Poniedziałkowa sesja w USA była wyraźnym ostrzeżeniem dla obozu niedźwiedzi, że byki nie złożyły broni i nie mają zamiaru rezygnować z dalszego prowadzenia rynku do góry, choć dobrych informacji wcale nie było dużo. Wydatki Amerykanów w marcu co prawda wzrosły, ale mniej niż prognozowano. Jeśli chodzi o raporty spółek, właściwie tylko Procter & Gamble i McDonalds podały lepsze od prognoz wyniki. Sektor finansowy rósł z powodu ostatecznego zamknięcia sprawy naruszania prawa o obrocie akcjami przez kilka instytucji. Wszystko byłoby w porządku, tylko ten wolumen... Jeśli indeksy mają pokonać poprzednie szczyty, to przy ich przełamywaniu wolumen powinien wzrastać. Tymczasem w poniedziałek spadł. Trzeba pamiętać, że ostatnie dni są nietypowe, bo to koniec miesiąca i wzrosty indeksów są na rękę wszystkim funduszom („windows dressing”).
Inwestorzy w Eurolandzie nadal kupowali akcje. Spółki, o których pisałem wczoraj, podawały bardzo zróżnicowane wyniki kwartalne. To jednak pozwalało indeksom wzrastać, chociaż euforii nie było widać, a opory techniczne w czasie naszej sesji pozostały nienaruszone.
Dziś po raz pierwszy od długiego czasu rynki będą miały okazję poznać poglądy na temat gospodarki amerykańskiej Alana Greenspana, szefa amerykańskiego banku centralnego. O godzinie 16.00 przemówi on w Kongresie USA. Nie oczekiwałbym zbyt wiele po tym wystąpieniu. Inwestorzy będą jednak na nie czekali, bo przecież nigdy nie wiadomo, jak zareaguje na nie rynek amerykański.
Będą również raporty kwartalne spółek (AstraZeneca, Cirrus Logic, Deutsche Bank, GlaxoSmithKline, Goodyear i Schering). Rynek dostanie sporo danych makro, ale przede wszystkim z Eurolandu, a wiadomo, że w krótkim okresie nie to się liczy dla inwestorów na świecie. Około 9.00 dowiemy się, jakie było bezrobocie we Francji w marcu (prognoza 9,2 proc.) oraz indeks nastroju konsumentów (prognoza: minus 28,4 pkt). O 12.00 dotrze na rynek cała fala danych. Będą to kwietniowe indeksy ze strefy euro: klimatu biznesu (prognoza minus 0,5 pkt), nastroju biznesu (minus 11,4 pkt), nastroju konsumentów (minus 19,5 pkt) i nastroju w gospodarce (98,1 pkt). Nie muszę zapewne dodawać, że oczekiwana jest poprawa w stosunku do poprzedniego miesiąca. Wreszcie o 16.00 z USA dostaniemy indeks określający aktywność gospodarki w rejonie Chicago (prognoza: 48,5 pkt). Ten ostatni raport w połączeniu z wystąpieniem Alana Greenspana ustali kierunek ruchu indeksów na świecie.
W Polsce początek sesji był pozytywny, ale potem było już bardzo słabo. Fatalnie zachowywał się sektor bankowy. Gdyby nie TP SA i PKN Orlen, byłoby jeszcze gorzej. Trudno wytłumaczyć aż tak złe zachowanie rynku. Gdyby był tylko nieco słabszy od giełd światowych, to nie byłoby dziwne przed długim weekendem i w okresie oczekiwania na wyniki spółek. Znajduję trzy prawdopodobne powody takiego zachowania. Pierwszy to oczekiwanie na słabe wyniki banków. Drugi to zaniepokojenie, że referendum akcesyjne nie przyniesie odpowiedniej frekwencji. Zeznania premiera nie zmieniły sytuacji politycznej. Nie widzę możliwości, by w tej sytuacji złożył dymisję przed referendum i w związku z tym można mieć poważne obawy, jeśli chodzi o frekwencję.
I wreszcie trzeci powód – inwestorzy często wyprzedają akcje nie w ostatnim dniu przed długim weekendem, ale dzień wcześniej. Gdyby ten ostatni powód był głównym, to dzisiaj w drugiej połowie sesji powinniśmy już mieć wzrosty, bo ci, którzy chcieli sprzedać, już by to zrobili. Można tylko zazdrościć węgierskiemu rynkowi. Realizacja zysków po referendum skończyła się bardzo szybko i BUX rozpoczął marsz w górę. To powinno dać do myślenia zarządzającym naszych funduszy. Dzisiaj aktywność powinna być już bardzo ograniczona i pozostaje czekać, czy wypełni się ten optymistyczny scenariusz. Jeśli tak, to nie będzie można spodziewać się dalszych spadków indeksów po weekendzie.
