Häagen-Dazs nie umie znaleźć franczyzobiorców

To jeszcze nie czas na lody z najwyższej półki na polskim rynku. Ceny amerykańskiego giganta odstraszyły Polaków, tańsze sieci radzą sobie lepiej.

Luksusowa torebka — tak, ale luksusowe lody — niekoniecznie. Häagen-Dazs, kultowa marka amerykańskich lodów luksusowych stworzonych przez polskiego emigranta Reubena Mattusa, jeszcze dwa lata temu deklarowała rozwój w największych miastach Polski.

Zobacz więcej

FOT. iStock

Dzisiaj z sieci franczyzowej, która liczyła trzy lodziarnie, została jedna, na warszawskim Nowym Świecie. General Mills, właściciel marki, nie traci jednak rezonu i cały czas poszukuje partnerów.

— Plany budowy sieci pozostają aktualne. W Czechach czy na Węgrzech też mamy po jednej kawiarni. W Polsce powrócimy z drugą, gdy zakończy się remont w Galerii Mokotów. Rozwój nie jest warunkowany zasobnością konsumentów, bo ta jest wystarczająca, ale znalezieniem odpowiedniego franczyzobiorcy. Otwarcie naszego lokalu to duża inwestycja rzędu 125 tys. EUR. Kolejna sprawa to znalezienie dobrej lokalizacji — mówi Andrzej Piątkowski, menedżer na Polskę w General Mills.

Inne koncepty na lodziarnie z wyższej półki zdołały się jednak przez ostatnie lata rozwinąć.

— Klient nie zapłaci więcej niż 3-3,50 zł za gałkę [w Häagen- Dazs to nawet 9 zł, ale gałki są tu większe niż u konkurencji; w pozostałych lodziarniach zazwyczaj 2,50 zł — red.], stąd niepowodzenie konceptu Häagen- Dazs. Marka ta pokazała, jakie możliwości rozwoju mają w Polsce jej podobne. Zawężona oferta i zaporowa cena nie zdały egzaminu. Dlatego też wiele sieci lodziarni ma poszerzone menu o kawy, ciastka, ciasta, szejki itp. — twierdzi Krzysztof Kaliciński, dyrektor generalny LS travel foodservice posiadający sieć 60 lokali Empik Cafe, So!Coffee i Furore Ice Cream, w których serwowane są lody.

Na zbyt wysoką cenę wskazuje również Artur Czoska, dyrektor ds. rozwoju sieci w CD Cafe, która zarządza 37 lodziarniami Carte d'Or.

— Z naszymi lodami pozycjonujemy się w segmencie premium z ceną średnio 2,50 za gałkę. Nie widzimy w Polsce na tę chwilę miejsca dla lodów z jeszcze wyższej półki, zwłaszcza że konkurencja na rynku jest bardzo duża. Dlatego też na wejście nie zdecydowała się bardzo znana na Zachodzie marka Ben & Jerry.

Polacy wprawdzie wydają coraz więcej i z tego wynika intensywny rozwój segmentu, w którym działamy, ale patrzą na relację ceny do jakości. I tu ponad trzy razy droższe Häagen- Dazs nie jest w stanie się sprzedawać, choć są to bardzo dobre lody. Pojawiają się u nas luksusowe marki jak Louis Vuitton, ale czym innym jest zakup torebki, która zapewni właścicielce duży prestiż, a czym innym zjedzenie lodów — komentuje Artur Czoska.

Prestiż choć może nie sprawdza się w lokalu, coraz lepiej ma się w domu. Iglotex, dystrybutor Häagen-Dazs na rynku detalicznym, zapewnia, że w sklepach sprzedaje ich w tym roku więcej niż w zeszłym.

— Być może jest tu tak jak z winem, które sprzedaje się lepiej niż kiedyś, bo stanowi substytut innych atrakcji, na które trudniej sobie pozwolić przez spowolnienie gospodarcze — mówi Paweł Nowakowski, dyrektor zarządzający Igloteksu.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu