Gratom dziękujemy

Małgorzata Grzegorczyk
opublikowano: 11-12-2006, 00:00

Od 2007 r. inwestorzy nie dostaną pomocy publicznej za używane maszyny sprowadzane do Polski. Szczęście w nieszczęściu:

w Czechach i na Słowacji też.

 

Komisja Europejska zrobiła psikusa inwestorom, którzy myślą o przenoszeniu produkcji z Europy Zachodniej do nowych państw członkowskich. Od 1 stycznia 2007 r. duże przedsiębiorstwa (zatrudniające ponad 250 osób i mające roczne obroty wysokości ponad 50 mln EUR) nie dostaną pomocy publicznej za takie maszyny.

Problem jest

Problem dotyczy sporej części firm.

— Mamy obecnie około 15 klientów. 20-25 proc. z nich przenosi do Polski produkcję z Wielkiej Brytanii, Irlandii, Niemiec czy Francji i myśli o sprowadzeniu używanych maszyn. Myślę, że zmiana przepisów to poważna kwestia. W przyszłości część firm może szukać innych lokalizacji, np. na Ukrainie, choć warunki inwestycyjne są tam zupełnie inne, lub w ogóle zrezygnować z przenoszenia działalności — mówi Con Murphy, dyrektor generalny PM Group Polska, spółki inżyniersko-projektowej, która w Polsce zatrudnia 225 osób.

Najdłużej wykorzystywane są linie produkcyjne i maszyny w sektorach: żywnościowym, samochodowym, kosmetycznym czy artykułów higienicznych. Co na to inwestorzy?

— Mówi się trudno. Nie mamy jeszcze szczegółowego planu dotyczącego inwestycji, jednak zamierzamy przenieść pewne linie produkcyjne z zamykanych zakładów do Moleksu — podsumowuje Andrzej Durdyn, szef Moltech Polska, producenta wiązek kablowych z amerykańskiej grupy Molex, który chce zainwestować 20 mln EUR w rozbudowę zakładu w Sulęcinie.

Nie przenoszą?

Szefowie stref spokojnie podchodzą do zmian.

— Nie mam ani jednego klienta, który by przeniósł fabrykę i nie kupił nic nowego. Może dwie firmy (na 130 — przyp. red.) połowę parku maszynowego przeniosły i odnowiły. To dobrze, że te zasady wchodzą w życie dopiero teraz, im później, tym mniejsze mają znaczenie. Cieszę się, że dla małych i średnich reguły pozostają niezmienione — podkreśla Piotr Wojaczek, prezes Katowickiej SSE.

— Z naszego doświadczenia wynika, że ostatnio najwięksi inwestorzy, jak MAN czy Donnelley instalują zupełnie nowe maszyny. Jednak duzi inwestorzy powinni dostać inną zachętę — uważa Cezary Tkaczyk, wiceprezes SSE Starachowice.

Nie chcemy złomu

Ale są osoby zadowolone ze zmiany obliczania kosztów kwalifikowanych do objęcia pomocą publiczną.

— Przenoszenie produkcji na zasadzie sprowadzenia do Polski używanych maszyn staje się nieuzasadnione. I dobrze, bo nie jesteśmy złomowiskiem — uważa Teresa Korycińska z departamentu instrumentów wsparcia w Ministerstwie Gospodarki.

Na szczęście nowe zasady obowiązują na terenie całej Unii Europejskiej, więc nasi najgroźniejsi rywale też tracą.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Małgorzata Grzegorczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Świat / Gratom dziękujemy