GPW była we wrześniu lepsza od zachodnich rynków

Sebastian Gawłowski
opublikowano: 2002-10-01 00:00

Warszawska giełda była we wrześniu oazą spokoju na tle silnie tracących zachodnich rynków akcji. Okazji do zarobku było jednak niewiele, a inwestorzy powstrzymywali się od jakichkolwiek ruchów na parkiecie. Ostatni kwartał roku powinien być lepszy — twierdzą analitycy.

Wrzesień był dużo słabszym miesiącem dla inwestorów niż sierpień. Co prawda, mimo głębokiej przeceny na światowych giełdach, indeksy na warszawskiej giełdzie pozostawały stabilne, jednak okazji do zarobku było naprawdę niewiele. Tylko dwie spółki z indeksu WIG 20 osiągnęły dodatnią stopę zwrotu. Giełdowy marazm udzielił się przy tym inwestorom, którzy, sądząc po obrotach, niechętnie podejmowali jakiekolwiek decyzje odnośnie do składu swoich portfeli. Analitycy są jednak zdania, że mamy do czynienia z ostrożną akumulacją papierów wartościowych w oczekiwaniu na wzrosty w czwartym kwartale.

Ostatni miesiąc, który inwestorom tradycyjnie kojarzy się z silnymi spadkami, tym razem nie spowodował wielkich spustoszeń w ich portfelach. W porównaniu z innymi parkietami, gdzie korekta zniosła je na poziomy nie notowane od 6 lat, spadki indeksów miały praktycznie kosmetyczny charakter (np. WIG 20 stracił 7 proc.). Coraz więcej specjalistów uważa, że ujemna korelacja rodzimego rynku względem zachodnich parkietów może być efektem spokojnej akumulacji walorów polskich spó- łek w obliczu spodziewanej poprawy koniunktury w końcówce roku.

— Akumulacja akcji trwa już od sierpnia. Stroną popytową są przede wszystkim rodzimi inwestorzy instytucjonalni, ale również zachodni gracze ostrożnie wchodzą na giełdy środkowoeuropejskie. Powszechne jest oczekiwanie na poprawę sytuacji gospodarczej oraz wzrosty w czwartym kwartale — mówi Dariusz Nawrot, analityk BM BPH PBK.

Z kolei Alfred Adamiec, doradca inwestycyjny, dodaje, że akumulacja akcji na GPW następuje znacznie wcześniej niż na giełdach rozwiniętych ze względu na płytkość naszego parkietu.

Trudno jednak tę akumulację zauważyć w poziomie obrotów, które rzadko przekraczały poziom 100 mln zł. Powszechny marazm, niewielkie wahania kursów akcji i malejąca aktywność handlujących zdecydowanie psują obraz spokojnego rynku i obniżają jego atrakcyjność.

Rodzima giełda nie była w stanie całkowicie zignorować fatalnej koniunktury światowej. Wśród mocno przecenionych walorów znalazły się ponownie spółki technologiczne. Znaczne straty ponieśli wiodący integratorzy: Softbank, Prokom i Computerland. Dla głównego indeksu WIG 20 ma to jednak coraz mniejsze znaczenie. Po wykluczeniu z niego Elektrimu i Netii znacznie zmniejszył się wpływ tego sektora na zachowanie wskaźnika, a reprezentanci starej gospodarki są mniej podatni na giełdową bessę.

— Kurs TP SA zdyskontował bessę, ale gdyby spółka miała większe długi, jej wycena byłaby teraz wyraźnie niższa. Indeks jest mniej podatny na sytuację na świecie, gdyż najcięższe firmy, z Pekao i PKN na czele, nie są związane z sektorem technologicznym — ocenia Radosław Solan, doradca inwestycyjny BDM PKO BP.

Zdaniem specjalistów, gracze powstrzymują się z wyprzedażą polskich akcji, gdyż kursy wielu spółek znalazły się już na atrakcyjnym poziomie z fundamentalnego punktu widzenia. Gdyby nie wysoki stopień ryzyka, zapewne już wcześniej wzięliby się za zakupy. Ostatni kwartał roku daje przy tym nadzieję na korzystną dla inwestorów zmianę trendu i większe zyski. Sugerowałyby to dane historyczne.

— Nawet spadek poniżej ubiegłorocznych minimów nie powinien spowodować paniki. Paradoksalnie — może to być klasyczny sygnał końca bessy — przewiduje Dariusz Nawrot.