Gorące krzesła w węglu i w energetyce

Magdalena GraniszewskaMagdalena Graniszewska
opublikowano: 2015-10-06 22:00

W węglu miały być trzy konkursy, a będzie jeden. W energetyce korekty zarządu, po Tauronie, dotknęły Energę.

Jeśli ktoś dopieszczał CV, które zamierzał złożyć w którymś z trzech konkursów na stanowiska węglowych prezesów i wiceprezesów, to może na chwilę odpuścić. Dwa z nich zostaną prawdopodobnie unieważnione. Trzeci wprawdzie się odbędzie, ale raczej nie da perspektyw stabilnego zatrudnienia.

W węglu jeden konkurs

Mowa o konkursach ogłoszonych przez Węglokoks Rybnicki Okręg Wydobywczy (wczoraj minął termin zgłaszania kandydatur), Kompanię Węglową (KW) (termin mija 8 października) i w Jastrzębskiej Spółce Węglowej (JSW), (14 października).

Dwa pierwsze konkursy straciły rację bytu, po tym jak rząd zrezygnował z utworzenia Nowej Kompanii Węglowej (NKW), która miała być filarem planu ratunkowego dla bankrutującej Kompanii Węglowej. To właśnie Węglokoks ROW miał się przeistoczyć w NKW i przejąć od KW 11 kopalni uznawanych za perspektywiczne.

Dlatego potrzebne były dwa konkursy. Logika nakazywała oczekiwać, że prezesem Węglokoks ROW zostanie Krzysztof Sędzikowski, czyli obecny prezes KW, od grudnia realizujący plan naprawczy. Pozostawiona przez niego KW, okrojona w zasadzie do zarządzania nieruchomościami i usługami, miała znaleźć sobie nowego szefa. Rząd zmienił jednak plany i teraz zamierza wnieść całą KW do Towarzystwa Finansowego Silesia.

— Oba konkursy zostaną unieważnione — powiedziano nam nieoficjalnie, a oficjalnych informacji na temat statusu obu konkursów brak. Odbędzie się natomiast prawdopodobnie konkurs na stanowiska w zarządzie JSW. Firma potrzebuje prezesa po tym, jak poprzedni, Edward Szlęk, zrezygnował z przyczyn zdrowotnych.

Problem w tym, że kandydaci muszą się zgłosić na 10 dni przed wyborami parlamentarnymi, które tradycyjnie przekładają się na zmiany w zarządach spółek kontrolowanych przez skarb państwa. Na dodatek kadencja nowo wybranego prezesa i tak zakończy się w maju, bo „wchodzi” w kadencję poprzednika. Może to zniechęcać poważnych kandydatów.

W energetyce dużo spekulacji

Zmiany kadrowe widać też w państwowej energetyce, choć na próżno szukać tam trwających konkursów. Wczoraj do zarządu Energi dołączył Waldemar Kamrat, oddelegowany z rady nadzorczej, do której trafił ledwie w zeszłym tygodniu. Nie trafił tam w wyniku konkursu — powołał go po prostu minister skarbu Andrzej Czerwiński.

Nasz rozmówca, zbliżony do rady nadzorczej Energi, przekonuje, że rolą Kamrata jest poprawa współpracy poszczególnych członków zarządu, bo dzielą ich konflikty. To misja, za którą spółka zapewne zapłaci — w 2014 r. członkowie zarządu Energi zarabiali po 900 tys. zł rocznie, co w przeliczeniu na miesiąc daje 75 tys. zł.

Zmiany w Enerdze, a wcześniej w Tauronie (wymieniono cały zarząd za to, że opornie podchodził do zakupu nierentownej kopalni Brzeszcze), podsycają spekulacje dotyczące zmian w pozostałych państwowych firmach energetycznych. Zwłaszcza że na czwartek przewidziano spotkanie rady nadzorczej Enei, a na piątek PGE.

Nasi rozmówcy wskazują jednak, że w programie spotkań nie ma punktów o zmianach w zarządzie. Można je wprawdzie wprowadzić w trakcie posiedzenia, ale wymaga to 100-procentowej obecności członków rady. Trudno by było wskazać powody do ewentualnych zmian w Enei i w PGE. Obie firmy deklarują wsparcie dla kluczowego dla ministerstwa planu ratowania polskiego górnictwa. Enea planuje przejęcie prywatnej kopalni Bogdanka i interesuje się państwowym Katowickim Holdingiem Węglowym. PGE zapowiedziała z kolei, że przeanalizuje ewentualne inwestycje w TF Silesia. © Ⓟ