Te studia nie są tylko dla korporacyjnych menedżerów. I szefowie niewielkich organizacji napotykają tu wielkie wyzwania.
Studia MBA zwykle kojarzą się z rozrośniętymi korporacjami. To tam trafia większość tych, którzy wcześniej wydali co najmniej kilkadziesiąt tysięcy złotych na półtoraroczny kurs. Bo do wielkich firm trzeba wielkiej wiedzy, wielkich głów. Przedsiębiorstwa zatrudniające tysiące pracowników potrzebują przecież charyzmatycznych menedżerów. A tacy menedżerowie szukają dużych wyzwań. Dzięki podyplomowym studiom mają na wszystko tzw. helicopter view, widok z góry. Dostrzegają istotność każdego trybiku w korporacyjnym mechanizmie.
Szkoła liderów
A co z małymi przedsiębiorstwami? Czy wystarczy tam wejść na biurko, rozejrzeć się i cała firma jest jak na dłoni? A MBA to dla nich personalna fanaberia, często nieosiągalna finansowo?
— Około 30 proc. naszych studentów to osoby związane z małymi firmami i ten odsetek od lat się nie zmienia. Stale wzrasta natomiast zainteresowanie dużych organizacji, sponsorujących MBA swoim najlepszym pracownikom — przyznaje prof. dr hab. Marcin Nowakowski, koordynator programu Canadian Executive Master of Business Administration (CEMBA) przy warszawskiej SGH.
Jak jednak zaznacza, nie można do MBA przyklejać łatki programu dla menedżerów korporacyjnych. Według niego, to studia które nie specyfikują swojego odbiorcy, dają po prostu konkretny pakiet wiedzy, oparty w dużym stopniu na doświadczeniach liderów biznesu. Poza tym, również i mała organizacja potrzebuje kompetentnych szefów.
— Małe, jeśli jest dobrze zarządzane, ma w swojej definicji wpisane „rosnące”. Menedżer dostaje więc od nas cenną wiedzę, jak rozwinąć biznes i siebie. A tym samym stać się szefem większej organizacji — zaznacza Marcin Nowakowski.
Poza tym, sama firma może być niewielka, ale jej produkt pozostawać jak najbardziej globalnym, obecnym na wielu rynkach. Jako przykład koordynator CEMBA podaje przedsiębiorstwo projektujące jachty. Dla właściciela takiej organizacji podyplomowy program zarządzania biznesem może być okazją do znalezienia inspiracji, wizji, którą wykorzysta budując ogólnoświatowy potencjał firmy.
Naczynia połączone
Można też na MBA spojrzeć od strony jakości oferowanego produktu. Tak właśnie do tej kwestii podchodzi Sławomir Błaszczak, prezes firmy doradczej 4 Results. Studia MBA zacznie najpewniej w przyszłym roku.
— Każdy ma chyba taki etap w biznesie, gdy poszukuje nowych inspiracji, impulsów. Sam prowadzę wykłady dla menedżerów i widzę, jak dużo można zyskać w stosunkowo krótkim czasie — mówi.
Na studiach MBA chce więc poszerzyć swoje horyzonty, usłyszeć o biznesowych trendach za granicą, jeszcze lepiej zrozumieć mechanizmy wpływające na kondycję przedsiębiorstw. A tym samym stać się jeszcze lepszym fachowcem w doradzaniu innym biznesmenom. MBA będą także okazją do nawiązania relacji z innymi menedżerami, którzy stają przed podobnymi wyzwaniami.
— Wiem z doświadczenia, że praca z takimi osobami nad case study czy dyskusje są bardzo rozwijające — mówi Sławomir Błaszczak.
Jak jednak zaznacza, decyzja o terminie podjęcia studiów jest uzależniona od sytuacji w 4 Results.
— Będę studiował w Polsce, nie chcę zaniedbać pracy, zakładam jednak, że będzie ona co najwyżej na 4/5 etatu — podkreśla prezes 4 Results.
Firmie, której jest współzałożycielem, zależy na stabilnym i konsekwentnym rozwoju. Prezes 4 Results, odpowiedzialny głównie za strategię, rozwój know-how i marketing, zastanawia się więc nad zatrudnieniem menedżera, który przejąłby część jego obowiązków.
— Na wprowadzenie takiego pracownika w realia naszej organizacji chciałbym przeznaczyć co najmniej sześć miesięcy. Tak, aby uniknąć sytuacji, w której moje studia wpłynęły ujemnie na kondycję firmy — tłumaczy prezes 4 Results.
Zapytać siebie
W razie kłopotów czy pojawienia się ważnego klienta, wymagającego osobistego zaangażowania Sławomira Błaszczaka, hierarchia jest jasna. Studia idą w odstawkę. Jednak to wariant pesymistyczny, bo prezes 4 Results ma komfort w postaci dwójki wspierających go wspólników.
— Od kandydatów na nasze studia oczekujemy motywacji do skończenia MBA w terminie, traktowania go jako zawodowego celu — zaznacza koordynator programu CEMBA.
A kto ten cel sfinansuje? Nierzadko to przecież wydatek rzędu kilkudziesięciu tysięcy dolarów.
— W Polsce nie dorobiliśmy się jeszcze systemu kredytowania MBA, co jest nieraz barierą dla drobnych przedsiębiorców — przyznaje Marcin Nowakowski.
W przypadku Sławomira Błaszczaka, za MBA częściowo zapłaci jego firma. Ale blisko 30 proc. kosztów studiów będzie musiał pokryć sam. Jak uważa, pieniądze nie są już największym problemem, przed którym stoją przyszli absolwenci. Najważniejszą przeszkodą jest brak czasu. Ale warto go wygospodarować.
— Trzeba przedyskutować wszystkie za i przeciw. Warto zapytać siebie, po co mi te studia — podkreśla Marcin Nowakowski.
I daje wzorcową odpowiedź: idę na MBA, bo chcę, żeby moja firma była lepsza, większa, tak jak lepsza i większa będzie moja biznesowa wiedza.
Zdaniem praktyka
Planowanie wedle potrzeb
Ludzie z MBA rzadko trafiają do małych firm, bo te nie zawsze są w stanie spełnić ich wysokie żądania płacowe. Właścicielom niewielkich organizacji najpierw radziłbym zrobić MBA, potem rozkręcać własną firmę. Jeśli chce się jednocześnie studiować i zajmować firmą, to może być to niezwykle kłopotliwe — jak najważniejsza osoba w takim biznesie ma praktycznie na rok zniknąć z życia firmy? W korporacji taką lukę łatwo jest załatać. Ja nie mam w planach MBA. Nie widzę potrzeby uzupełniania wiedzy w ten sposób. Pracuję w biznesie, którego siłą są pracownicy. MBA daje cenną wiedzę z zakresu zarządzania finansami, np. umiejętność analizy strategicznych wyników finansowych. To pomaga przewidzieć potencjalne kryzysy, problemy. Ale muszą to być naprawdę dobre MBA, z renomowanego, zagranicznego ośrodka — zapewniające spotkania z autorytetami, praktykami, kontakty biznesowe. Gdybym teraz myślał o własnej firmie, to brałbym pod uwagę właśnie program MBA.
Artur Pielech, dyrektor zarządzający warszawskiego biura Roland Berger Strategy Consultants
Zdaniem praktyka
Stanowisko: omnibus
Szef małej firmy musi mieć solidną wiedzę i doświadczenie w nowoczesnym biznesie, bo przy takiej skali przedsiębiorstwa trzeba być omnibusem — samodzielnie podejmować ważne decyzje, osobiście ich bronić, odpowiadać za nie. W Polsce najlepszym miejscem na zdobycie takiej wiedzy i doświadczenia jest praca w świetnie zarządzanej firmie o zachodnich standardach, czyli nowoczesnym podejściu do biznesu. Można je potem przenieść do małej firmy. MBA bez praktyki biznesowej nie jest wystarczające do zarządzania małą firmą. Dobre studia MBA to raczej trampolina do dalszej kariery dla młodych ludzi, około trzydziestki. To także dla szefa firmy konkretna wartość biznesowa i kontakty z potencjalnymi klientami i partnerami. Nigdy nie planowałam MBA, gdyż przez 12 lat pracowałam na różnych stanowiskach w Procter & Gamble. To była moja edukacja biznesowa. Ale gdybym nie miała takiego doświadczenia „on the job”, to na pewno zastanawiałabym się nad tego typu studiami.
Alina Prawdzik, dyrektor generalna eBay Polska