W czasach hossy deweloperzy niemal na wyścigi kupowali grunty. Z obawy przed tym, że nie będą mieli na czym budować kolejnych osiedli mieszkaniowych, magazynów, biurowców czy centrów handlowych, dla wielu z nich cena przestała grać rolę, a ważne było tylko to, aby stworzyć bogaty bank ziemi. Potem, kiedy nastał kryzys, nie byli w stanie sprzedać mieszkań wybudowanych na drogich gruntach. Przed kryzysem ziemia stała się również atrakcyjnym źródłem dochodu dla prywatnych inwestorów. Spora grupa osób decydujących się na przeprowadzkę z miasta na wieś chętnie kupowała działki pod zabudowę jednorodzinną. Taka sytuacja doprowadziła do nienaturalnego wywindowania cen gruntów zarówno inwestycyjnych, jak i rolnych w całym kraju. Inwestując w ziemię, należy jednak pamiętać, że zakup gruntu rolnego nie jest sposobem na szybki zarobek. Proces odrolnienia i przygotowania działki tak, aby można ją było odsprzedać inwestorom pod budownictwo, czy to mieszkaniowe, czy komercyjne, wymaga wielu długotrwałych i skomplikowanych procedur.

Ostudzony zapał
Polski rynek gruntów inwestycyjnych ucierpiał w wyniku kryzysu w latach 2008-09. Deweloperzy wstrzymali realizację większości projektów i pozostali z zapasami ziemi na kilka lat. Zainteresowanie kupnem działek spadło niemal do zera. Nadwyżka podaży nad popytem spowodowała stagnację. Zależnie od lokalizacji grunty staniały nawet o 20-30 proc., nie było mowy o tym, aby zarabiać na ich odsprzedaży, bo można było jedynie stracić. Taka sytuacja okazała się idealna dla tych, którzy zaoszczędzili trochę gotówki i mogli sobie pozwolić na kupno działki i odczekanie kilkunastu miesięcy na zysk. Już pierwsza połowa 2010 r. przyniosła niewielką poprawę, a inwestorzy ponownie zainteresowali się polskim rynkiem. Firmy są w dobrej kondycji i mają lepszy dostęp do kredytów. W związku z tym na rynku odnotowano pierwsze duże transakcje kupna — sprzedaży działek. Ponieważ deweloperzy mają wiele gruntów, skupiają się obecnie raczej na budowie mniejszych obiektów w atrakcyjnych lokalizacjach.
Inwestycje wracają do łask
Podczas spowolnienia gospodarczego najbardziej spadły ceny działek pod inwestycje mieszkaniowe. Jednak wraz z ożywieniem tego rynku i jego powolną stabilizacją, zwłaszcza w Warszawie, grunty znowu drożeją. Ceny minimalne za działki w centrum stolicy wzrosły o 22 proc., a poza Śródmieściem o 25 proc. w porównaniu z cenami z końca 2009 r.
W wielu stolicach regionów ceny działek pod zabudowę biurową spadły w wyniku niskiego popytu. Małe zainteresowanie inwestycjami biurowymi to efekt wysokiego odsetka pustostanów w niektórych miastach, np. w Katowicach i Łodzi. W Warszawie sytuacja jest inna — widać duże zainteresowanie gruntami pod inwestycje biurowe. Stolice regionów będą musiały natomiast jeszcze poczekać na ożywienie tego rynku.
Zwiększa się natomiast zainteresowanie dobrze położonymi gruntami pod obiekty handlowe w miastach powyżej 50 tys. mieszkańców. W dużych miastach zainteresowanie działkami pod zabudowę handlową jest mniejsze, głównie ze względu na wyższy stopień nasycenia rynku takimi obiektami. Mimo to kilku inwestorów poszukuje gruntów pod duże centra handlowe w największych ośrodkach miejskich.
Rynek nieruchomości gruntowych przeznaczonych pod zabudowę magazynową i przemysłową ustabilizował się pod względem cen i aktywności inwestorów. Deweloperzy są najbardziej zainteresowani gruntami o powierzchni 5-7 ha oraz większych — do 12-15 ha, jednak w obu przypadkach zainteresowani zakupami są jedynie ci deweloperzy, którzy mają do zbudowania obiekty przeznaczone dla konkretnego najemcy.
— Jednak i na tym rynku widoczne są pierwsze oznaki ożywienia. Rozwój rynku spowoduje zarówno wzrost liczby transakcji, jak i cen gruntów. Nadal jednak inwestorzy będą mogli znaleźć atrakcyjne oferty — uważa Daniel Puchalski, dyrektor działu gruntów inwestycyjnych w Colliers International.