roku Ewa Turek spędza w klubie Rancho Kozerki więcej czasu niż w latach ubiegłych. Trenuje trzy razy w tygodniu. Chce wejść do finału VI Mistrzostw Polski PLWiR we Wrocławiu, które odbędą się na początku października. Pierwsze zawody, niemal w domu, bo właśnie pod Grodziskiem, już za nią. Rok temu po kwalifikacjach do turnieju finałowego była w swojej konkurencji na trzecim miejscu. Spadła na siódme, bo zżarła ją trema.

— Treningi są żmudną, ale zarazem satysfakcjonującą pracą, zwłaszcza kiedy procentują na zawodach. Gringo ma sześć lat i najlepszy wiek do zawodów jeszcze przed nim. Przyszłość przed nami. Jazda na koniu leczy mnie ze złego samopoczucia czy ze zmęczenia po pracy — zwierza się Ewa Turek.

W Polsce — wbrew światowym tendencjom — styl western i rodeo uprawia więcej kobiet niż mężczyzn. Czyżby nad Wisłą brakowało kowbojów? n

Tacy sami, a różni

Kowboje dzielili się na dwie grupy. Pierwszą tworzyli bogaci właściciele ziemscy — charros, rozpoznawalni po ubraniach przyozdabianych srebrem, a także wszelkich innych drogocennych ozdobach. Hodowla bydła i koni przynosiła im ogromne zyski. Systematycznie powiększali swoje posiadłości i szybko się okazywało, że sami nie podołają wszystkim obowiązkom. Zaczęli korzystać z usług kowbojów najemnych, nazwanych później vaqueros (hiszp. vaca — krowa). Pochodzili oni głównie z meksykańskiego chłopstwa. Wykonywali większość najcięższej pracy na ranczach. Pierwsi kowboje pojawili się w Ameryce w czasie kolonizacji, gdy Hiszpanie przywieźli do Meksyku bydło iberyjskie i konie andaluzyjskie.

Koń na cokole

Amerykanie poważnie traktują jazdę westernową. Przed siedzibą muzeum American Quarter Horse Association w Amarillo w Teksasie stoi sporych rozmiarów rzeźba jeźdźca na quarter horse. Zaprojektował ją Doug Israelsen. Organizacja powstała w 1940 r. w Forth Worth dla ochrony i propagowania tej amerykańskiej rasy koni. Ma 300 tys. członków.

Westernowe liczby

10

tys. Przynajmniej tyle trzeba mieć złotych, by zacząć się bawić w westernową jazdę konną.

3,5

tys. Od takiej kwoty zaczynają się ceny siodeł westernowych.

3

tys. Tyle Ewa Turek zapłaciła za Gringo. Okazyjnie oczywiście.

Rozpoznawalna twarz

Jerzy Turek debiutował w 1958 r. w filmie „Krzyż walecznych” Kazimierza Kutza. Odtąd zagrał w setkach filmów i spektakli teatralnych. Charakterystyczne role nieco zagubionych, sympatycznych ludzi zyskały mu uznanie publiczności i krytyków. U Kutza wystąpił w „Ludziach z pociągu” i w „Tarpanach”. Grał u największych, m.in. u Wojciecha Hasa w „Złocie” czy u Jerzego Skolimowskiego w „Barierze”. Znakomicie odnalazł się u Stanisława Barei w „Niespotykanie spokojnym człowieku” i w „Misiu” (trener Jarząbek). Zagrał również w serialach, m.in. w „Czterech pancernych i psie”, „Czterdziestolatku”, „Alternatywach 4” i w „Domu”. Obecnie kojarzony jest ze „Złotopolskimi”, gdzie gra listonosza.