Najpotężniejsze przedsiębiorstwa planują inwestować w sprzęt, ale zwalniać pracowników
Dwa rozmiary, dwie strategie — duże firmy chcą w 2010 r. żegnać pracowników, małe zamierzają ich przygarniać.
Gospodarka będzie wracać do formy — sądzą prezesi i wiceprezesi największych polskich koncernów, przebadani przez firmę doradczą Deloitte. Żeby nie przegapić okazji, giganci chcą się agresywnie rozwijać. Wprawdzie to tylko subiektywne opinie, ale akurat teraz, kiedy dopinane są przyszłoroczne budżety, mają wyjątkowo dużą siłę sprawczą.
Czas pożegnań
Według największych firm, najgorsze mamy już za sobą. Trzech na czterech ankietowanych menedżerów uważa, że w przyszłym roku sytuacja ich firmy poprawi się. Pogorszenia spodziewa się tylko jeden na 25 szefów koncernów. Kwartał wcześniej poprawy oczekiwała połowa firm, a pogorszenia — co szósta.
— Fajerwerków nikt się nie spodziewa, ale najczęściej zakładany przez duże firmy plan to stopniowe, konsekwentne wychodzenie z kryzysu. Warunki makroekonomiczne wydają się temu sprzyjać — uważa Rafał Antczak, wiceprezes Deloitte Business Consulting.
Żadna z badanych firm nie ma problemu z dostępem do kapitału (kwartał wcześniej problem ten sygnalizowało 23 proc. przedsiębiorstw). 19 proc. firm narzeka na zbyt długi czas czekania na należności (wobec 21 proc. w poprzednim kwartale). W tych poprawiających się warunkach największe firmy chcą zagarnąć dla siebie jak największą część rynku. 85 proc. badanych menedżerów zamierza w przyszłym roku koncentrować się na wprowadzaniu nowych produktów i usług. Trzy miesiące temu ten odsetek wynosił jedynie 63 proc.
— Największe firmy zamierzają skorzystać z szansy, jaką daje im kryzys. Widząc, że konkurencja ma kłopoty, a podaż za jakiś czas będzie się odradzać, chcą przyciągnąć do siebie jak największą liczbę klientów. To normalne, że z kryzysu duże firmy wychodzą jeszcze większe, a małe — jeszcze mniejsze — mówi Rafał Antczak.
Na zbliżające się ożywienie szefowie dużych firm chcą być dobrze przygotowani. Ponad połowa z nich zamierza w przyszłorocznych budżetach przeznaczyć więcej pieniędzy na inwestycje, niż przeznaczyli w tym roku. Ograniczać nakłady chce tylko jeden na pięciu. Ale dopóki te inwestycje nie zostaną ukończone, nie należy spodziewać się nowych miejsc pracy w dużych firmach. Wręcz przeciwnie — 41 proc. menedżerów planuje zwolnienia, a zwiększać zatrudnienie chce tylko 22 proc.
— Duże firmy zachowują się podręcznikowo — dopóki mogą, zamierzają zwiększać wydajność pracy. To zła wiadomość dla pracowników, ale z punktu widzenia firmy i gospodarki, to najbardziej racjonalne działanie — twierdzi Rafał Antczak.
Mały da radę
To strategia dużych firm. Mniejsze firmy mają diametralnie odmienne podejście. Jak wynika z badania Konfederacji Pracodawców Polskich (KPP), te przedsiębiorstwa raczej zamierzają przyjmować nowych pracowników, niż ich zwalniać. Najbardziej optymistyczne są mikrofirmy — zwiększać zatrudnienie chce prawie połowa ankietowanych przedsiębiorców, o zwolnieniach nie mówi żaden. W małych i średnich firmach tworzyć etaty chce jedna czwarta firm, a likwidować — tylko jedna piąta. Według Andrzeja Malinowskiego, prezydenta KPP, ta łagodna strategia jest lepsza, niż zalecana przez Deloitte.
— Pracodawcy nie ulegli psychozie strachu i zamiast wykonywać nierozważne ruchy kadrowe, spokojnie obserwują rynek. A ten zwiększa szansę na tworzenie nowych miejsc pracy. Dlatego w najbliższym czasie na pewno nie nastąpi gwałtowny wzrost bezrobocia — uważa Andrzej Malinowski.
Jego zdaniem, najbliższe półrocze będzie należeć do małych i średnich firm.
— To one zostały najmocniej dotknięte przez spowolnienie, ale będą potrafiły najszybciej przystosować się do zmian związanych ze spadkiem koniunktury — twierdzi prezydent KPP.
Marcin Mróz, główny ekonomista Fortis Banku
Niech każdy wybierze drogę
Rozbieżność planów zatrudnienia w dużych i małych firmach dobrze odzwierciedla stan gospodarki w obecnym etapie cyklu koniunkturalnego — ona również jest bardzo niejednorodna, miesza się w niej kryzys z ożywieniem, dobre dane napływają razem ze złymi. To typowe zjawisko w okresie między fazą spadku a fazą wzrostu. Różne sektory różnie postrzegają sytuację. Która strategia jest lepsza? Trudno powiedzieć. Dla każdej firmy recepta będzie inna. Nie sądzę, by można stwierdzić, że małym przyda się wzrost zatrudnienia, a dużym obcinanie kosztów pracy. To zbyt duże uogólnienie.
Jacek
Kowalczyk