Zyski może będą mniejsze, ale jedno jest pewne: na brak nudy inwestorzy nie będą narzekać.
Ten rok na parkiecie warszawskiej giełdy zapowiada się równie interesująco jak rok 2004. Koniunktura zachęca do inwestowania, rośnie liczba spółek, napływają inwestorzy. Jednak utrzymanie wzrostów będzie tym razem znacznie trudniejsze, gdyż nie tylko zachowanie giełd światowych zadecyduje o kondycji polskich indeksów. Mamy przecież rok wyborów, i to nie tylko parlamentarnych, ale również prezydenckich. A do czego są zdolni polscy politycy nie trzeba nikomu przypominać. Wystarczy, że znów wraca jak bumerang 50-proc. PIT, a kampania wyborcza jeszcze tak naprawdę się nie zaczęła.
Im szybciej, tym lepiej
Wpływ polityki na rynek giełdowy będzie tym mniejszy, im szybciej odbędą się wybory parlamentarne. Czerwcowy termin to z jednej strony krótsza kampania, a z drugiej więcej czasu dla nowej ekipy rządowej na samodzielne opracowanie budżetu na 2006 rok. Termin wyborów ma też bezpośredni wpływ na wartość złotego. A kurs złotego ma przełożenie nie tylko na eksport, ale i na aktywność inwestorów zagranicznych na GPW.
Na szczęście, premier Marek Belka oświadczył niedawno, że bez względu na to, jaki będzie wynik głosowania nad samorozwiązaniem sejmu 5 maja, jego rząd zakończy misję, czyli najprawdopodobniej poda się do dymisji. Dzięki temu być może odejdą do lamusa pomysły dotyczące zwiększenia składki ZUS dla przedsiębiorców czy 50 proc. podatku dla najbogatszych. A takie pomysły blokują i skłonność polskich przedsiębiorców do inwestowania, i napływ inwestorów zza granicy.
Osobną kwestią jest przyszłość polskiej sceny politycznej po wyborach. Ostatnie sondaże wskazują że potencjalna koalicja PO i PiS nie uzyska większości w Sejmie. Jeśli spełni się ten scenariusz, zwycięskie partie będą musiały znaleźć koalicjanta. I tu mogą zacząć się problemy za stabilnością i progospodarczym charakterem rządu. A przecież czekają nas jeszcze wybory prezydenckie i kolejna kampania wyborcza.
Prywatyzacja, ale jaka?
Istnieją jednak negatywne konsekwencje wcześniejszych wyborów. Przede wszystkim zmaleje tempo prywatyzacji i mniej spółek może zasilić parkiet warszawskiej giełdy. Jak twierdzi minister skarbu Jacek Socha — jeśli wybory odbędą w czerwcu, możliwe jest przesunięcie szeregu ofert publicznych, w tym Grupy Lotos, Enei i PGNiG, na drugie półrocze 2005 roku. Nie wiadomo też, jaka przyszłość czeka PZU. Największy polski ubezpieczyciel miał po wyjaśnieniu rozbieżności pomiędzy rządem i Eureko trafić na parkiet giełdowy.
Prywatyzacja może stać się jedną z kwestii spornych w kampanii wyborczej. Nie wiadomo, czy następca Jacka Sochy będzie równie gorącym zwolennikiem przejrzystych i klarownych prywatyzacji poprzez rynek giełdowy. Tu pod stołem nic się nie da załatwić. Decyduje rynek. A to nie każdemu się podoba.
Zmiany prawne
Wielką niewiadomą będzie też prywatyzacja samej GPW, która miała uczynić polski rynek bardziej konkurencyjnym. Ministerstwo Skarbu Państwa skłania się już ku... początkowi 2006 r., a to oznacza, że w łeb biorą dotychczasowe ustalenia. Kwestią otwartą jest także droga prywatyzacji giełdy. Według Wiesława Rozłuckiego, prezesa GPW, w grę wchodzą trzy modele docelowego statusu rynku: spółki publicznej, której akcje dostępne są na giełdzie, partnerstwo z inwestorem strategicznym z branży oraz dopuszczenie grupy inwestorów finansowych.
Giełda w rękach prywatnych to tylko jedna z fundamentalnych zmian, jakie czekają polski rynek. Najważniejsza zmiana z punktu widzenia emitentów już się dokonała. Od stycznia spółki publiczne muszą stosować w sprawozdaniach finansowych międzynarodowe standardy sprawozdawczości finansowej (MSSF). Wdrożenie nowych standardów to duży wysiłek i dla spó- łek, i dla ich audytorów. Jednak jego następstwem będzie pełna porównywalność europejskich spółek publicznych. Niezależnie od tego, czy emitent pochodzi z Polski czy z innego kraju UE, jego wyniki są prezentowane według tych samych standardów. A to duży atut dla emitenta i zachęta dla inwestorów.
Debiutantów nie zabraknie
Spadek tempa prywatyzacji nie oznacza stagnacji na rynku pierwotnym. Wręcz przeciwnie — po doskonałym 2004 roku, kiedy to na parkiet trafiło 36 nowych spółek, w tym takie blue chipy jak PKO czy TVN, rok 2005 zapowiada się równie dobrze. Z 4 do 10 ma też wzrosnąć liczba emitentów zagranicznych.
Od początku roku na rynek trafiło 10 spółek — Atlanta, Ciech, Comp, Eurocash, Graal, Polmos Lublin, Śrubex, Ząbkowice ERG, Zelmer, Zetkama. A w KPWiG czeka kolejne kilkanaście prospektów. Na rynku lada chwila pojawi się m.in. Bioton — pierwszy przedstawiciel sektora biotechnologicznego, potem Złomrex, Lena Lighting i Polish Energy Partners. Wzmocni się sektor handlowy i spożywczy o spółki American Restaurants, Żabka i Maks Sport. Na rynek ma też trafić polski producent glazury i terakoty — Opoczno, IDM SA, notowany w Paryżu Belvedere i producent przypraw Podravka. Poważne plany giełdowe zgłaszali Cash Flow, Profi, TravelPlanet, CEDC, Kross, NTT System, Barlinek, Gino Rossi czy Solaris. A to i tak nie wszyscy.
Wśród spółek państwowych najbliższe debiutu są Polmos Białystok i Zakłady Azotowe Puławy. W drugiej połowie roku na parkiet trafią najprawdopodobniej Lotos, Enea, Elektrownia Kozienice, Ruch, Zakłady Chemiczne Police, PGNiG i być może pod koniec roku PZU.
Koniunktura na razie sprzyja
Warszawskim indeksom i liczbie debiutów sprzyja dobra koniunktura giełdowa na świecie i wzrost gospodarczy w Polsce. Produkt krajowy brutto (PKB) wzrósł w 2004 roku o 5,4 proc., i choć w tym roku wzrost ma być nieco niższy, to powinien osiągnąć przynajmniej 4,5 proc. To co najmniej dwukrotnie więcej niż w krajach starej Europy. Nieco optymizmu niesie też ostatnia decyzja Rady Polityki Pieniężnej o zmianie nastawienia z restrykcyjnego na łagodne. Daje to szanse na redukcję stóp procentowych, co zawsze sprzyja rynkowi akcji.
Zanosi się więc na utrzymanie wzrostowego trendu, choć skala wzrostu może już nie być tak duża. Trzeba też mieć nadzieję, że emitenci wyjdą zwycięsko z nowymi standardami rachunkowości.