Importerzy wyrobów hutniczych chcą, aby resort gospodarki pozwolił na zwiększenie przywozu stalowych produktów. Akceptacja ich planów oznaczałoby niemal podwojenie importu i katastrofę dla sektora.
Resort gospodarki analizuje wnioski importerów, dotyczące planów przywozu do Polski stalowych produktów. Firmy, które sprowadzają je z zagranicy, muszą takie wnioski składać zgodnie z rozporządzeniem ministra gospodarki, dotyczącym automatycznej rejestracji przywozu.
Z nieoficjalnych informacji wynika, że importerzy wnioskują o pozwolenia na przywóz tak dużych ilości towarów, że gdyby ich plany zostały zrealizowane, do Polski w ciągu roku trafiłoby około 7 mln ton hutniczych wyrobów. To niemal dwukrotnie więcej niż wyniósł ich import w ubiegłym roku.
— To byłaby katastrofa dla hutnictwa. Nie sądzę jednak, by na tak dużą ilość wyrobów znalazł się w Polsce rynek zbytu — twierdzi Jerzy Podsiadło, prezes Polskich Hut Stali, grupujących huty Katowice, Sendzimira, Cedler i Florian.
Coraz większe parcie importerów na nasz rynek to efekt wprowadzenia ceł na hutnicze produkty przez USA oraz ochrony rynku przez Unię Europejską.
Wiele jednak wskazuje na to, że import hutniczych wyrobów nie wzrośnie o 100 proc. Wnioski o zwiększenie importu mogą pomóc resortowi we wprowadzeniu ceł i kontyngentów. Aby bowiem chronić rynek, zgodnie z regułami Światowej Organizacji Handlu, trzeba udowodnić istnienie lub zagrożenie nadmiernym importem, a rodzimi producenci muszą wykazać, że z powodu znaczącego przywozu towarów ponoszą szkodę. Dzięki wnioskom importerów zagrożenie wydaje się łatwe do udowodnienia.
Sytuacja już jest zresztą nie najlepsza. Według danych MG, w latach 1998-2001 eksport zwiększył się o 6,2 proc., a import o 40,8 proc.