GPW ponownie w czerwonych barwach

Waldemar Borowski
opublikowano: 2009-01-15 17:02

Warszawski parkiet kontynuuje czerwoną serię. Tym razem jednak zarysowała się chęć obrony rynku przez stronę popytową. Na przeszkodzie udanego finiszu stanęły tylko fatalne nastroje na Wall Street.

Dzisiejsza sesja na GPW rozpoczęła się od umiarkowanych spadków, ale okazało się to tylko preludium do potwierdzenia siły podaży. Wystarczyło pogorszenie nastrojów na głównych parkietach Europy, aby WIG20 rozpoczął pogoń za najgorszymi indeksami w Moskwie i Sofii. Rano motorami zniżek ponownie stały się banki, którym tym razem, w tej mało zaszczytnej roli, przewodził BRE Bank. Wpływ na kiepskie nastroje wokół branży finansowej miało przekazanie wstępnych wyników przez ING za IV kw. Znaczne obniżenie ubiegłorocznego zysku bank tłumaczył zaktualizowaniem portfela obligacji Skarbu Państwa. To jednak nie znalazło zrozumienia u analityków, którzy przyjęli wyniki z dezaprobatą.

Zarysowała się jednak mniejsza agresja sprzedających, co dało się zauważyć po niższym wolumenie na papierach PKO BP. Warszawscy inwestorzy wykorzystali ocieplenie na europejskich rynkach oraz przyzwoite zachowanie kontraktów na Wall Street, aby spróbować zniwelować poranne straty. Taka reakcja była do przewidzenia już przed sesją, bo trudno, aby po 6 dniach nieprzerwanych spadków, byki nie szukały swej szansy w decyzji EBC i nie zagrały pod ewentualną poprawę na amerykańskim rynku pracy. Poprzednie dwa odczyty zaskoczyły pozytywnie i tym razem też można było żywic cień nadziei, że liczba tzw. nowych bezrobotnych okaże się też niższa od prognoz. Rynek również liczył, że przyspieszona publikacja raportu JP Morgan Chase może oznaczać zyski tego banku w poprzednim kwartale.

Największe polskie banki dokonały po 2 godzinach handlu woltę o 180 stopni i z maruderów stały się liderami broniącymi naszego najważniejszego indeksu. Skutecznie wspomagał je KGHM. Inwestorzy zauważyli zmianę na wycenach konkurentów lubińskiego kombinatu na londyńskiej giełdzie. Wszystkie górnicze spółki, z Rio Tinto i Xstratą na czele, obrały tam zdecydowany kurs na północ, ale wraz z upływem czasu ich determinacja wyraźnie słabła.

JP Morgan Chase nie zdruzgotał rynku wynikami. Okazało się, że zarobił w poprzednim kwartale ponad 700 mln USD (7 centów na akcję) i podtrzymał ubiegłoroczną serię zysków. Agresywna działalność tego amerykańskiego banku na „emerging markets” na pewno wspomogła to „osiągnięcie”. Taki rezultat trudno uznać za sukces, jednak przy obecnych kłopotach sektora finansowego, rynki musiały przyjąć go z zadowoleniem. To rozbudziło  nadzieje, że jutrzejszy, również przyspieszony, raport Citigroup także zaskoczy pozytywnie i jego strata nie będzie tak gigantyczna, jak się powszechnie uważa.

ECB nie sprawił zawodu i obniżył stopy procentowe o 50 pkt. bazowych. Taki ruch był jednak przewidywalny prawie w 100 proc., po spadku inflacji do 1,6 proc., czyli znacznie poniżej celu inflacyjnego. Z kolei liczba wniosków o zasiłek tzw. nowych bezrobotnych tym razem nie zaskoczyła i okazała się bliska prognoz (wzrost o 54 tys. do 524 tys.).

Do pozytywnego finału dzisiejszych notowań potrzebne były jeszcze dobre wiadomości korporacyjne. Zamieszanie na tym polu wprowadziła Eli Lilly. Farmaceutyczny koncern przekazał informacje  o wypłacie odszkodowania za działanie jednego ze swych leków w wysokości 1,42 mld USD. Swoje 3 grosze dorzuciły UBS i HSBC posądzane o wyższe straty związane z zaangażowaniem w funduszach Madoff’a niż pierwotnie przypuszczano.

Ujemne otwarcie na Wall Street nie pomogło stronie popytowej na GPW. Fruwające koszyki zleceń sprzedaży dokonały dzieła zniszczenia i WIG20 zakończył notowania spadkiem o 0,99 proc. Honoru blue chipów broniły dzisiaj Asseco, KGHM i spółki medialne. Fatalną passę kontynuują banki, które wyraźnie nie mogą znaleźć dla siebie oporu. Na szerokim rynku wyróżnił się dzisiaj Petrolinvest fundując akcjonariuszom prawdziwą „jazdę po bandach”.