Co wspólnego ma Azja z polską czekoladą? Jak się okazuje — całkiem sporo. Wzmożony popyt podniósł ceny masła kakaowego w niektórych państwach z 4 tys. USD za tonę do ponad 7 tys. USD w ciągu zaledwie ostatnich sześciu miesięcy. Natomiast średnia, podawana przez giełdę holenderską (dane zbierane z różnych krajach), urosła z 2,6 tys. EUR do 4,25 tys. EUR. Wyższe ceny obowiązują i naszych producentów. Cenę winduje jednak nie tylko Azja, ale również popyt w pogrążonej recesją Europie, która wcale nie zrezygnowała z konsumpcji prawdziwej czekolady dla wyrobów czekoladopodobnych.



Co zrobić z kakao
Na początek jednak trochę technologii. Z ziarna kakao otrzymuje się miazgę kakaową. Następnie z niej (po tłoczeniu w prasie) powstaje mniej więcej taka sama ilość tłuszczu (masła) i kuchu kakaowego, który po zmieleniu jest proszkiem kakao (takim, jaki rozpuszcza się, aby zrobić kakao do picia). Do produkcji czekolady używane są jednak pierwsze dwa półprodukty, czyli miazga kakaowa i tłuszcz oraz — w zależności od rodzaju czekolady — dodatki, takie jak cukier czy mleko. Pozostaje więc jeszcze sprzedać kuch kakaowy.
— Ceny masła kakaowego są wywindowane nie tylko przez rosnący popyt ze strony przemysłu cukierniczego, ale też inne gałęzie branży spożywczej i kosmetycznej. Dodatkowo doszło do zmiany struktury popytu, której się nikt nie spodziewał. Branża była przekonana, że w związku ze spowolnieniem gospodarczym popyt na wyroby czekoladowe nie będzie rósł, ale rośnie. W efekcie producenci zgłaszają coraz większe zapotrzebowanie na masło kakaowe, ale nie na kakao — mówi Dariusz Orłowski, prezes Wawelu.
Dlatego, tłumaczy prezes cukierniczej spółki giełdowej, dostawcy surowców próbowali sprzedawać tłuszcz razem z kuchem kakaowym.
— Ponieważ jednak zainteresowanie takim pakietem było niskie, odbili to sobie odpowiednią podwyżką na maśle kakaowym,żeby wyrównać straty ze spadku ceny kakao — wyjaśnia Dariusz Orłowski.
Zdaniem Marka Przeździaka, prezesa Stowarzyszenia Polskich Producentów Wyrobów Czekoladowych i Cukierniczych Polbisco, problem producentów polega na tym, że nie są w stanie zastosować zamiennika masła.
— Miałoby to wpływ na smak i jakość produktu, a sam koszt wymiany opakowań [w związku z zamieszczeniem informacji o nowym składzie — red.] byłby również bardzo wysoki — twierdzi Marek Przeździak.
Minimum 5 proc. w górę
Czy należy się więc spodziewać podwyżek cen?
— Masło kakaowe to około 20 proc. kosztów produkcji czekolady. Będą więc musiały nastąpić korekty cen u wielu producentów, zwłaszcza że większość przemysłu nie ma zapasów surowców. Minimalna wartość takiej podwyżki to 5 proc. — mówi Dariusz Orłowski. Argumentem za podwyżkami jest również drożejące mleko w proszku.
— Dla producentów to kolejny nieplanowany koszt, z którym będą musieli się zmierzyć. Biorąc pod uwagę niską średnią rentowność branży na poziomie 4-5 proc. (według GUS), ceny gotowych produktów będą musiały niestety wzrosnąć — tłumaczy Marek Przeździak.
Branża nie obawia się, że wyższe ceny zniechęcą konsumentów do czekolady.
— Konsument w Polsce wciąż jest przyzwyczajony do jak najniższych cen, co widać po walce detalistów. Widzimy to w każdej kategorii artykułów żywnościowych, również w słodyczach. Producenci szukają oszczędności czasem kosztem jakości produktów. Prawdziwą czekoladę można oczywiście podrobić, stosując zamiast masła kakaowego tłuszcz roślinny i proszek kakaowy, ale wtedy smakuje jak wyrób czekoladopodobny. Tymczasem w czasie gorszej koniunktury konsumenci chcą sobie wynagrodzić tabliczką czekolady najwyższej jakości np. to, że nie mogą kupić nowego samochodu czy pralki. Dlatego nie zamierzamy oszczędzać na surowcach — mówi Witold Ziobrowski, dyrektor zarządzający Lotte Wedel.
Świat zje w tym roku 7,4 mln ton wyrobów czekoladowych, czyli 2 proc. więcej niż rok wcześniej. Konsumenci zapłacą za nie około 110 mld USD.