MAGDALENA MARKIEWICZ
Kancelaria Prawna Chałas i Wspólnicy
Wielomilionowe kary, jakie może nałożyć na Polskę Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej, powinny wystarczająco zachęcić do kompleksowego uregulowania kwestii GMO (organizmów genetycznie zmodyfikowanych) w rodzimych regulacjach. Polski ustawodawca długo bronił się przed prawidłową transpozycją dyrektyw dotyczących GMO. Jednak debata, która odbyła się 8 lutego w Pałacu Prezydenckim, wskazała na pilną potrzebę uregulowania tej kwestii w polskim prawie.
Kraje unijne nie mogą zakazywać ani utrudniać wprowadzenia do obrotu GMO. Wprowadzanie na rynek produktów GMO, transgraniczne przemieszczanie się czy wymogi dotyczące etykietowania są szeroko regulowane w UE. Polska dotychczas nie skorzystała z wcześniejszej możliwości zastosowania ograniczeń w zakresie GMO, których wprowadzenie umożliwiało prawo unijne. Nie przyjęto przepisów m.in. dotyczących współistnienia upraw konwencjonalnych i upraw GMO oraz możliwości wprowadzenia tymczasowego ograniczenia lub zakazu stosowania i sprzedaży konkretnego GMO, który mógłby zagrażać zdrowiu lub środowisku.
Aktualnie toczą się przeciwko Polsce trzy postępowania w związku z naruszeniami prawa unijnego w dziedzinie GMO. W jednym z nich wyrok został już wydany. TSUE orzekł, że ustanowiony w ustawie o nasiennictwie zakaz swobodnego obrotu materiałem siewnym genetycznie zmodyfikowanym i zakaz włączania odmian GMO do krajowego rejestru odmian narusza prawo UE. Nowa ustawa o nasiennictwie, która w założeniu miała m.in. wykonywać ten wyrok, ostatecznie nie weszła w życie.
Jeżeli Polska nie wykona wyroku, TSUE może wymierzyć dotkliwe kary finansowe w postaci ryczałtu minimalnego w kwocie 3 mln 610 tys. EUR oraz dodatkowo okresową karę pieniężną w kwocie od 4,3 tys. EUR do 260 tys. EUR. W podobnej sprawie przeciwko Francji trybunał wymierzył karę 10 mln EUR.