Grzegorz Kołodko nie ma asa w rękawie

Lesław Kretowicz
opublikowano: 2002-07-23 00:00

Dziś Grzegorz Kołodko ma przedstawić szczegóły swojego programu mikroekonomicznego. Ekonomiści nie spodziewają się rewolucyjnych rozwiązań. Największy niepokój budzi wciąż przyszłoroczny budżet.

Dziś rząd ma przyjąć pakiet rozwiązań, które będą podstawą programu antykryzysowego autorstwa Grzegorza Kołodki, wicepremiera i ministra finansów. Jutro minister przedstawi je w Sejmie. Celem rządu jest przyjęcie ich w trybie pilnym, jeszcze przed wakacyjną przerwą parlamentu. Minister obiecał, że od listopada bezrobocie zacznie spadać — nie ma więc zbyt dużo czasu.

Zdaniem analityków, rozwiązania nie będą zaskoczeniem, na pewno nie zobaczymy zaś nowych pomysłów. Dla ekonomistów najważniejsze jest sprecyzowanie kryteriów, według których możliwa będzie pomoc państwa w sprawie oddłużenia czy wakacji podatkowych dla przedsiębiorstw. W tym miejscu widzą bardzo duże pole do nadużyć, więc przepisy wykonawcze są bardzo istotną kwestią. Drugim wątkiem, który niepokoi obserwatorów, są koszty wprowadzanych reform dla budżetu państwa. Jest rzeczą oczywistą, że mimo pomocy komercyjnych instytucji finansowych, także budżet państwa musi partycypować w kosztach reform.

Ekonomiści oczekują także pierwszych informacji na temat przyszłorocznego budżetu. Tutaj zdania są podzielone. Część liczy na ujawnienia zamierzeń Grzegorza Kołodki, część spodziewa się tego dopiero po wakacjach. Jest to bardzo istotna sprawa, ponieważ wiadomo już, że ostrożne założenia Marka Belki zostaną zweryfikowane. Niemal na pewno wzrosną dochody budżetu w 2003 r., ale nie wiadomo, w jaki sposób zostanie to zrealizowane oraz skonsumowane.

Analitycy najbardziej obawiają się zmian założeń makroekonomicznych, natomiast ewentualne podwyżki podatków pośrednich, czyli VAT lub akcyzy, są do zaakceptowania. Wyrównanie stawek musi nastąpić w momencie wejścia do UE, więc można to po prostu przyspieszyć. Większy niepokój budzi jednak sposób wykorzystania rosnących dochodów. Według tzw. zasady Belki — inflacja+1 proc. — wydatki w 2003 r. nie powinny przekroczyć 192,5 mld zł, a ewentualne wyższe dochody powodować miały zmniejszanie deficytu. Ekonomiści boją się jednak, że deficyt pozostanie bez zmian, a wzrosną wydatki. To bardzo prawdopodobne, szczególnie w toku prac parlamentarnych. Wszak już w tym roku Marek Belka nie był w stanie przeciwstawić się posłom, którzy zwiększyli prognozę dochodów i wydatki o 1,5 mld zł.