Spójrzmy na dwa odcinki najsłynniejszej polskiej autostrady A2. W sierpniu 2009 r. Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA) zdecydowała, że odcinki A i C zbuduje chińskie konsorcjum COVEC. Nic to, że do tej pory w Polsce niczego nie zbudowało. Nic to, że zaproponowało ceny stanowiące 40 proc. (odcinek A) oraz 45 proc. (odcinek C) kosztorysu inwestorskiego. To nie wzbudziło żadnych wątpliwości drogowej dyrekcji. Widocznie nie wierzyła we własne kosztorysy. Sama oczywiście tłumaczy, że nie ma możliwości odrzucenia najtańszej oferty. Z jednej strony można przyznać jej rację, bo prawo nigdzie nie precyzuje, co oznacza „rażąco niska cena”. Z drugiej zaś, spójrzmy na PKP Polskie Linie Kolejowe, które często wykluczają z przetargów najtańsze oferty lub wykonawców, co do których mają wątpliwości.

Wróćmy do dwóch odcinków A2, które łącznie miały kosztować 1,289 mld zł i być gotowe 31 maja 2012 r. Chińska przygoda zakończyła się niecałe dwa lata po podpisaniu umowy, czyli w czerwcu 2011 r. COVEC do czasu, kiedy został wyrzucony z budowy, dostał od GDDKiA prawie 153 mln zł (92 mln zł za odcinek A i 61 mln zł za C). W ramach solidarnej odpowiedzialności, drogowa dyrekcja zapłaciła kolejne 105 mln zł osieroconym przez Chińczyków podwykonawcom (60 mln zł odcinek A i 45 mln zł odcinek C).
W wielkim pośpiechu do dokończenia budowy odcinka A zaprzęgnięto Eurovię i Warbud, które za prace zażądały 989 mln zł. Odcinek C kończyły Dolnośląskie Surowce Skalne (DSS - które jak sama nazwa wskazuje - doświadczenie w budowaniu autostrad miała bardzo głębokie) wraz z Bogl & Krysl. Te firmy za dokończenie prac miały dostać 756 mln zł. Wyniki przetargów znów ucieszyły GDDKiA, bo „w sumie obie kwoty są o blisko 500 mln zł niższe od dodatkowej sumy żądanej przez COVEC”.
Ile więc na razie zapłaciliśmy? Liczymy odcinek A: 92 + 60 + 989 = 1,141 mld zł. Czyli tylko o 36 proc. mniej niż kosztorys inwestorski. Gdyby jakaś firma złożyła w przetargu ofertę z taką ceną, byłaby jedną z droższych.
Liczymy odcinek C: 61 + 45 + 756 = 862 mln zł, czyli i tak 25 proc. taniej niż w kosztorysie. Znów oferta na takim poziomie cen należałaby do tych droższych.
Nic ponad deklaracje wykonawców, że potrafią zbudować autostrady za dumpingową cenę, nie było brane pod uwagę. Do tych nieliczących się kosztów, które jednak pośrednio czy bezpośrednio zapłaciliśmy, płacimy i jeszcze będziemy płacić, należą:
- upadłość DSS, spowodowane tym kłopoty i upadłości firm podwykonawczych, utratę pracy dla setek rodzin.
- wydłużenie procesu inwestycyjnego. W tym przypadku akurat niewielkie, bo autostrada miała być gotowa pod koniec maja 2012 r., była przejezdna kilka tygodniu później, a faktyczne oddanie nastąpiło jesienią. Są jednak odcinki, jak budowany przez Polimex-Mostostal A4 Rzeszów Jarosław, gdzie opóźnienia są większe. Ten miał być otwarty rok temu, a teraz zapowiadany jest na za rok.
- milionowe wynagrodzenia licznych kancelarii prawnych, bo chyba każdą inwestycję GDDKiA ostatecznie rozlicza sąd.
- czas i energia pracowników drogowego urzędu, która mogłaby być spożytkowana np. na przygotowanie kolejnych odcinków dróg.
Oczywiście trzeba napisać, że rozstanie GDDKiA z Chińczykami jeszcze nie jest zakończone. Drogowcy walczą bowiem o kary od COVEC. Za odcinek A naliczyli im 75 mln zł z tytułu odstąpienia od umowy, plus 7,5 mln zł za nieosiągnięcie kamienia milowego i brak harmonogramu robót. Dodatkowo od chińskich banków domagają się 68 mln zł gwarancji plus 4,3 mln zł odsetek. Odcinek C to 53 mln zł za odstąpienie od umowy i 750 tys. zł za brak harmonogramu, plus 51 mln zł od banków. Czy drogowa dyrekcja ma szansę te pieniądze odzyskać zza Wielkiego Muru? Zobaczymy.
Nic nie usprawiedliwia wykonawców, że składają oferty z rażąco niską ceną. Jednak ryzyko ponoszą nie tylko oni, ale i inwestor. Czyli każdy z nas, podatników. Zastanawiające jest jednak, że po totalnym blamażu programu budowy autostrad, upadłości dziesiątek zaangażowanych w ten program firm i opóźnień w budowie prawie każdego odcinka nawet nie ma mowy o zmianie reguł, nie mówiąc już o zmianie rozgrywającego. A treść komunikatów z GDDKiA jest niezmienna: dbamy o interes podatnika.