Gospodarka USA czeka na efekty wojny

Wiktor Krzyźanowski
opublikowano: 2003-05-15 00:00

Kiepska koniunktura gospodarki USA ma znaczenie nie tylko dla Amerykanów. Istnieje bowiem zależność, według której dopiero silne ożywienie w Stanach powoduje poprawę sytuacji w Europie, a w konsekwencji i w Polsce. Niestety, oznak ożywienia amerykańskiej gospodarki wciąż nie widać.

Najgorsza sytuacja panuje na amerykańskim rynku pracy. W ostatnich miesiącach przedsiębiorstwa zlikwidowały pół miliona miejsc pracy i nic nie wskazuje, by sytuacja miała się poprawić. W kwietniu firmy zwolniły o 48 tys. pracowników więcej, niż zatrudniły nowych. Dlatego pogarsza się aktywność w przemyśle. Co prawda po zakończeniu wojny w Iraku poprawiły się nastroje amerykańskich konsumentów, jednak wskaźnik je opisujący nadal znajduje się poniżej poziomów z lata ubiegłego roku. Amerykanów niepokoi przede wszystkim właśnie sytuacja na rynku pracy.

Poprawa nastrojów konsumentów nie przełożyła się na wzrost sprzedaży w handlu detalicznym. A wydatki gospodarstw domowych muszą zacząć rosnąć, by przekonać przedsiębiorstwa, że warto zwiększać produkcję i przyjmować nowych pracowników. Popyt jest jednak słaby, co powoduje m.in., że presja inflacyjna w gospodarce nie przestaje słabnąć, a to niepokojąco przybliża niebezpieczeństwo deflacji.

Pozytywnym zjawiskiem dla amerykańskiej gospodarki są utrzymujące się na stosunkowo niskim poziomie ceny ropy. Rosną także indeksy giełdowe, głównie jednak za sprawą wyników spółek za pierwszy kwartał, które okazały się zgodne z obniżonymi prognozami. Jednak rynek papierów dłużnych nie podziela optymizmu giełdy — inwestorzy nadal liczą, że spowolnienie jeszcze się przeciągnie, a bank centralny zdecyduje się na cięcie stóp. Rynek kontraktów terminowych widzi ponad 60 proc. szans na obniżkę stóp jeszcze tego lata.

Ten negatywny obraz nie uwzględnia jednak bardzo ważnego czynnika — skutków wojny w Iraku. Najbliższe miesiące pokażą, czy szybkie zwycięstwo koalicji przyczyni się do wzrostu amerykańskiej gospodarki, czy też trzeba będzie szukać innych recept — jak choćby proponowany przez administrację prezydenta Busha plan zdecydowanej obniżki podatków.