Hiszpania podpięła się pod kroplówkę

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 2012-06-11 00:00

Gry w domino ciąg dalszy. Już czwarty kraj strefy euro będzie korzystał ze zrzutki pozostałych trzynastu.

Hiszpania podzieliła los Grecji, Irlandii i Portugalii. Choć przez kilka miesięcy zapewniała, że poradzi sobie z problemami, nie wytrzymała presji rynków i w sobotę poprosiła strefę euro o wsparcie. Decyzją przywódców Eurolandu, Hiszpania otrzyma 100 mld EUR programu pomocowego z Europejskiego Funduszu Stabilizacji Finansowej (EFSF) i Europejskiego Mechanizmu Finansowego (ESM).

„Eurogrupa wita z zadowoleniem dążenie Hiszpanii do poszukiwania pomocy” — napisali przywódcy krajów wspólnoty w oświadczeniu. Unijni politycy przekonują, że program dla Hiszpanii różni się od tych, jakie otrzymały Grecja, Irlandia i Portugalia. Hiszpania nie potrzebuje bowiem pieniędzy na obsługę własnego zadłużenia. W jej przypadku problemem jest sektor bankowy — kilka banków ma problem z płynnością i trzeba je ratować. Żeby nie upadły, rząd musi wpompować w nie kilkadziesiąt mld EUR. Nie jest jednak w stanie zrobić tego na własną rękę, bo musiałby najpierw te pieniądze pożyczyć na rynku, a koszt takiej operacji byłby nie do udźwignięcia. Już dziś rentowności obligacji są bardzo wysokie (dla 10-letnich obligacji wynosiły w piątek 6,17 proc.), a przy dodatkowychemisjach jeszcze by wzrosły.

— Program dla Hiszpanii nie ma nic wspólnego z akcją ratowniczą, lecz jest pożyczką, którą otrzymujemy na bardzo korzystnych warunkach — oświadczył Lusi de Guindos, hiszpański minister gospodarki. Dodaje że, w praktyce pieniądze oddawać będzie nie rząd Hiszpanii, ale banki, do których ta pożyczka trafi. Według Międzynarodowego Funduszu Walutowego, sektor bankowy Hiszpanii potrzebuje dokapitalizowania w kwocie 40 mld EUR. Pozostałe 60 mld EUR to dmuchanie na zimne.

„Pożyczka wystarczy na pokrycie wszelkich potrzeb pożyczkowych, wraz z marginesem bezpieczeństwa” — oświadczyli przywódcy strefy euro. Choć politycy nie mówią o tym wprost, tak potężny program ratunkowy ma postawić przed Hiszpanią zaporę ogniową, która ochroni kraj w razie wyjścia Grecji ze strefy euro. Nieprzypadkowo pomoc została przyznana na tydzień przed wyborami w Helladzie.

— Ta pożyczka pewnie na jakiś czas załagodzi napięcia, ale nie sądzę, by problem Hiszpanii całkiem znikł. Nawet jeśli rząd ma zdjęty z barków problem banków, to stan finansów kraju nadal jest niejednoznaczny. Problemy mają samorządy, a gospodarka jest recesji. Pytania o płynność Hiszpanii mogą więc wracać — mówi Marek Rogalski, analityk DM BOŚ.